Menu

poniedziałek, 29 maja 2017

"Sięgając marzeń" Maja Chmiel

  Sięgając marzeń”
Maja Chmiel
Wydawnictwo Psychoskok
str.186


Książka „Sięgając marzeń” to pełna humoru i ważnych tematów zarazem opowieść o trzech przyjaciółkach znajdujących się na różnych życiowych zakrętach. Co zostało z ich planów pomaturalnych? Czy spełniły swoje marzenia ? Wierzą w idee z młodości?

Tola, Ewa oraz Iza od zawsze trzymają się razem i trwają w przyjaźni na dobre i złe chwile. Pewnego dnia u Toli pojawia się Iza z ciekawymi wieściami. Cóż z tego, że jest sobota, a Tola ledwo pamięta piątek. Jej niegroźny zabawowy tryb życia akceptują przyjaciółki, więc wszystko gra. Iza panuje zabrać swoje przyjaciółki w podróż, podczas której ciężarna i samotna matka podejmie próbę odnalezienia matki, która zostawiła ją w domu dziecka, gdy Iza miała lat 6.
Podróż ta zdecydowanie będzie ogromnym przełomem w życiu całej trójki przyjaciółek.


Przybliżając trochę bohaterki powieści:
Iza, zaszła w ciążę, której sprawca okazał brak dopasowania do sytuacji. Jest wulkanem energii poszukującym siebie, chcę zamknąć przeszłość.

Życie nigdy jej nie rozpieszczało. Wychowała się w domu dziecka, gdzie zostawiła ją matka tylko na chwilę, „aby załatwić sprawy osobiste” i już nie wróciła. Izka miała wtedy sześć lat.

Tola, niezależna panna z syndromem ZPW, czyli Zespół Pecha Wielopokoleniowego oraz nadopiekuńczą mamusią ustawiającą jej randki.

Ona rzecz jasna wie wszystko najlepiej, ja przebieram jak w rękawiczkach, a facetów wolnego stanu jest jak grzybów po deszczu. Nie pojmuję toku jej rozumowania. Wiadomo, że to ja będę z kimś dzielić swoje życie, ja komuś powierzę najskrytsze marzenia, tajemnice i uczucia. Nie dociera do niej ten fakt i jakich bym nie użyła argumentów, zawsze będę na straconej pozycji. Założenie odgórne niczym nienaruszalne, boskie prawo.

I wreszcie Ewa, matka trójki chłopców niegdyś (patrz czasy liceum) zakochana w Marku, dziś żona Michała, który na to nie zasługuje.

Nasze argumenty i sugestie do niej nie trafiały. Znosiłyśmy Michała dla niej,
choć z czasem stawało się to coraz trudniejsze. Żal nam jej było, widząc, jak się dusi, ale swoje marzenia o rodzinie spełniła. Zastanawiam się, czy nie lepsze tutaj będzie określenie tej rodziny po prostu jej namiastką? Szkoda tylko, że nie miała z kim tego szczęścia dzielić.


Marek jest bardzo ważną częścią tej historii, lecz nie zdradzę wam szczegółów. Ekipa postanawia odnaleźć matkę Izy. Cała podróż stanie się jednak drogą do wielu zmian przyjaciółek.

Kolejna książka z narracją w pierwszej osobie. Tu sprawdza się świetnie, gdyż pozwala nam znaleźć się w centrum wydarzeń. Całość napisana lekko i ze smakiem. Nie brakuje humoru, smutku i rozczarowań oraz zmian życiowych. Głównym wątkiem są poszukiwania matki Izy, lecz całość tworzą poboczne wątki uczuciowe oraz piękny obraz przyjaźni między paniami i samoistne porównanie matek wszystkich pań.
Całość tworzy ciekawą historię z lekkim przesłaniem. Nigdy nie jest za późno na realizacje własnych planów i odbudowę własnego ja.

Maja Chmiel w ciekawy sposób dzieli się z nami sposobami na odnalezienie własnej drogi do spełniania marzeń. Język, jakim posługuje się autorka, jest płynny i zapewnia przyjemność czytania. Sama zaś historia jest dobrze nakreślona podobnie jak jej bohaterowie, z którymi można się zaprzyjaźnić.

Dla kogo jest ta książka? Chyba każdy odkryje w niej coś dla siebie. Jest miłość, przyjaźń i przygoda niosąca za sobą ogromne zmiany. Książka ta umili wam popołudnie. Polecam każdemu a szczególnie tym lubiącym tego typu literaturę.

Za e-book'a do recenzji dziękuje wydawnictwu Psychoskok.

niedziela, 28 maja 2017

"Dwie twarze" Miranda Inska


"Dwie twarze"
Miranda Inska
Wydawnictwo Psychoskok
str.200

Czasem, gdy chce słowami opisać co czyje po lekturze danej książki, słowa nie chcą przyjść z nadmiaru wrażeń. Jednak podczas lektury tej książki wrażeń nie miałam, choć w sumie nie wrażenia były, ale nie zawsze pozytywne.

Gdy otwieramy powieść, nie poznajemy imion bohaterów. Książka jest galopującym monologiem kobiety, która jak może się wydawać, ma wszystko, no może prawie. Ma pracę i jest mężatką, ciut zaniedbywaną przez swego męża. Bohaterka przywołuje nam historię swojej pierwszej miłości. Rafi, niestety zostawił ją bez jakiegoś konkretnego powodu, co poskutkowało depresją i zrażeniem się do gatunku męskiego. Później jednak poznaje swojego obecnego męża i tak swojsko toczy się jej życie, aż w ich związek wkracza rutyna, a zaraz za nią powraca były partner.

Przez parę kolejnych nocy nie mogłam spać. Tworzyłam w głowie motyw spotkania. Fascynujące zajęcie. Polecam zwłaszcza tym kobietom, których mężowie zapomnieli o służbie w małżeństwie.

Los mi sprzyjał!


Historia ma potencjał, jeśli napisać by ją od nowa, poprowadzić trochę inaczej. Dodać więcej dialogów i wszystko usytuować w czasie, który da się określić. Gdy tego nam zabraknie mamy jeden schemat, czyli
Zły mąż- wycieczka nad morze-genialny seks z byłym -powrót do domu-Dobry mąż
Trochę kręci się w głowie prawda? Nasza bohaterka ma dziwne podejście do związków. Początkowo zarówno ona, jak i kochanek tkwią w swoich związkach spotykając się na przygodny seks "najlepszy w życiu" jednak zawsze po powrocie mąż staje się milszy i seks z nim jakiś znośniejszy. Taka przeplatanka trwa lata, a nasza bohaterka nieźle się musi nakombinować, żeby romans nie wyszedł na jaw.



Ot, niby zwykła kobieta uwikłana w romans, czująca coś do obu mężczyzn. Jednak sam sposób, w jaki nam przedstawia swoją historię, odrzuca.
Nigdy nie ma wyrzutów sumienia, co najwyżej przebłyski, jaka jest nieuczciwa, ale mąż przecież zasłużył, bo o nią nie dbał, a skoro zdradziła, to on ja do tego doprowadził.
Próbowałam odnaleźć w tym wszystkim sens, ale nie wiem, czy można powiedzieć, że jest to obraz kobiety uwikłanej w sytuacje bez wyjścia, czy jej pobudki są dobre, właściwe. 


Całkowicie zabiła mnie jednak jej postawa w dwóch względach. Raz to jak ustawiała sobie kochanka pod siebie, latami mamiąc go, rzucając i wracając jak bumerang a przy tym, mając pretensje o każdą jego próbę stworzenia związku. On chciał się ustatkować z nią, lecz ona nie potrafiła zostawić męża. Do czasu aż mąż zdradził ją, na co bohaterka odeszła do kochanka, robiąc z męża najgorsze zło a z siebie ofiarę.

Ta historia trwa latami, a kończy ją jedno wydarzenie. Tak to jedno wydarzenie sprawia, że kończy się przygoda jej życia, a wiatr w jej żaglach przestaje wypychać ją na głębokie wody zdrady.

Kuleje również język powieści. Nigdy nie czepiam się tego elementu, lecz tu po prostu muszę. Często robiłam przerwy lub wracałam do wcześniejszych stron, żeby odkryć o kim mowa. Sceny seksu, które na 200 stronach baaardzo często są napisane prostacko, bez emocji, trochę jak instrukcja obsługi jakiegoś małego Agd, a sam język przywołuje raczej dreszcze zimna niż te z emocji.
jego tors jakby bardziej rozbudowany, a naprężone mięśnie napinały koszulę tu i ówdzie. Przybliżył się, nalał szampana i snuł opowieści o tym, jak w końcu trafił do Polski i jak bardzo miał złamane przeze mnie serce. Chyba nie za bardzo go wtedy słuchałam, bo moje narządy przygłuszały jego głos. Tak zwane motylki w brzuchu grały mi marsza. To ponoć oznaka zakochania.



Ciężko mi ocenić tę powieść pod wszystkimi jej aspektami, nie wiem, czy każda kobieta zdradzająca zachowuje się w taki sam sposób jak nasza bohaterka, ale wiem, że bohaterki wykreowanej przez Mirandę Inską nie polubię ja, nie polubi jej nikt czytający dużo tego typy literatury. Miałam nadzieje na lekką i wciągającą powieść z elementami erotyki, dostałam zaś historię starszej już pani opowiadającej przygodę życia. Historię o tym, jak zranić dwóch mężczyzn i mieć z tego satysfakcje.

Za e-book dziękuje Wydawnictwu Psychoskok.

czwartek, 25 maja 2017

"Puzzle" Anna Partyka-Judge

"Puzzle" 
Anna Partyka-Judge
wydawnictwo Dygresje
str.201
Jaki wiek najlepszy jest na opuszczenie granic swego kraju? Czy własne życie można zacząć od nowa? A co jeśli nasze życie to pudełko puzzli a każde pozornie nic nieznaczące zdarzenie to kolejny element układanki?

Maria, kobieta w kwiecie wieku, odkrywająca życie i siebie od nowa. Próbuje poukładać siebie, dążąc do spełnienia. Jest rozwódką, ma dorosłą córkę i wspomnienia partnera, którego odebrał jej los, choć nigdy do końca nie był jej. Wiedziona przeczuciem, impulsem postanawia wyjechać do Anglii, by móc w spokoju i sporej odległości od dawnej siebie, poskładać kolejne elementy układanki. Los na jej drodze stawia wielu ludzi zarówno tych z jej kraju, jak i obcokrajowców. Każde zaś spotkanie, każde nowe miejsce pracy niesie za sobą spore pokłady nauk życiowych.

Cicha noc, święta noc, pokój niesie ludziom wszem...
Gdziekolwiek jesteś, cokolwiek myślisz, jakkolwiek się czujesz, słowa tej starej kolędy dadzą Ci wiarę i uspokoją skołatane myśli i serce. Tylko uwierz, że możesz i dasz radę. Bądź sobą. To stare, może trochę zbyt często używane przesłanie, było jakże prawdziwe tej nocy, zimnej z lodowatym północnym wiatrem, z dala od najbliższych. Święta Noc celebrowana w obcym kraju z wyboru, ale i z przymusu trudnego, twardego losu.


Książka ta pokazuje różne oblicza emigracji, jej przyczyny i konsekwencje. Obrazuje nam, jak postrzegają nas zarówno „nasi”, jak i „tutejsi". Dzięki perypetiom Marii możemy się wczuć w historię, która nie zawsze jest kolorowa. Maria gnębiona w jednej pracy, poniżana przez angielskich pracowników szuka przyjaźni i zrozumienia w znajomościach ze swoimi rodakami, jednak i z nimi ciężej się dogadać, złapać wspólny kierunek. Nasza bohaterka zmaga się z zawiścią i zazdrością obu stron. Autorka świetnie ujęła też sam system pracy za granicą i to z czym zmagać się muszą osoby na emigracji. Nie zawsze a właściwie prawie nigdy nie pracują
w swoim zawodzie, często poniżej swoich kwalifikacji i za marną pensję za to z podwójną listą obowiązków. Jak w tym całym zamieszaniu nie zgubić zaufania i nie zatracić samej siebie?Dzięki lekturze tej książki możemy poznać realia świata, do którego często kierujemy się w ciemno i pod przymusem np. finansowym.
Jednym z wielu momentów, jaki zapadł mi w pamięć, jest okres świąt, które z reguły powinny być czasem rodzinnym, ludzie na emigracji często są tego pozbawieni.
Główna bohaterka zaimponowała mi swoim hartem ducha i mocą, z jaką chciała dążyć do celu pomimo początkowych barier językowych. Nie jest ważny wiek czy znajomość języka, jeśli zmiana ma się dokonać, musisz w nią wierzyć.
Śniła o polach usłanych przepiękną zielenią traw i złotem zbóż. Po tych polach chodzili kolorowo ubrani ludzie. Wyglądali tak, jakby pochodzili z różnych stron świata. Wzajemnie siebie akceptowali, kłaniając się sobie i uśmiechając.Widziała siebie w koronkowej długiej sukni, która zaczepiała się o złote zboża. Widziała ludzi i też chciała się do nich uśmiechać, ale oni odwracali się od niej. Poczuła się samotna, opuszczona i wstrząśnięta, choć wiedziała, że nie powinno się to jej przytrafić. 
Obudziła się z jękiem przerażenia.
- No już, wszystko w porządku. Będzie dobrze. Jestem przy tobie i tak już zostanie na zawsze. Nie masz się czego obawiać - Philip uspokajał ją, mocno obejmując i głaszcząc po włosach.


Książka wciąga i w ciekawy sposób pokazuje nam życie na obczyźnie. Autorka z niesamowitą lekkością pokazuje nam równowagę cieni i blasków, jakie mogą nas spotkać poza granicami naszego kraju. Jeśli chodzi o język i formę książki, to nie mam absolutnie nic do zarzucenia. Czytałam z zapartym tchem, przystając co chwile i skłaniając się do refleksji na temat mojego własnego życia: )
Tak ta książka pomaga powoli poukładać swoją układankę, dzięki temu możemy przekonać się, czy czasem nasza droga nie wiedzie w kierunku obczyzny, a jeśli tak to, jakie pojedyncze puzzle nas do tego powiodą.

Serdecznie polecam lekturę tej książki każdemu, bez względu na wiek, miejsce zamieszkania czy płeć. Każdy ma prawo na zmiany w swoim życiu i indywidualne podejście do poszukiwania szczęścia.

Dziękuje Annie Partyce-Judge za egzemplarz puzzli i możliwość przeczytania tak dobrej i skłaniającej do refleksji książki.



środa, 24 maja 2017

"Papierowy Księżyc" Anna Crevan Sznajder

"Papierowy Księżyc"
Anna Crevan Sznajder


Co jeśli podejmiemy jedną złą decyzje? Czy możliwe jest żeby nasze serce przełamane na dwie połowy kochało dwóch tak różnych mężczyzn? Czy zdradzając jesteśmy godni szczęścia?
Anna Crevan Sznajder autorka serii "Niczyja" Starająca się wydać swoją powieść. Jest pozytywnie zakręconą fanką kultury Japonii a przede wszystkim mangi. Jej miłość do Kuroko no basket pozwoliła jej stworzyć "Niczyją " której obie recenzje możecie znaleźć na moim blogu. Część pierwsza Niczyja. Kwiat Magnolii oraz część druga Niczyja.Zapach Magnolii.


 Papierowy księżyc to opowieść o tym co stać się może gdy zamiast próby rozwiązania problemu wybierzemy opcje ucieczka. Anna nie potrafiąc wybrać ucieka przed wszystkim co kocha.Autorka w bardzo realistyczny sposób ukazuje uczucia jakie targają Ann zakochaną w dwóch mężczyznach. Czy mogła wybrać inaczej ? Czy na pewno kocha ich obu ? Kogo bardziej skrzywdziła? To niewielka dawka pytań jakie pojawiają się w głowie bohaterki gdy staje w obliczu kolejnych wyzwań jakie stawia przed nią życie. Dla mnie głównym pytaniem jest to czy, wymierzając karę sobie, nie skrzywdziła całej trójki?

Ten short jest tylko alternatywą, lecz sporo wnosi do całości i zostawia nam w głowie bałagan, który będziecie chcieli uporządkować i poznać właściwe, inne zakończenie tej historii.
Anna Sznajder stworzyła historię o pasji, miłości i bólu. "Papierowy księżyc" to jedna z dróg, które mogła obrać Ann w swych decyzjach. W obliczu choroby, stworzyła swoisty rachunek sumienia, który oczyścił jej umysł i pozwolił rozliczyć się z uczuć jakie nią targały odkąd w jej życie wkroczyli dwaj jakże różni mężczyźni.
Zarówno "Papierowy księżyc" jak i "Niczyja" zasługują na szersze grono czytelników dlatego zachęcam was do wspierania marzeń. Poniżej kilka przydatnych linków pozwalających na wsparcie projektu :)

Możecie nabyć swój egzemplarz "Papierowego księżyca"  tutaj . 
Możecie wesprzeć projekt  na stronie: wspieram kulturę  dostępny tutaj .
oraz nabywając książkę "Facet do wzięcia", której Anna jest współautorką, książka dostępna tutaj 



Walczyć trzeba o marzenia, dbać o przyjaźń a miłość odczuwać całym sobą :)

poniedziałek, 22 maja 2017

"Niebieskie sandały" Wanda Szymanowska

"Niebieskie sandały'
Wanda Szymanowska 
Wydawnictwo Białe Pióro 
str.129

Przed nami kolejna odsłona przygód Antoniny, która poprzednio przeprowadziła rewolucje zarówno w swoim małżeństwie, jak i w niewielkiej miejscowości Ruczaj Dolny.
Tam, gdzie uciekła przed swoim nieudanym życiem, odkryła inne możliwości przed sobą i mieszkankami Ruczaju. Dla Tośki zmiany okazały się niewystarczające, więc postanowiła spędzić wakacje bezterminowe w Egipcie. Czy odnajdzie tam spokój serca i duszy? Może jej serce wypełni się od nowa? Czy Antonina pozwoli sobie na uczucia?

Egipt, według Antoniny to nie jest typowa wycieczka turystyczna. Poznajemy go jej oczami, odkrywamy uliczki na co dzień omijane przez turystów. Dzięki znajomości z Ahmedem i Aymanem możemy poznać prawa tam obowiązujące zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn. Antonina kolejny raz swoim stylem bycia zmienia trochę mentalność napotkanych osób. Podczas swojego pobytu Tosia poznaje wiele osób, z kilkoma się zaprzyjaźnia. Szczególną sympatią obdarza Ewę, która wyszła za egipskiego farmaceutę i Fatmę, która niedawno straciła męża i szwagra. Każda z nich pokazuje Egipt z innej strony.

Wanda Szymanowska kolejny raz w lekki sposób ukazuje nam problemy w dążeniu do szczęścia. Pokazuje zagrożenia, jakie mogą czyhać na kobiety w Egipcie, ale i tę przyjemniejszą stronę medalu.
Jej bohaterka doświadcza adoracji ze strony dwóch braci. Ahmed jest na wskroś turystyczny w swych zapędach i swą natarczywością wobec Antoniny odnosi odwrotny skutek. Ayman jest prawnikiem nieskażonym turystycznymi sztuczkami, a jego zaloty wobec Tosi są delikatne wręcz słodko niewinne. Długo nie potrafi się zdobyć na okazywanie uczuć, lecz nie jest obojętny na naszą bohaterkę. Duży wpływ na odnajdywanie siebie przez Tośkę mają też panie poznane podczas przechadzek. Każda osoba, która skrzyżuje swoją drogę, z naszą bohaterką uświadamia jej ukryte pragnienia i problemy, z jakimi nadal się boryka.

„Nie chce wspominać młodości. To, co najważniejsze, przegrała. Z tego, co wygrała, nie zawsze potrafiła się cieszyć”.

Kolejne spotkanie z Antoniną pozwoliło mi na głębszą analizę postaci, wejście w głąb jej umysły i poznanie jej lęków. Dzięki temu coraz bardziej kibicuje jej w dalszej podróży do poznania siebie i odkrycia nowych pokładów szczęścia. Nie zawiodłam się na piórze pani Wandy. Znów było lekko o nie łatwych tematach związków z obcokrajowcami, zderzeniem dwóch różnych mentalności. Pokazała różne oblicza związków między ludzkich. Mamy tu zarówno małżeństwo polsko-egipskie, jak i Egipcjankę mieszkającą poza granicami kraju, nieumiejącą się odnaleźć w religijnych zasadach, które otaczały ją od dziecka.

„Najbardziej boję się stereotypów religijnych. Boję się mojej odmienności narodowej, światopoglądowej, obyczajowej. Boję się złych, kpiących, potępiających mnie oczu, które widzieć chcą we mnie kobietę byle jakich obyczajów”.

Wanda Szymanowska swoją książką zaprasza nas do wyruszenia w drogę ze swoją bohaterką. Drogę, która gdzieś za zakrętem zakończy się szczęściem. Pokazuje nam jak ciężko, jest odnaleźć siebie, nie pogubić się wśród ludzi pozornie życzliwych i wyjść z mentalnej klatki, w jakiej nasz umysł często tkwi pomimo zapewnień, że jest lepiej. Piękna i lekka książka o szukaniu siebie. Bo nieważny jest wiek, status materialny czy wiedza każdy człowiek zasługuje na spełnienie i bycie szczęśliwym.

Kolejna część warta polecenia. Obyczajówka, która napisana jest lekko, ale ma głębokie dno: ) Polecam fanom obyczajówek i tym którzy jak ja do tej pory unikali tego gatunku.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania dziękuje autorce.

piątek, 19 maja 2017

"Zielone kalosze" Wanda Szymanowska

"Zielone kalosze" 
Wanda Szymanowska
Wydawnictwo Novae Res
str.189


Kolejny raz powracam do jakże lekkiego i zabawnego pióra Pani Wandy Szymanowskiej, która urzekła mnie lekkością w przekazywaniu ważnych tematów już podczas lektury „Lardżelki”, której recenzje możecie znaleźć TU.
Tym razem temat jest nieco inny, lecz pióro, a raczej jego lekkość się nie zmienia.

Antonina, kobieta na rozdrożu swojej drogi życiowej. Po prawie trzydziestu latach małżeństwa postanawia obrócić swoje życie o 360 stopni i zerwać całkowicie z byciem żoną idealną w oczach wszystkich wokoło tylko nie samego małżonka, który ukochał alkohol i życie towarzyskie nad żonę. Cóż z tego, że przez lata dbała o dom, męża i córkę, jeśli nigdy nie usłyszała z ust ślubnego choćby jednego dobrego słowa.
Poznajemy ją w pierwszym dniu jej nowego życia, w nowym miejscu na ziemi, jakim w danej chwili jest Ruczaj dolny. Mała miejscowość z jakże malowniczymi i przewidywalnymi postaciami, ale czy na pewno wszyscy są absolutnie przewidywalni?
Mała przygoda Antoniny niechybnie rozpoczyna się od zakupu zielonych kaloszy poleconych jej przez sklepową Stenię, która każdego zna i szanuje. Kto by pomyślał, że małomiasteczkowa sklepowa Stenia dogada się z tak dystyngowaną miastową Panią, jaką jest. Hmm nie jaką była Tosia.

Przyjaźń ze Stenią zaowocuje remontem i znajomością z Edkiem, jednojajowym bliźniakiem Mundka królem deski barowej Ruczaju dolnego. Ogłada, elokwencja i intelekt Edka zrobią na Tosi niechybnie ogromne wrażenie, czy jednak kobieta da szanse uczuciom, a może ktoś sprzątnie jej kawalera sprzed nosa?

Bohaterowie powieści „Zielone kalosze” są absolutnie "Jacyś". Mają barwne charaktery i tajemnice, które powoli odkrywa nowa lokatorka domku niedaleko błotnistej dróżki przy gruszach.
Dużym plusem jest pokazanie dwóch różnych spojrzeń na małżeństwo i obowiązki, jakie się z nim wiążą. No i oczywiście to jak Obie panie radzą sobie z traumą po przemocy domowej zarówno psychicznej, jak i fizycznej.
Autorka pokazuje różnice między myśleniem ludzi na wsi (Jak to rozwód nie przystoi, nie ważne, że bije, byle był.) a tych w miastach. Możemy poznać tak różne kobiety, które łączy chęć bycia szczęśliwym, potrzebnym i kochanym.
Moje serce oddaje zarówno Steni za jej ciekawość świata, jak i Tosi za postawę choćby w stosunku do Wójta.
Książkę pochłania się w ekspresowym tempie. Choć traktuje o poważnych problemach, jest napisana z gracją i wyczuciem, nie odstraszając problematyką. Język powieści pozwala na wczucie się w postaci i przeżywanie ich rozterek, bolączek i radości całkowicie. Piękne opisy sprawiają, że czytając powieść Pani Wandy, masz wrażenie, że czujesz błoto pod stopami, słyszysz dźwięki fortepianu Tosi, czujesz zapachy pichcenia Steniuchny. Zapadasz się w świat i bohaterów jak bohaterka w błotną drużkę i nagle odkrywasz, że kochasz ich całym sercem. Masz ochotę przydzwonić zarówno Mundkowi, jak i Antoniemu a obie panie uściskać i pogratulować siły i wiary w możliwość zmiany życia po tak ciężkich przeżyciach.

Polecam każdemu fanowi powieści obyczajowych, każdemu, kto lubi lekkie pióro wspaniałej Pani Wandy, każdemu po prostu, gdyż wyciągnąć z niej można mnóstwo mądrości, siły i wiary, że bezwzględu na wszystko każdy ma prawo walczyć o swoje szczęście niezależnie od wieku czy pochodzenia.

Za możliwość lektury dziękuje autorce.

wtorek, 16 maja 2017

"Nasze nigdy" Aleksandra Troszczyńska [Przedpremierowo]

"Nasze nigdy"
Aleksandra Troszczyńska 
Wydawnictwo Novae Res
str.204


Są książki, które kuszą okładką. Są książki, które przyciągają opisem. A co jeśli okładka zachwyci, opis przyciągnie naszą uwagę, a w środku dostaniemy coś, co nami wstrząśnie i długo nie będziemy mogli poskładać myśli?

Bree, zagubiona i samotna nastolatka jakich wiele. Próbująca okiełznać swoje demony, czyli anoreksje, w którą to wpędziła się przez bezsensowny wyścig szczurów w jednej z wielu szkół, do których uczęszczała. Ciągle sama, w nowych miejscach otoczona niepotrzebnymi przedmiotami symbolizującymi zainteresowanie rodziców. Kolejne miejsce zamieszkania i jedno spojrzenie, które pozornie nic nie znaczy, a zmieni wszystko już na zawsze. Gdy błękit za dużych oczu drobnej blondynki złączył się z zielenią jego oczu, za którymi czai się szaleństwo, utonęli oboje w przeznaczeniu, jakie zgotował im los.

Nie można uciec przed przeznaczeniem, choćbyśmy nie wiadomo jak bardzo się starali. Choćbyśmy ukrywali się wszędzie gdzie to możliwe. Niektórzy jednak nie chcą uciekać. Uwielbiają bowiem bawić się w masochistów, karmić swoje pragnienia-i gnają ku zgubie. I nikt nie jest w stanie ich powstrzymać. Bo nawet zamknięci w zupełnie odosobnionym miejscu zawsze znajdą drogę ucieczki. Drogę do swego piekła.

Harry, samotnik czy dziwak jak postrzegają go sąsiedzi. Żyje we własnym świecie wśród wypielęgnowanych krzewów róż. Codziennie walczy ze swoimi demonami, tkwiącymi w jego głowie. Dotąd rozumiała go tylko jego babcia, lecz po jej śmierci zamknął się na innych, nie prosił o pomoc, sądząc, że poradzi sobie sam. Gdy tych dwoje się spotyka, odkrywają, że nie potrafią bez siebie żyć. Karmią nawzajem swoje pragnienia, lęki i mroczne popędy.

Ona odnajduje troskę, opiekę i uczucie, których nie zaznała nigdy wcześniej.

„Ktoś, kto w całym swoim życiu nie doświadczył ani grama czułości, sam nie wie, jak zachłannie i podświadomie jej poszukuje. W każdym człowieku, w każdym geście, w każdym spojrzeniu”.

On, daje się ponieść obsesji i wypuszcza ukryte demony, nad którymi panuje lub tak sądzi.

„Ludzie znajdują zapomnienie we wszystkim. Niektórzy wybierają narkotyki, niektórzy alkohol. Jeszcze inni internet albo codzienne imprezy. Są również ci, którzy ukochali samotność, książki, sztukę. Ile ludzi na świecie, tyle sposobów. Ile na świecie zagubionych dusz, tyle obsesji. Niektórzy jednak, w całkowitej desperacji i niemocy poradzenia sobie z ciągłym odrzuceniem i własną słabością, chwytają się pierwszej osoby, która okaże im choć odrobinę uwagi [...] Nie chcą dopuścić do siebie myśli, że właśnie ten jeden, konkretny człowiek jest najgorszym wyborem ich życia".

Czy odnajdą prawdziwość uczuć w zamęcie swych umysłów? Czy poproszą o pomoc? Do czego może doprowadzić uczucie dwóch dusz tak zranionych, umysłów tak spętanych własnymi demonami?

Okładka kłamię, tu nic nie jest tak baśniowe, jak róże w zadbanym ogrodzie. Sądzisz, że masz do czynienia z romansem dwójki zagubionych ludzi, którzy w burzy swych cierpień i lęków odnaleźli szczęście w swoich oczach. Nic bardzo mylnego od początku cichutki głosik w postaci opisów rozpoczynających każdy rozdział mówi nam, że coś się stanie i nie będzie to absolutnie nic dobrego.


Jest to dość ciekawy zabieg, bo niby wiesz od początku, co cię czeka, ale i tak z ciekawością szaleńca brniesz strona po stronie, by dowiedzieć się na „własne oczy” co czeka nas obok krzewu róży przy domu po drugiej stronie ulicy. Pochłaniasz książkę w chwilę a na końcu pomimo podszeptów narratora wszechwiedzącego przez całą twoją drogę i tak jesteś w szoku, gdy kończysz tę historię, która absolutnie nie jest łatwa.
Anoreksja, samo okaleczanie się Bree i odrzucenie przez otoczenie i najbliższą rodzinę. Tak częste w dzisiejszych czasach problemy, które łatwo wyplenić, choć odrobiną uwagi choćby rodziców czy nauczycieli. Wystarczy w porę odczytać sygnały, bo nie trzeba drugiego zranionego człowieka, żeby stała się tragedia. Bree poznała Harry’ego, ale czy jej życie wcześniej nie zmierzało do destrukcji? Czy w całej historii to On i jego demony, jego choroba doprowadzają do uzależnienia się tych dwojga od siebie i zatraceniu?

Harry boryka się z problemami psychicznymi, myśli, że daje radę. Jest opanowany, żyje w swoim poukładanym świecie, lecz gdy spotyka Bree zaczyna czuć coś więcej niż tylko potrzebę izolacji, porządku. Bree zaburza jego porządek, dając w zamian uczucia, które swoją siłą przytłaczają i tak już wciąż walczącego Harry’ego.
Dwójka młodych ludzi tak zagubiona, tak podobna do siebie. Jego duszą włada mrok, nią chęć bycia kochaną i bezpieczną. Ciekawi mnie jak potoczyłaby się ta historia, gdyby nie byli zostawieni sami sobie. Gdyby ktoś wcześniej postanowił pomóc Harry’emu zrozumieć co się z nim dzieje. Gdyby rodzice nie zapomnieli o swojej córce i zamiast pracy zauważali uczucia.

„Jego obsesja, która rosła z każdą sekundą spędzoną w towarzystwie Bree, karmiona dotykiem i zapachem jej skóry, zaczynała przerażać nawet jego. Nie chodziło tylko o pragnienie posiadania jej ciała. Nie, to byłoby za proste, zbyt banalne i bezsensowne. Gdyby wyłącznie tego chciał, już dawno by to dostał. To wszystko, jego umysł, jego demony- wszystko było zbyt złożone [...]".

Książka zmusza do refleksji, gdyż w tej historii nic nie jest tak proste, jak się wydaje. Cały czas trzymasz się nadziei, że pomoc dla obojga nadejdzie, a opisy są tylko podkreśleniem uczuć, stanu, w jakim są nasi bohaterowie. Autorka miesza nam w głowie i wychodzi jej to całkiem zgrabnie, gdyż po 204 stronach masz ogromnego kaca, a myśli krążą nieprzerwanie.

Podsumowując Książka napisana lekko, w niezwykle barwny sposób, dotyka wielu problemów. Pokazuje, jak zgubna jest samotność i ukrywanie lęków i obsesji. Pamiętajcie, że nic nie jest oczywiste i potępić jest łatwo trudniej zaś zrozumieć.

Komu polecić „Nasze nigdy"? Każdemu, kto lubi pomyśleć przy książce, wysnuć własne wnioski. Kto lubi mocne wrażenia i nie boi się czytać o czymś absolutnie niecukierkowym. W końcu obraz uczuć podszytych obsesją i chorobą psychiczną nie każdemu może przypaść do gustu, ale każdego poruszy.

Za możliwość recenzji książki i egzemplarz do tejże recenzji dziękuje Wydawnictwu Novae Res.

poniedziałek, 15 maja 2017

Majowe zapowiedzi Wydawnictwa Psychoskok.

Zapowiedzi Maja 
Wydawnictwo Psychoskok



Wydawnictwo Psychoskok w Maju ma dla nas ciekawe propozycje. Żeby nie zginęły w gąszczu premier majowych. Przedstawiam wam je teraz. 
Mnie osobiście zainteresowały dwa tytuły ale może wam coś przypadnie do gustu. :)

O to one:

"Miłość do trawy" Michał Krupa
str.  180
Powieść Fantasy
15.05.2017
Powieść zabiera czytelnika w świat spowity legendami, dawnymi wierzeniami oraz
pogańskimi zwyczajami. Groteskowo, akcja powieści osadzona we współczesnych
czytelnikowi czasach uzmysławia, że bohaterowie to odmieńcy lub jak sami o sobie mówią – „inni” od pozostałych ludzi. To właśnie między innymi „inność” głównego bohatera Krzysztofa powoduje, że przepełniony strachem o życie własne i swojej dziewczyny wyrusza w podróż, w której pragnie znaleźć odpowiedzi na nurtujące go pytania dotyczące ludzkiej egzystencji oraz własnego przeznaczenia. Osoby, które bohater poznaje podczas całej swojej wyprawy pozwolą na zastanowienie się nad celem w życiu każdego człowieka oraz jego przeznaczeniem i przemijaniem. Monika, dziewczyna głównego bohatera, choć niebezpośrednio, lecz w zupełnie niewytłumaczalny dla zwykłych ludzi sposób, próbuje prowadzić Krzyśka przez ten jakże przedziwny świat przyrody.


"Dziura"Stanisław Kuczkowski
str.268
Powieść obyczajowo-fantastyczna 
29.05.2017

Główny bohater tej niecodziennej opowieści to Piotr – dorosły, żonaty mężczyzna, który w niewyjaśnionych okolicznościach wpada do tytułowej dziury i tym samym przenosi się do innego świata, podobnie jak bajkowa Alicja. Co go tam czeka? Kogo tam spotka? Czy pobyt pod ziemią czegoś go nauczy? I wreszcie – czy z tej krainy jest jakieś wyjście? ,,Dziura” Stanisława Kuczkowskiego to historia trzymająca w napięciu aż do ostatniej strony. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że jest to współczesna baśń dla dorosłych. Zaskakujące zwroty akcji, niespodziewane zdarzenia i charakterystyczni bohaterowie czyniąc tę powieść zajmującą lekturą. Uniwersalność charakteru Piotra budzi sympatię czytelnika, który w pewnych kwestiach może się z nim całkowicie utożsamić i odczytać tę opowieść jako parabolę swojego życia. Z całą pewnością jest to wartościowa książka, która niesie ze sobą głębsze przesłanie. Warto je odkryć razem z głównym bohaterem.

"Doczekać jutra" Walid Kuliński
str.192
Dramat science-fiction
                                                               18.05.2017

Książka „Doczekać jutra” to opisane historie ludzi, których los doświadczał często bardzo brutalnie. Konrad, któremu poświęcona jest znaczna część opowieści to chłopak, który pochodzi z bardzo ubogiej rodziny. Wszechobecna bieda i patologia, z którą przyszło mu się zmierzyć od najmłodszych lat, nie załamuje jednak chłopaka. Zawsze był przygotowany do lekcji, chwalony w środowisku szkolnym. Niestety w domu nigdy nie usłyszał dobrego słowa o sobie oraz o swoich osiągnięciach. Mijające lata ukazują jego staczające się rodzeństwo i tylko przyjaciel Konrada utrzymuje go w nadziei, że wszystko jeszcze da się naprawić i zmienić… Książka uzmysławia czytelnikowi, ile tak naprawdę potrafi w swoim życiu znieść człowiek. Jak bardzo może być ciężko i jak wtedy oddziałuje psychika ludzka. Bohaterowie nie raz stają przed obliczem wyboru drogi a te, które obierają, nie zawsze są dla nich szczęśliwe. Patologia, narkotyki, prostytucja, przemoc, to między innymi te rzeczy, z którymi bohaterowie stykają się na co dzień i nie uważają ich wcale za zło, a jedynie za cel, który prowadzi ich do poprawienia własnego nastoju i zapomnienia o licznych problemach. 

"Czarny kot w walizce" Lucyna Małolepsza
str. 160
Powieść przygodowa
31.05.2017

„Czarny kot w walizce” - to trzydzieści cztery krótkie opowiadania napisane lekkim, dowcipnym językiem. Są historiami, które wydarzyły się naprawdę podczas wojaży po Polsce i świecie. Łączy je jedno - pech. Stąd w tytule czarny kot. Akcja opowiadań toczy się w Polsce, Chinach, Indiach, Portugalii, Hiszpanii, Grecji, Turcji, Gruzji, Egipcie, Chorwacji, Rosji, na Litwie, w Bułgarii i we Włoszech. 
Podróże, nieprzewidziane zwroty, łowca ulotnych chwil z wojskową przeszłością i ona – niepoprawna optymistka ciesząca się życiem zawsze i wszędzie, wbrew wszelkim przeciwnościom losu. Tego nie można przeoczyć!



"Znaki życia" Tom I i II
Wioletta Milewska
str. 343 i 333
Powieść obyczajowa
15.05.2017

Trzy kobiety samotne w związkach. 
Malwina od lat zmaga się z uzależnieniem. Brak zrozumienia ze strony bliskich i ciągłe cierpienie powodują poczucie izolacji, zaś ustawiczna walka o przetrwanie związku doprowadza kobietę do ostateczności i stawia w sytuacji podbramkowej. W końcu Malwina zdaje sobie sprawę, że istnieje tylko jedno rozsądne wyjście z dręczącej i wykańczającej ją zależności. Nie przewiduje jednak, jak drastyczne następstwa może mieć podjęta po starannym przemyśleniu decyzja.
Sylwię coraz bardziej niepokoją objawy bólowe. Początkowo łagodzi je środkami farmaceutycznymi, wkrótce jednak okazuje się, że pigułki nie przynoszą ulgi. Gdy zwraca się do lekarza, poznaje prawdziwe oblicze polskiego systemu zdrowia. Brakuje jej również wsparcia męża, który od wyjazdu za granicę przestaje się z nią kontaktować. Kobieta postanawia osobiście wyjaśnić zagadkę jego milczenia i jedzie do niego. Tam odkrywa pewną tajemnicę.
Wiktoria ma na głowie dom i małe gospodarstwo. Choć od lat jest związana z mężczyzną, którego bardzo kocha, ten wciąż ponad związek z kobietą stawia inne zobowiązania. Kiedy do domu ma się wprowadzić Tomek z dziewczyną, Wiktoria spodziewa się odciążenia w obowiązkach. Niemal natychmiast okazuje się, jak jej oczekiwania mają się do nowej rzeczywistości.
Samotność nie jest jedyną rzeczą, jaka łączy ze sobą bohaterki, a ich losy są tylko na pozór zupełnie różne. 


"Przygody Wiki"Tadeusz Grubecki 
str.60
Literatura dla dzieci
                                                  9.05.2017
Kolejna książeczka dla najmłodszych czytelników autorstwa Tadeusza Grubeckiego, w której mała Wiki staje się narratorką swych przeżyć. Po wizycie w Zoo, o której z wielkim zapałem opowiadała ostatnim razem, teraz przyszła kolej na odpoczynek u dziadków na działce oraz radość z okolicznej przyrody. Wierszowane opowiadania bez wątpienia spodobają się młodym czytelnikom, którym ukaże się przepiękny krajobraz przyrody, jezior oraz lasów. W kolejnych rozdziałach dziewczynka zabierze nas również do swojej szkoły i opowie o największej swej umiejętności i pasji. Książeczka dzięki prostemu językowi i rymowanym wierszykom wzbogaca dziecięcą ciekawość oraz pozwala na rozwinięcie wyobraźni.

piątek, 12 maja 2017

"Gałęziste" Artur Urbanowicz

"Gałęziste" 
Artur Urbanowicz
Novae Res
str. 462

Okładka. Tak, to ona była motorem napędowym, bym pokonała strach przed powieściami grozy, które gościły w moich myślach w młodości. Już dawno w swoich czytelniczych planach nie miałam powieści tego typu, ale ta książka mnie zachęciła. Czy był to dobry pomysł? A może zraziłam się do powieści, w których demony dyszą ci do ucha?

Kara, aby była karą, musi mieć też charakter wychowawczy.

Karolina i Tomek, młoda para szukająca rozwiązania swoich problemów w związku na wycieczce. Suwalszczyzna nie wita ich zbyt przyjaźnie, a problemy piętrzą się już na początku ich urlopu. Zamiast zaplanowanego noclegu trafiają do obcych ludzi, którzy w dziwny sposób wprowadzają większy zamęt w ich związku. A związek tych dwojga to niesamowicie kuriozalne połączenie. Dzieli ich praktycznie wszystko od poglądów życiowych po aspekty religijne. Jeśli nie ufasz nikomu, nawet sobie co zrobisz gdy, ktoś próbuje sprawić, byś zwątpił we wszystko?

Jeszcze się zdziwisz. Zdziwisz się, co jeszcze tutaj zobaczysz i co przeżyjesz. Zdziwisz się, jaka jest tego inwencja. Odwoła się do twoich najgłębszych, najbardziej zakorzenionych lęków, o których nawet nie miałeś pojęcia i przed którymi nie masz żadnych szans się obronić. Zdziwisz się, że można niszczyć w ten sposób twój umysł jeszcze bardziej, niż z każdym kolejnym dniem sądziłeś. Pożerać go bez pośpiechu, komórka po komórce, jak nowotwór. A przede wszystkim zdziwisz się jeszcze, do czego będziesz zdolny i jakie bariery będziesz w stanie pokonać. Ani się obejrzysz, a zamienisz się w zwierzę.

„Gałęziste” zmroziło mi krew w żyłach. Od początku historia, a raczej demony w niej zawarte łapią za gardło i trzymają do końca, raz na jakiś czas lekko popuszczając ucisk. Każdy pozornie nieistotny element, opis to cząstka głębszej całości, której absolutnie się nie spodziewasz. Myślisz sobie zwykła historia o dwójce zakochanych próbujących ratować swoje „My”, trafiających w złe miejsce. Bałam się tego, że ten element przeważy, lecz bohaterowie są świetnie skonstruowani i pomimo głębokiego sensu historii związku Karoliny i Tomka nie przesłania on całości. Tu najważniejszy jest las i jego historia.

Tak jak celem każdego zwykłego demona jest zniszczenie człowieka od środka, które rozpoczyna, wchodząc w niego i żerując na nim niczym pasożyt, tak temu uda się to w zupełnie inny sposób.

Dużym plusem są piękne i obrazowe opisy Suwalszczyzny. W momentach grozy bardzo działają na wyobraźnie i wzmagają dreszcze na plecach. Tak cały czas będziecie mieć dreszcze, będziecie czuć, że ktoś was obserwuje i czujecie na sobie jego oddech. A może będzie się wam coś wydawać ? Tu niczego nie możecie być pewni.

Świat nie jest tak prosty, by zapisać go w całości matematyką, ale lepszego sposobu, jak na razie, nie znaleziono.

Moja wyobraźnia działała na pełnych obrotach, często musiałam na chwilę odłożyć z ciężkim sercem książkę, ale jakaś niewyobrażalna siła ciągnęła mnie z powrotem nie tylko do okładki.
Dziękuje za te momenty lekkiego odprężenia, na chwile oddechu. Dziękuje, choć nic nie dały. Napięcie narastające od pierwszych stron niezmiennym tempem nie zawiodło, a koniec pierwszy raz od dawna pozwolił mi na zbieranie szczeki z podłogi. Takiego finału się nie spodziewałam. Artur Urbanowicz wie jak złapać i zatrzymać do końca czytelnika. Pozwala snuć domysły, cieszyć się możliwym odkryciem sensu historii. Tak i to by było na tyle, bo końca nie spodziewa się nikt. Ogromny szacunek za tak bujną wyobraźnię i niebanalne poprowadzenie historii.
Język powieści absolutnie mnie nie zraził, przeciwnie pomógł się wgryźć w bohaterów i całą powieść. Wszystko, absolutnie każde słowo, zwrot czy opis pasują tu idealnie.

Opierasz wszystkie swoje poglądy na tym, że boga czy jakikolwiek inny byt nadprzyrodzony można ogarnąć ludzkim umysłem. No bo w końcu przemyślałeś to i uznałeś, że jednak go odrzucasz. Miałeś jakiś wybór, uzasadniłeś sobie każde za i przeciw i podjąłeś ostateczną, taką, a nie inną, decyzję. Ale zwróć uwagę na jedną rzecz – zakładasz tu, że boga można opisać, zmierzyć, zbadać, dotknąć, opukać i logicznie wytłumaczyć jego działania. Zapędzić go w kozi róg i powiedzieć: „ha, słuchaj stary, coś mi się tu nie zgadza!”. A to jest podstawowy błąd w twoich aksjomatach! Gdyby cokolwiek z niego dałoby się zamknąć w jakiekolwiek naukowe ramy, to to nie byłby bóg. Brutalnie podsumowując, bóg jest wszechmocny i takie pionki jak my mogą mu co najwyżej naskoczyć. Nie mamy wystarczających możliwości, by mienić się mądrzejszymi od niego, ani fizycznych, ani intelektualnych. Krótko mówiąc, w swoich rozważaniach korzystasz ze złej definicji boga. Sprzeczność. Koniec dowodu.
Podsumowując, powieść trzyma w napięciu, skłania do refleksji nad bezmyślnym zachowaniem ludzi, nad ich brakiem szacunku do matki natury. Emocje w powieści są obecne cały czas, a aura unosi się nad czytelnikiem długo po zamknięciu książki.
Czy żałuje? Absolutnie nie choć momentami bałam się strasznie (serio nie czytajcie w nocy). Komu polecam ? Każdemu, kto lubi powieści grozy. Każdemu, kto nigdy ich nie czytał i każdemu, kto chce powrócić do tego gatunku. No i okładka działająca na wyobraźnie. Z niecierpliwością czekam na kolejne powieści tego autora.

Serdecznie dziękuje autorowi za możliwość przeczytania „Gałęziste”, za strach, ciarki na plecach i możliwość zbierania szczęki z podłogi.


środa, 10 maja 2017

"Konkurs na żonę" Beata Majewska

"Konkurs na żonę" 
Beata Majewska 
wydawnictwo Książnica


To już dziś ma premierę książka, którą dobrze znana nam pod pseudonimem Augusta Docher wydała jako ona, czyli Beata Majewska. Ta książka to historia o miłości dwójki ludzi, których dzieli wszystko a łączy pewien konkurs, ale czy tylko on ? To opowieść o rodzinie i o tym, jak czasem ciężko jest bez niej prawidłowo funkcjonować. Historia o tym, jak ciężko jest walczyć o uczucia, za to łatwo je przeoczyć no, chyba że się je straci.

Hugo Hajdukiewicz, prawnik dobiegający trzydziestki. Przystojny, choć nieco zimny, wiele lat spędził w stanach u boku swego wuja, który po śmierci ustanawia go swoim spadkobiercą. Testament zawiera całą listę małych haczyków. Głównym z nich jest warunek posiadania żony i potomka do 30 roku życia. Hugonowi nie pomaga upływający czas a na horyzoncie nie widać odpowiednio dobrej kandydatki. Powstaje konkurs, który ma wyłonić idealną kandydatkę. Czy dzięki pomysłowi przyjaciela Hugon odnajdzie coś więcej niż żonę na chwile?

Łucja Maśnik, młodziutka i nieśmiała studentka. Nawet nie podejrzewa, że niepozorny konkurs otworzy jej drzwi do luksusu, który na co dzień jest jej obcy. Wychowana przez babcię po tragicznej śmierci rodziców. Często przywołuje w rozmowach nauki babci. Pochodzi z pięknej polskiej rodziny wielopokoleniowej, dla której nie ważny luksus a miłość i zaufanie. Gdy serce Łucji zacznie nieświadomie mocniej bić do Hugona, on postanawia z tego skorzystać. I tu zaczyna się historia o miłości, kłamstwach i przywiązaniu, zarówno do partnera, jak i rodziny.

Beata Majewska stworzyła niebanalną wersję opowieści o miłości. Piękno i czystość uczucia Łucji z kontrastującym i zapoczątkowanym kłamstwami uczuciem Hugona. Każda postać jest niebanalna i dopracowana. Możemy przejść przez wszystkie fazy uczuć do bohaterów. Dzięki temu nic nie jest do końca i na zawsze. A my do ostatnich stron możemy analizować i zastanawiać się, czy darzyć sympatią Hugona za odnalezienie uczuć w sobie lub ganić Łucję za jej naiwność.

Jeśli jej nie przerwiesz, opowie ci cały dzień z detalami, nawiąże do dzieciństwa, swoich przyjaciółek, ich chłopaków i zacznie opowiadać, jak się mamuty w węgiel kamienny zamieniały, a ty po prostu zasypiasz smacznie bez konieczności sięgania po prochy.

Bardzo zauroczyły mnie zmiany zachodzące w bohaterach i czekam z utęsknieniem na kolejne części. Łucja dojrzewa i zaskakuje opanowaniem i mądrością, Hugo zaś to jedna
wielka zimna chodząca zagadka, w której powoli puszcza tama uczuć skrywanych latami.
Jak potoczą się losy tej dwójki ? Czy uczucie budowane na kłamstwach ma szanse przetrwać?

Rodzina to pojęcie odmienne dla obojga bohaterów. Pomimo że każde z nich wychowane w niepełnej rodzinie ma jej z goła inny obraz. Każda z nich inaczej radzi sobie ze stratą bliskich. Inaczej też widzą uczucia dwójki bohaterów.

Ufać jej, nie ufać? Zachodziła w głowę. A może powinnam po prostu o tym nie myśleć? - Maśnikówna, pustostanie umysłowy, dalej tak rozkminiaj, jak Rejewski nad Enigmą, to ci się czosnek zagotuje i osiwiejesz przed dwudziestką! - zrugała się w duchu.

Przy tej powieści nie da się nudzić. Z każdą stroną odkrywamy nowe uczucia, zastanawiamy się, jak byśmy zareagowali w sytuacjach, jakie spotykają naszych zakochanych. Cały czas zmieniamy strony barykady, szukamy jakichś tajemnic, ukrytych haczyków. Nie zawodzimy się ani przez moment poznając historię Hugona i Łucji a koniec pierwszego tomu nie tylko daje nam nadzieje na burzliwe dalsze losy, lecz pozostawia nam parę tajemnic i wskazówek, co jeszcze może nas czekać. Bo czy na pewno chcecie Happy endu, a może jednak coś może pójść nie tak?

Cudowna opowieść o miłości słodko-gorzkiej, często wręcz nieopierzonej dająca niezliczoną liczbę możliwości. O miłości do rodziny i sile, jaką daje jej wsparcie. O kłamstwach na krótkich nogach i ich konsekwencjach. Pełna tajemnic i półprawd, ze szczyptą zaciekawienia. To wszystko daję nam powieść, której nie da się zapomnieć i pozostaje błagać o dalsze losy przyszłych państwa Hajdukiewiczów?
Polecam każdemu bez względu na wiek i płeć. Za możliwość przeczytania książki dziękuje autorce i wydawnictwu Publicat.