Menu

niedziela, 23 września 2018

Uniwersytet Wszystko moje- Fabrizio Silei

Udostępnij ten wpis:

Czy można mieć tak dobre serce, że żadna życiowa przeszkoda nie zmieni naszego nastawienia? A może są ludzie, którzy będą za wszelką cenę tępić indywidualność i wszelkie przejawy dobroci? Bez względu, jakie będą odpowiedzi na powyższe pytania poznajcie historię rodziny Smirthów.


Smirthowie mają wszystko, ich życie pełne jest dóbr luksusowych, które radują ich duszę. Sen z ich powiek odgania jednak ich syn, którego postawa życiowa przeraża rodzicieli. Chłopiec nie potrafi i nie chce żyć w myśl zasad, jakimi kierują się jego rodzice. Pożycza pieniądze nie dbając o zysk, zaprasza bezdomnych, rozdaje jedzenie. Zdesperowani rodzice zapragną oduczyć chłopca dobroci i wyślą go do szkoły, która ma go zmienić w egoistę, który ceni zysk i dobra materialne. Czy szkoła zdoła zmienić młodego Smirtha? A może na wskroś dobry chłopiec zmieni tak mocno zakorzenione zachowanie rodziców?

Uniwersytet wszystko moje to książka, która wprawi każdego młodego czytelnika w dobry humor. Łączy w sobie szczyptę humoru, masę dobroci i dość ważne przesłanie, które dobrze współgra z czasami obecnego dążenia do posiadania jak największej liczby rzeczy. Jak zatem w dobie masowej zarazy zbieraczy, przekonać nasze pociechy, że w życiu liczy się empatia, umiejętność dawania i zbieranie dobra trafiającego wprost w nasze serca, a nie gromadzenie majątku?


Autor w niesamowity sposób przedstawił nam kilka pomysłów na osiągnięcie tego celu. Dzięki swojej humorystycznej historii pomaga nam dostrzec to, co najważniejsze a przy okazji tłumaczy każdemu czytelnikowi, jakie mogą być konsekwencje złych wyborów. Jeśli postawisz wszystko na jedną kartę i zaczniesz dążyć do pieniędzy, może się okazać, że nie starczy w twoim otoczeniu miejsca dla rodziny i przyjaciół. Przewrotna historia przytoczona nam przez autora uwypukla najważniejsze zagadnienia, podając je dzieciom w bardzo prosty i przejrzysty sposób.

Niewielka książka o barwnej okładce i drobnych rysunkach, które zachęcą starszaki do czytania i umilą młodszym dzieciom wspólny czas czytania z rodzicami. Ciekawa i pouczająca fabuła otoczona prostymi obrazkami sprawia, że lektura tego tytułu może okazać się bardzo przyjemnym czasem. Polecam rodzicom, którzy chcą w lekki i przystępny sposób nauczyć swoje pociechy, jak ważne jest dobro oraz to, że warto się nim dzielić.

Ocena książki:

Tytuł: Uniwersytet Wszystko Moje 
Autor: Fabrizio Silei
Wydawca: Nasza Księgarnia
Liczba stron:320
ISBN:9788310132703


sobota, 22 września 2018

Krasnoludki. Fakty, mity, głupoty- Maciej Szymanowicz

Udostępnij ten wpis:



Wiatr istnieje, choć jego samego nie możemy dostrzec. Dźwięków nie widać, pomimo tego każdy wie, że są dookoła nas. A jak sprawa ma się z krasnoludkami? Nikt ich nie widział i nie słyszał, czy więc to możliwe, że ich nie ma?

Myślicie sobie, jak można napisać książkę o kimś, kogo się nie widziało i dowieść, że istnieje? Maciej Szymanowicz zabiera nas w podróż, po której zakończeniu już nic nie będzie takie samo. Wkraczacie w świat pełen niemożliwego, niespotykanego i podobno nieistniejącego.

Krasnoludki. Fakty, mity, głupoty to całkowite i intrygujące kompendium wiedzy na temat krasnoludków, którą powinno posiąść każde dziecko, a i wielu rodzicom powyższa wiedza niezaprzeczanie się przyda. Do czego? Przede wszystkim zrozumienia przeróżnych zjawisk, o które każdego dnia oskarżamy swoje pociechy. Wszelkiej maści plamy na ubraniach, ta kolejna wylana szklanka soku i niesforna fryzura zamiast kunsztownego upięcia wykonanego przez mamę, to wszystko dzieje się za sprawą pewnych małych stworzeń, których nie da się zobaczyć.

 To dzięki spiczastym czapeczkom z bąblem, w którym to ukryto coś, co sprawia, że te małe śmieszki nie są widoczne.

Same czapeczki i kilka kropel niechcianego płynu na ubraniu czy podłodze to jeszcze nic w porównaniu z wiedzą, jaką posiądziecie na temat krasnoludków za sprawą tej książki. Są tu czyste mity i spora garść faktów, których z zacięciem bronią małe skrzaty. Zapraszają was do swojego małego świata i w zabawny sposób pokazują, jak się bawią, jakie sporty uprawiają i co robią, gdy nikt nie widzi, czyli cały czas.

Pełna przepięknych ilustracji książeczka, która zawiera wszystko, co powinniśmy wiedzieć o krasnalach. Pouczająca i pełna humoru opowieść dla młodszego i starszego czytelnika. Twarda oprawa i równie mocne wnętrze dają gwarancje jakości i wytrzymałości. Forma jest przystępna i pozwala na czytanie nawet z małymi odkrywcami.

 Muszę was jednak ostrzec, zdarzają się bowiem i takie małe złośliwe i strasznie marudne krasnale, które nie są zadowolone z miejsca, w którym zostały umieszczone. Autor nie podaje niestety jak spacyfikować takiego marudę, więc zalecam rozwagę i czujność pomiędzy salwami śmiechu i łzami rozbawienia.

My przy lekturze tego tytułu bawiliśmy się przednio, zachwyceni ilustracjami, oczarowani postaciami i sposobem prezentacji całej krasnalej społeczności. Idealnie nadaję się na prezent, nie pokuszę się o wystawianie ram wiekowych, czuje, że krasnoludki polubią was wszystkich (Poza tymi marudnymi wyjątkami).



Ocena książki:

Tytuł: Krasnoludki. Fakty, mity, głupoty
Autor: Maciej Szymanowicz
Wydawca: Nasza Księgarnia
Liczba stron:28
ISBN:9788310133922

piątek, 21 września 2018

Korneliusz i Incendium- Tomasz Raksa

Udostępnij ten wpis:


Jaki może być najbardziej heroiczny czyn, za który należy się chwała? Życie, wszak to najcenniejszy oręż, jaki posiadamy, zanim zdobędziemy umiejętności walki, zachwycimy się pięknem innych ludzi czy damy się porwać żądzy posiadania dóbr materialnych. Tylko jeśli to czyn płynący z głębi serca to możemy oczekiwać zapłaty większej niż wdzięczność?


Korneliusz to czarodziej i elf dyplomata w jednym. Podróżuje po przeróżnych królestwach jako oficjalny reprezentant miasta. O władze nad królestwami walczy żądny krwi rasy ludzkiej i potęgi bezwzględny Berer. Jedna z takich wypraw dla Korneliusza kończy się niespodziewanie. A to wszystko za sprawą uratowania życia chłopcu, który jest sierotą. Czarodziej bierze go pod swoje skrzydła i uczy wszystkiego, co wie. Tylko czy nieznany mu młodzian doceni zarówno dar życia, jak i wiedzę, którą chce mu przekazać mentor. Jak potoczą się losy mieszkańców barwnego Stilgado, w którym płonie magiczny ogień zwany Incendium? Czy Berer wprowadzi w życie swój plan?



Gdy przychodzi ten moment, gdy książka nie spełnia oczekiwań i męczy wręcz czytającego, zastanawiam się, czy warto poświęcać swój czas i skończyć to, co się rozpoczęło?



O tej książce sporo można powiedzieć, lecz nie to, że trafiła w mój gust. Powieść Tomasza Raksy jawiła mi się jako szansa na ciekawe klasyczne fantasy, w którym elfy i ludzie żyją obok siebie, a ich światy się przecinają. Po części tak było, gdyż oba gatunki zawitały na karty powieści, a autor pokusił się nawet o romans między rasowy. Jednak coś poszło nie tak. Stylistycznie powieść miała chyba plasować się jako coś heroicznego i bijącego patosem. Dialogi między bohaterami raziły po oczach zbytnią kwiecistością, która sprawdza się raczej w poezji niżeli prozie. Poza przesadą w stylistyce i sama fabuła nie porywa. Za dużo w niej wzniosłych tekstów, młodzieńczej miłości i bezsensownych opisów podróży. Za mało akcji, niezbyt rozwinięta intryga tego jakże bezwzględnego i przecież żądnego krwi Berera oraz mało dopracowany wątek mentor-uczeń.



Nie dostrzegłam w niej wielu plusów, poza ciekawie rozrysowanym miastem elfów i tajemnicą Incendium, która ma potencjał do rozbudowy tego uniwersum. Bohaterowie są nijacy i nie bardzo się z nimi zżyłam. Miałam problem z tym, jak zostali przedstawieni. Nieskazitelni, mówiący wzniośle a do tego noszący imiona, które nijak nie pasowały do elfiego rodu, wszak istoty nieśmiertelne powinny odznaczać się potęgą zawartą w imieniu, a nie narażać czytelnika na śmiech z powodu zwyczajności.



Książkę tę czyta się dość mozolnie. Ciężki i przerysowany styl nie pozwala wczuć się w opowiadaną historię. Sam pomysł, a raczej jego zarys może ma jakąś przyszłość, jednak jest to droga pełna wyrzeczeń i poprawek. Choć uwielbiam klasykę, to nie tak przesadzoną i niedopracowaną. Nie odnalazłam się w niej nawet na chwile, więc nie pokuszę się o polecanie jej komukolwiek. Myślę, że znajdzie się ktoś, komu wyznawanie nastoletniej miłości wierszem czy zwyczajne imiona dla elfów nie przeszkodzą w dostrzeżeniu potencjału tego tytułu. Niestety ja poległam, choć powieść skończyłam.

Ocena książki:


Tytuł: Korneliusz i Incendium
Autor: Tomasz Raksa
Wydawca: Novae Res 
Liczba stron:328
ISBN:9788380838598

piątek, 14 września 2018

Pan Perfekcyjny- Jewel E. Ann

Udostępnij ten wpis:


Nic nie zmieni twojej przeszłości, nie cofnie wypowiedzianych w złości słów, nie zmieni kierunku, w jakim podążyłeś tamtego dnia. To już się zdarzyło i nie masz władzy nad słowami, czynami, decyzjami. Pozostaje jednak niesmak, żal, cierpienie i to, co dusi każdego dnia... wyrzuty sumienia. To one mogą stać się łańcuchem, który nie pozwoli ci iść do przodu. Zaleją twoje serce, które przestanie czuć cokolwiek poza wstydem i bólem minionych decyzji. Nie masz możliwości zmiany i tylko od ciebie zależy, jak to zakończysz.

- Przypominam pani ojca?
-Tylko ten pana idealnie skrojony garnitur. [...] Tata jest skromnym człowiekiem. Szczodrym do bólu. Nigdy nie spogląda na ludzi tak, jak pan patrzy na mnie.
- A w jaki sposób patrzę na panią?
- Jakbym była zmorą pańskiej egzystencji.

Flint Hopkins, wzięty prawnik i samotny ojciec dwunastoletniego autystycznego Harrisona żałuje wielu rzeczy. Przez ostatnią dekadę wiele by zmienił, cofnął i zrobił zupełnie inaczej. Choć decyzji sprzed śmierci żony nie cofnie, każdy jego dzień to ucieczka przed konsekwencjami tamtych postanowień. Dbając o dobro syna, stara się żyć według konkretnych zasad, unikając zmian rutyny, jaką stworzył. Jednak jedna źle podjęta decyzja sprowadziła na niego chaos, który odbiera mu wszystko po kolei. Traci święty spokój, syna i serce. Każdy kolejny dzień i spotykanie na swojej drodze pewnej muzykoterapeutki skruszy mur, za którym Flint się ukrywał od lat.

Czasami świat się kończy i zapomina zabrać nas ze sobą.

Ellen skrywa wiele tajemnic, dzieli się uśmiechem i siłą, która płynie z muzyki. Nie może się oprzeć czarowi, jaki roztacza Hopkins, ciągle poprawia mu krawat, koszule, marynarkę. Idealny początek znajomości, która będzie musiała wiele przejść, by dojść do szczęśliwego zakończenia. Tylko czy tajemnice, ukryte rany, próby wymówienia umowy najmu i ... szczury dają szansę na miłość?

Szybciej bijące serce, ból brzucha spowodowany śmiechem i chaos myśli. Każda z tych przypadłości pozostanie ze mną na długo po skończonej lekturze. Czym urzekła mnie Jewel E. Ann?

Pragnienie.
Potrzeba.
To paliwo bólu. Gniewu. Ale również czyni nas to silniejszymi, kiedy jesteśmy zmuszeni je odpuścić. 

To proste... Wszystkim. Stylem, który otula czytelnika od pierwszych stron, zamykając go w bańce, która momentami ma ochotę pęknąć od nadmiaru emocji. Lekkością, z jaką płyniemy przez historię Flinta i Ellen. Bohaterami, których w lot i bez zastanowienia nagle kochasz całym sercem i kibicujesz im nawet w najdurniejszych planach. Fabułą, która nie jest sztampowa, potrafi trzymać w napięciu i zaskoczyć kierunkiem zdarzeń.

Pewnego dnia zamierzam żyć długo i szczęśliwie. Nie będę się pakować i opuszczać ukochanego mężczyzny. Na każdego czeka właściwy czas. Odnajdę swój.

Flint dźwiga na sobie ciężar złych decyzji sprzed lat. Całe życie podporządkował opiece nad synem, któremu musi zastąpić matkę. Gdy w jego poukładane życie wkracza pełna energii, dźwięków i chęci dotykania go Ellen, mężczyzna czuje, że musi się jej pozbyć, zanim będzie za późno i jego ułożony świat się zmieni. Każde z nich można traktować jak przyjaciela. Nie oceniać, nie wytykać błędów tylko z sympatią trwać przy nich. Autorka świetnie wykreowała wszystkich bohaterów, każdy z nich jest inny, jest jakiś i zapada w pamięć czytelnika. Musimy zmierzyć się z przeszłością Flinta i tym w jaki sposób radzi sobie z dręczącymi go wyrzutami sumienia. Powieściopisarka w swej opowieści ukazuje również inny sposób na radzenie sobie z duchami przeszłości. Dzięki tak różnorodnym postaciom i ich jakże różnym podejściu nie będziecie się nudzić.

Pan Perfekcyjny to książka wielowątkowa, chwytająca za serce, trzymająca w napięciu i rozbawiająca do łez. Pełna wartościowych bohaterów i pojedynczych historii, które nagle tworzą idealną całość, która zachwyci miłośniczki romansów, przekona te czytające obyczajówki, a i o fanatyków zwierzątek futerkowych zwanych szczurami zahaczy. 

Ci, którzy cię kochają, powinni troszczyć się o to, o co ty się troszczysz. Pielęgnować sprawy, dzięki którym jesteś sobą. 

Opowieść o tym, jak ważne jest przebaczenie samemu sobie. Odnalezienie siły, która pokona cienie wciąż przeszkadzające w dojrzeniu tego, co ważne. Nie poczujecie upływającego czasu. Drżenie serca i ekscytacja wymiesza się niepostrzeżenie z humorem. Ta książka złamie wam serce i poskleja je ogromną dawką ciepła, uśmiechu i garstki sierści, a to wszystko w rytm niespiesznych taktów, które tętnią w nas samych.

Ocena książki:


Tytuł: Pan Perfekcyjny
Autor: Jewel E. Ann
Wydawca: Filia 
Liczba stron:400
ISBN:9788380755277

środa, 12 września 2018

Larista- Melissa Darwood

Udostępnij ten wpis:


Czy można w życiu marzyć o wielkiej miłości, która pojawia się znikąd? Jak w takiej sytuacji radzić sobie z tak wielkimi pokładami zła i braku empatii? Czasem życie ma więcej odcieni, niż nam się wydaje, miłość może stać się najważniejsza, a empatia nie zawsze się pojawia, co nie stanowi o tym, że jej brak jest czymś złym.

Bóg stworzył dziesięć przykazań, żeby ułatwić ludziom życie, a nie ich gnębić. Cała reszta praw to wymysł ludzi. Bóg przykazał "Nie cudzołóż". Nie wspominał nic o współżyciu przed ślubem lub kochaniu się tylko z jedną osobą w życiu. To ludzie dopowiedzieli sobie te prawdy. Nie cudzołóż, czyli nie zdradzaj swojej żony, partnerki, męża, przyjaciela, człowieka, z którym jesteś. Nie krzywdź go, sypiając z innymi. Bądź wierny, skoro zdecydowaliście się być razem.


Larysa to osiemnastolatka, która niedługo stanie przed wyborem drogi życiowej. Wciąż waha się, czy nie iść w ślady ojca i swojej dorosłości nie związać z liczbami. Takiemu rozwiązaniu przeciwstawia się cała jej romantyczna dusza, która pragnie spełniać się w murach Akademii Sztuk Pięknych. Te rozważania zaburza jednak pojawienie się na jej drodze Gabriela, którego dziewczyna początkowo nie wspomina miło. Z każdym kolejnym spotkaniem Lara utwierdza się w swoich odczuciach co do chłopaka. Nie ma świadomości, że jego pojawienie się w jej życiu wiele zmieni, a ona sama stanie się świadkiem odwiecznej walki dobra ze złem. Kto wygra i po czyjej stronie stoi jej wybranek? Kim jest tajemniczy Daniel? Jaką tajemnicę skrywa skrzętnie Gabriel, twierdząc, że zabiłaby uczucia Larysy względem jego osoby?

Znam i uwielbiam twórczość Melissy Darwood. Jej styl i umiejętność poprowadzenia historii w naturalny sposób zapada w pamięć, a czytelnik chce wciąż więcej. Laristę posiadam w pierwszym wydaniu i już wtedy skradła moje serce. Czy wznowienie również znalazło w nim miejsce?

- Powstrzymaj mnie. - Jego oczy wprost płonęły z pożądania.
- Nie - szepnęłam i dotknęłam palcami jego rozpalonych ust.
Wtedy Gabriel dał krok w przód i przyparł mnie do ściany swoim atletycznym ciałem. Poczułam na plecach zimny mur, a na piersi gorący tors. Silne ręce wsparły się przy mojej twarzy, a rozszerzone źrenice zajrzały mi głęboko w oczy.



To świetne, że ta powieść na nowo mogła wkroczyć w czytelniczy świat, w którym nie ma ram wiekowych. Ta książka idealnie trafia bowiem w gust wielu grup wiekowych. Sama autorka ma niesamowitą lekkość w przekazywaniu rzeczy ważnych, pozostawianiu czytelnika w stanie zamyślenia. Melissa Darwood ma dar, który zdarza się rzadko, ma świadomość własnych pomysłów i umiejętność opisywania emocji. Potrafi opleść czytelnika niczym leśna mgła o poranku i sprawić, że nie spoczniecie, aż nie poznacie całego biegu tej historii.

To ty zdecydujesz, kiedy będziesz gotowa. Tylko na litość boską. nie każ mi czekać kolejnych trzystu lat, bo pewnego dnia zedrę z ciebie ubranie i posiądę cię bez pytania.


A jest co poznawać. Chociaż w tym gatunku nie jest łatwo o coś świeżego, innego to powieściopisarka z małego polskiego miasteczka potrafi i z szablonowości zrobić użytek. Takim o to sposobem dostajemy opowieść o dziewczynie, która pragnęła miłości, a los chciał, by wraz z nią odkryła to, co niewidoczne dla każdego. Wątek uczucia nie przytłacza słodyczą ani nadmierną ckliwością. Jest świetnym elementem dobrze zgranej całości, która rozpoczyna coś o wiele większego.

Dobrze wykreowani bohaterowie, których od pierwszych chwil obdarzamy sympatią i zaczynamy żyć ich historią, autorka łączy z niesamowitymi elementami fantastycznymi. Całość współgra idealnie. Nie ma przesycenia pojedynczymi wątkami, a całość wypada świeżo i przyciąga czytelnika na długo. Poznajemy ich historię z dwóch perspektyw, co daje nam poczucie głębszego poznawania poszczególnych postaci, jak i samej opowieści. Dzięki pojawieniu się perspektywy Gabriela całość wydaje się dopełniona, bardziej spójna i cóż nie oszukujmy się łatwiej się w nim zakochać.

Dwa serca, jedno bicie, niech mnie odnajdzie miłość na całe życie.


Melissa Darwood potrafi stworzyć powieść o walce dobra ze złem, romans z fantastyką w tle i wszystko, co jeszcze może wykreować jej wyobraźnia. To zawsze będzie jakieś, będzie miało wartość i zostawiało w czytelnikach ślad. Dzięki Lariście możemy zamknąć się w świecie, pełnym tajemnic, nieśmiertelności i miłości ponad wszystko. Dać się porwać świetnemu stylowi i prawdzie zionącej z każdej strony powieści Melissy. Tę książkę pochłania się bardzo szybko, pomysł na fabułę długo po przeczytaniu wciąż krąży w żyłach, a sympatia do głównych bohaterów nie przemija.

Jeśli do tej pory wahaliście się, czy to książka dla was, to wiedzcie jedno, tu nie liczy się wiek. To historia dla każdego, choć ci z odrobiną romantyzmu i fantastycznej cząstki w swych duszach odnajdą się tu szybciej. Ja z całą swoją mocą polecam i czekam na kolejne tomy oraz spotkania z Guardianami i Tentatorami.

Ocena książki:


Tytuł: Larista
Autor: Melissa Darwood 
Wydawca: Kobiece
Liczba stron:320
ISBN: 9788366074095

sobota, 8 września 2018

Runa - Vera Buck

Udostępnij ten wpis:


Choć raz przez umysł mignęła ci myśl, ile cierpienia byłbyś w stanie znieść, a ile okrucieństwa czyha z twojej strony dla innych. Każdy postęp to ogromne wyrzeczenia i cierpienie, o którym się nie mówi. Czy można odnaleźć w przeszłości temat godny powieści mrożącej krew w żyłach? Czy dawne oblicze medycyny jest do przyjęcia dla dzisiejszej ludzkości? Umysł objęty chorobą od zawsze fascynował, tylko czy istnieje granica w zgłębianiu tej tematyki?


(...) jak to jest, że człowiek czuje łzy w krtani, choć tak naprawdę płyną z oczu.

Paryż roku 1884, słynny zakład dla osób umysłowo chorych i pokazy hipnozy, na które ściąga ludność z całej Europy. Znany neurolog bawi się w magika, pokazując umysłowo chorych niczym marionetki tańczące na sznurkach. Gdy do ośrodka trafia mała dziewczynka imieniem Runa, na którą żadna terapia nie działa, swojej szansy w zaistniałej sytuacji doszukuje się szwajcarski student Jori Hell. Postanawia zdobyć dyplom za sprawą nowatorskiej metody operacji usuwającej obłęd z mózgu. Młody mężczyzna nie wie jednak, że Runa w całym mieście pozostawiła wiadomości, które skupią na niej uwagę i zna jego mroczną tajemnicę.
Wywołujący dreszcze opis, intrygująca okładka i strach przed całością po przeczytaniu niewielkiego fragmentu. Niesiona na fali mrożących mą krew w żyłach powieściach, czytanych coraz częściej, postanowiłam sięgnąć i po Runę. Czy żałuje swojej decyzji?


Tajemnicą jest strach. To on sprawia, że stajemy się mali i słabi w chwili, w której moglibyśmy być wielcy i waleczni.

Nie, choć momentami czułam niesmak. Sama historia wciąga od pierwszych stron. Bardzo płynne i naturalne opisy Paryża sprzed wielu lat, język, jakim posługiwano się w tamtych czasach i nutka niepewności. To w połączeniu z nietuzinkowymi bohaterami, których ciężko ocenić i przedstawić wam ogólną ocenę odpowiadającą temu, kto jest dobry, a kto zły, daje nam dość mroczną i przepełnioną tajemnicami powieść, która trzyma klimat paryskich uliczek, w których to może czaić się psychopata.
Przez całą powieść skupiałam się na postaci Runy i tego, jak wiele musiała przejść, gdy nikt nie potrafił jej zrozumieć. Wątków jest mnóstwo, jednak autorka tak sprawnie je poprowadziła, że żaden z nich nie nudzi, nie urywa się w dziwny sposób i nie da się w nich pogubić. To pełna emocji historia, która nęci tajemnicą, wstrząsa brutalnością i nie zwalnia tempa do ostatniej kropki. Kim jest Runa? Jakie tajemnice skrywa Hell? Co działo się w klinikach pokroju kliniki Salpêtrière?

Ale potem pomyślał, że być może właśnie na tym polega jego problem. Zawsze tylko czeka. Na to, żeby Charcot zaprezentował swoje pacjentki, żeby ktoś oddał do biblioteki wypożyczone książki, żeby przyszedł ktoś, ktoś kto zapali światło albo da mu tytuł doktora - za pracę badawczą, której nigdy nie napisał.

Na te pytania sami musicie znaleźć odpowiedź. Ode mnie możecie się dowiedzieć, że to wstrząsająca, nieprzewidywalna i mroczna powieść o tym do jak wielkiego okrucieństwa może posunąć się człowiek, gdy chce osiągnąć swój cel.
Ciekawy styl, który świetnie odwzorowuje klimat, zmusza czytelnika do refleksji i wywołuje emocje. Ta książka może podzielić czytelników na tych zachwyconych stylem i zniesmaczonych mocnymi scenami. Bez względu na stronę, po której się znajdziecie, książka jest warta każdej minuty spędzonej z nią w jesienny, lekko mroczny wieczór. Polecam fanom mocnych wrażeń i książek o czymś, gdzie fabuła ma sens i wartość.


Ostrze było chłodne i ciężkie; ponownie przypomniało Joriemu o tym, dlaczego pragnął zostać chirurgiem. Pierwsze czyste cięcie zawsze było najciekawsze, metal, który po raz pierwszy wdzierał się w nienaruszoną skórę. Dzięki niemu można było odnaleźć narządy, które jeszcze nigdy nie widziały światła dziennego. Życie wewnętrzne, które leżało rozłożone przed lekarzem niczym skarb w popsutej skrzyni.

Ocena książki:

Tytuł: Runa
Autor: Vera Buck
Wydawca: Initium
Liczba stron: 592
ISBN:9788362577767

piątek, 7 września 2018

Dzieci gwiazd i lustra lodu- Katarzyna Izbicka

Udostępnij ten wpis:





Czasem życie sprawia wrażenie tkwienia w stagnacji, nic się nie zmienia. Wszystko płynie swoim rytmem. W sumie można odnaleźć szczęście w prostocie i powtarzalności, ale pojawia się pytanie, co było przed tym i jak jawi się przyszłość. Skąd w poukładanym miasteczku, jakich wiele tyle tajemnic i czemu to twój świat zaczyna się walić?

Czasami lepiej jest uwierzyć w coś niesamowitego, niż trwać bezwzględnie przy powszechnie przyjętych prawdach.


Lindsey kocha taniec, kawę w swojej ulubionej kawiarni i swojego kuzyna Erica. Jej życie płynie spokojnym torem, wiodąc ją drogą wprost do 18 urodzin. Tydzień przed nią 18 urodziny obchodzi także jej kuzyn, jednak tego dnia znika bez śladu. Sprawy komplikują się jeszcze bardziej wraz z pojawieniem się nowych uczniów w szkole dziewczyny. Lindsey trafi na nową bardzo gadatliwą przyjaciółkę i chłopaka o oczach niczym płynne złoto. Dzięki temu spotkaniu życie dziewczyny zacznie się zmieniać, a ona dostrzeże to, czego nie widzą inni. Świat, w którym mieszka skrywa wiele tajemnic, a magiczne istoty są jego częścią. Nastolatka będzie musiała odkryć, czym była Wielka wojna, kim jest ona i jej kuzyn Eric oraz jaką rolę w jej życiu odgrywa Liam. Rozpoczyna się gra, w której możesz być tylko pionkiem lub odkryć całą prawdę. Tylko jak odnaleźć się pośród tylu kłamstw i niepewności? To, co ma wzmocnić Lindsey, może okazać się nie do przejścia.



Czemu ten tytuł czekał na recenzje, nie wiem, ale już to zmieniam i podsuwam swoją opinię na temat książki Katarzyny Izbickiej.


Tylko od czego, by zacząć? Fabuła, która wciąga od pierwszych stron i mami nas lekkością i tajemnicami przez cały czas trwania lektury. Gdy wkraczamy w pozornie uporządkowany i bezbarwny świat Lindsey może nam się wydawać, że nic nas nie zaskoczy. Jednak autorka potrafi namieszać i sprawić, że chce się więcej.


Łzy nigdy nie kłamią, Lin- powiedział, znów podchodząc do mnie.- One zawsze mówią prawdę. Tak samo jak oczy.


Możliwe, że to zasługa porywającego stylu lub samego pomysłu na fabułę, ale myślę, że całą robotę odhacza kreacja bohaterów. To ich charaktery, naturalność i interakcje, w jakie wchodzą, sprawiają, że od książki nie sposób się oderwać. Lindsey polubicie od początku, nie irytuje i choć czasem popełnia głupie błędy, to zawsze stara się je naprawiać. Ciągnie ją do Liama, jednak szanuje układ, w jaki trafiła. Nie ma się jednak co martwić, bo między tą dwójką iskrzy od pierwszego spotkania i wcale nie pomaga im fakt ich pochodzenia. Przyjdzie im się zmierzyć z wieloma tajemnicami.



Ciekawe postaci i wciągająca fabuła, a to wszystko złączone w historię, która dopiero się rozpoczęła. Tom pierwszy jest wprowadzeniem do kolejnych wydarzeń. Mami i miesza, nie pozwala na dokładną analizę, wciąż ukrywając niektóre fakty dotyczące przeszłości i przyszłości. To kawałek dobrej fantastyki, która nieco inaczej zapatruje się na to, jak wyglądają kontakty ludzi, elfów i syren. Kto jest tym dobrym? Jaka tajemnica skrywa się za Wielką wojną? Czy Lindsey odkryje swoje moce i stłumi rodzące się uczucia? Przekonajcie się, a nie pożałujecie.


To lekka, barwna, tajemnicza i niezwykle przyjemna opowieść o przeznaczeniu, sile i odkrywaniu prawdziwego oblicza tych, którzy na co dzień nie rozstają się z maską. Napisana w świetnym i bardzo plastycznym stylu. Rozgromi was humorem i zachęci tajemnicą, a iskrzące spotkania Liama i Lindsey tylko dopełnią całość. Świetna młodzieżówka, która daje nadzieje na to, że tworzy się dobre zaplecze w polskiej fantastyce.


Nasze ręce uniosły się wysoko, a twarze przybliżyły tak, że dzieliły nas zaledwie centymetry. Jego dłonie zaczęły zsuwać się w dół, muskając najpierw ramiona, potem talię, aż w końcu zatrzymały się na biodrach, podczas gdy moje spoczęły na jego szyi.


Choć książka jest o nastolatkach, to myślę, że więcej osób znajdzie w niej coś dla siebie. Ja czekam z niecierpliwością zarówno na kontynuacje, jak i kolejne powieści spod pióra tej młodej autorki, której styl jest płynny, przyjemny i zapada w pamięć.

Ocena książki:


Tytuł: Dzieci gwiazd i lustra lodu
Autor: Katarzyna Izbicka
Wydawca: Novae Res
Liczba stron:362
ISBN:9788381470384

czwartek, 6 września 2018

Tajemniczy czarny kot- Nathalie Semenuik

Udostępnij ten wpis:





Wiara to najsilniejsza siła sprawcza w dziejach ludzkości. Nie ważne, w co wierzysz, czy to religia, przedmiot czy też przesąd, jeśli to coś sprawia, że działasz, przesz do przodu, to jest źródłem twojej energii. Czy zawsze dobrej i potrzebnej, to już inna historia. Ludzkość krok po kroku zmierza do przodu, zmieniając się na przestrzeni lat, podobnie jest z ich wierzeniami, które ewoluują i nagle taki czarny kot ma inne znaczenie dla każdego z nas.

Czemu koty i to te czarne wywołują tyle emocji i sprawiają, że poważni ludzi nagle stają jak wryci lub zmieniają kierunek pomimo ryzyka spóźnienia?
O tym i wielu legendach oraz przesądach opowie książka Tajemniczy czarny kot. Jeśli tylko choć trochę lubicie te futrzaste stworzenia z pewnością ten tytuł będzie strzałem w dziesiątkę. Czytelnik wyrusza w podróż przez stulecia śladami kocich łapek i dowiaduje się w jakich czasach, czarny kot przynosił pecha, a kiedy był jako talizman przynoszący szczęście. Natrafimy na wiele przesądów i wierzeń, w których to czarne stworzonko fascynowało i przerażało jednocześnie.
Początkowo koty uważane były za wcielenia bóstw i czczone na równi z nimi. Ich pojawianie się w domostwach miało być znakiem pomyślności i łask. To czasy średniowiecza przypisały koty, w szczególności te czarne jako nieodzowny element wizerunku kobiet uznawanych za czarownice. Tak więc w tamtych czasach posiadanie własnego kotka szufladkowało i niechybnie sprowadzało śmierć na posiadacza tegoż stworzenia. 


Dziś pomimo wielu wieków rozwoju kot nie jest jednoznacznie zły lub dobry. A dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź na to i inne pytania znajdziecie w tej niewielkiej książce. Napisana lekko i w ciekawym stylu. Zawiera sporo informacji, które były dla mnie tajemnicą, więc ma wartość edukacyjną, która przedstawiona jest przystępnym językiem i może być ciekawym dodatkiem do biblioteczki.

Piękne ilustracje, ciekawie opisane losy kotów, ich symbolika na przestrzeni lat i masa ciekawostek, a to wszystko zebrane w twardej oprawie to przede wszystkim ciekawy pomysł na prezent. Myślę, że każdy miłośnik kotów doceni kunszt zdjęć, dobranych cytatów i legend a tak ciekawie wydana powieść, sprawi mu przyjemność. 


Czy warto sięgnąć po tę niewielką, lecz jakże pełną informacji książkę? Ja uwielbiam koty i ten tytuł mnie przekonał, nie wiem jednak, jak odebraliby ją inni. W tym wypadku ocenę pozostawiam waszym gustom. Wiecie, iż istnieje taka książka i grupa docelowa też się dla niej znajdzie. Tak, więc jeśli koty was fascynują, a ich historia nie jest wam znana, to ten tytuł może okazać się ciekawym trafem.

Ocena książki:

Tytuł: Tajemniczy czarny kot
Autor: Nathalie Semenuik
Wydawca: Alma-Press Warszawa
Liczba stron:140
ISBN: 9788370207076

środa, 5 września 2018

Zgadnij kto-Chris McGeorge

Udostępnij ten wpis:


Nasze życie to zawsze suma zdarzeń, które miały miejsce i tych, które są wypadkową naszych decyzji. Choćbyśmy zakopali wspomnienia głęboko w przepastnym umyśle, one powrócą i staną się siłą napędową naszej porażki. Nie musi tak być, ale czy jesteście ze sobą całkiem szczerzy? To, co osiągnęliście swoimi decyzjami, kiedyś daje wam szczęście? A może konsekwentnie niszczycie wszystko, co dał wam los?

Człowiek bez demonów przeszłości nie jest prawdziwym człowiekiem.


Morgan Sheppard, gdy miał jedenaście lat, zyskał przydomek „małoletniego detektywa” po tym, jak odkrył, kto jest zabójcą jego ówczesnego nauczyciela matematyki. To wydarzenie stało się początkiem drogi na szczyt. Jednak 25 lat później, mężczyzna, który jest prowadzącym program detektywistyczny o wysokim poziomie oglądalności, trochę się na tym szczycie chwieje. Alkohol i narkotyki to cała rzeczywistość Morgana, który walczy z czymś ukrytym głęboko w swej pamięci.


Gdy Sheppard budzi się po kolejnej zakrapianej nocy, coś nie gra. W pokoju hotelowym nie jest sam, każda z pięciu osób jest nieprzytomna. On sam przykuty kajdankami do łóżka próbuje znaleźć odpowiedź na to, co tu się stało. Ma na to trzy godziny, podczas których musi odkryć, co łączy pięcioro nieznajomych z nim i zwłokami w wannie. Kto jest mordercą? Jak się wydostać z pokoju? Kim jest człowiek w masce końskiej głowy? Jeśli Sheppard nie odkryje zabójcy, wszyscy zginą.

Dawno nie trafiłam na żaden dobry kryminał, więc opis powieści Chrisa McGeorge'a od pierwszych chwil przykuł moją uwagę. Czy udało się utrzymać zainteresowanie do końca?


Absolutnie tak. Spędziłam kilka godzin na rozwikływaniu zagadki i do samego końca nie odkryłam wszystkich elementów układanki. Autor w świetnym stylu wprowadza nas w bezbłędnie skrojoną intrygę, zapewniając nam mnóstwo atrakcji. Ciekawym rozwiązaniem są powroty w przeszłość Morgana Shepparda i odnajdywanie w nich zarówno podpowiedzi, jak i haczyków, na które bardzo łatwo dać się złapać.


Od pierwszych chwil rodzi się w czytelniku chęć odkrycia sprawcy i jego motywów. Pomimo początkowych założeń z każdą kolejną stroną i kolejnym fragmentem z przeszłości wizja tego, kim jest morderca, zmienia się kilkukrotnie. To świetne uczucie, gdy napięcie nie opuszcza nas do ostatnich stron. Nawet nie jest mi z tym źle, że nie wpadłam na rozwiązanie.


Akcja toczy się nieprzerwanie, momentami uspokaja się, by po chwili wybuchnąć jakąś rewelacją i zbić nas z tropu. Genialna wręcz kreacja bohaterów, dzięki której nie mamy pojęcia, kto mógł być mordercą. Każda z postaci ma inny charakter i stanowi zaprzeczenie mordercy, jednak powoli ujawniają swoje drugie oblicze. Niemal czujemy na własnej skórze, jak zamknięte pomieszczenie zmniejsza się, powietrze staje się gęste, a atmosferę między szóstką zamkniętą w jednym pokoju można porównać do tykającej bomby lub niestabilnej reakcji wybuchowej.


W thrillerach i kryminałach liczy się każdy szczegół. McGeorge świetnie wyważył psychologię postaci z napięciem, uczuciem niepewności i tym ulotnym wrażeniem, że jakiś element gdzieś nam umyka. Nie przesadził z nagromadzeniem postaci i wątków pobocznych. Stworzył coś na kształt dość mrocznego i niepokojącego Escape roomu całego wymazanego krwią. Żałuje, że nie mogę przytoczyć wam kilku szczegółów, jednak jest to książka, o której lepiej napisać mało, by czytelnik połknął haczyk, a reszta zadzieje się sama.

Byłam w szoku, gdy okazało się, że to debiut McGeorge'a, a poradził sobie z tą historią po mistrzowsku. Tu każdy może okazać się tym złym lub dobrym. Nic nie jest oczywiste i tak proste.


Dla kogo jest ta książka? Myślę, że spokojnie każdy z was odnajdzie się w tej powieści i znajdzie coś dla siebie. To idealna pozycja czytelnicza na nadchodzące jesienne wieczory. Nie raz zmrozi wam krew w żyłach i uruchomi uczucia, o których nie mieliście pojęcia. Strach, niepokój a może klaustrofobia? Co dopadnie cię podczas lektury? Zgadnij kto, polecam z czystym sumieniem.

Ocena książki:

Tytuł: Zgadnij kto
Autor: Chris McGeorge 
Wydawca: Insignis
Liczba stron:416
ISBN:9788366071131

Andromeda-Anna Kasiuk

Udostępnij ten wpis:



 […] a który wilk wygra? Ten którego nakarmisz[…].

Gdy jesteś nastolatkiem, presja przynależności do jakiejś z pojawiających się grup jest ogromna. Często nacisk otoczenia jest tak duży, że sami zaczynamy zastanawiać się, czy aby na pewno tego właśnie nie chcemy. Jak bardzo może nas zniszczyć źle obrana droga? Czy w każdym jej momencie mamy szansę, aby zawrócić? Odnalezienie własnego ja jest kluczowym elementem wyznaczającym odpowiedni kierunek, tylko jak go dostrzec, gdy oczy wypełniają się łzami, a serce przyspiesza w najmniej oczekiwanym momencie?

Judycie sen z powiek spędza nadchodząca wielkimi krokami matura. Każdego dnia w szkolnej ławie stara się pozostać niezauważoną i w ciszy zbierać siły po tragedii, jaką była dla dziewczyny śmierć matki. Dni zlewają się w jedną nieprzyjemną masę, z której wyzierają niepochlebne komentarze w kierunku Judyty oraz masa zaczepek ze strony Olki i jej świty. Wszystko zaczyna przybierać na sile, gdy Judi zostaje połączona w parę zadaniową na polskim z Szymonem, którego Olka uważa za swoją własność. Gdy sprawy się komplikują, a między nią i Szymonem buduje się nić przyjaźni, dziewczyna odnajduje spokój i zrozumienie u starszej pani Eleonory. Przytłoczona niezbyt uroczą przeszłością i ciężarem teraźniejszości, Judyta będzie musiała odnaleźć w sobie siłę, by sprostać wszystkim wyzwaniom, jakie podsuwa jej los. Czy oczyści swoje serce i pozwoli sobie na uczucia?
Macie przed sobą jedną z tych recenzji, do których zbierałam się bardzo długo. Dlaczego było tak, w przypadku Andromedy?

Miłość była dla niej czymś więcej niż odurzeniem, zachłyśnięciem się bliskością, dotykiem. Miłość oznaczała dla niej coś jeszcze większego niż przyjaźń. Tworzyła z dwóch ciał jedno, z dwóch odrębnych dusz jedną siłę, była gotowością do poświęceń dlaa dobra osoby, którą się kochało

Ta książka jest czymś całkowicie innym, niż zakładałam, rozpoczynając czytanie. Owszem początek sugeruje nam historię z nurtu New adult, ale im dalej w las tym opowieść nabiera innego odcienia. Długo myślałam, jak rozplanuje recenzje i o czym napisze, co zaś pominę, by każdy czytelnik sięgający po Andromedę mógł mieć równe szanse na jej poznanie. Pisząc nadal mam pustkę w głowie.

Historia Judyty napisana jest pięknie, język momentami poetycki z ogromną głębią i ciekawym przekazem. To słodko-gorzka opowieść o miłości, dojrzewaniu i stracie, o tym, jak łatwo ulec wpływom grupy, źle ocenić innych. Judyta musi zmierzyć się z konsekwencjami własnych decyzji, równocześnie podejmując trud poszukiwań własnej drogi. Czy lepszej? Nie wiem, ale na pewno innej, dojrzalszej. Jej postać jest niezwykle dojrzała, boryka się z bólem po stracie matki i wyrzutami sumienia. Czasami dość biernie podchodzi do zmian w swoim otoczeniu, chce na siłę pozostać w cieniu. Od początku jej postać ujęła moje serce, cieszyłam się z każdego uśmiechu czy przypływu siły. Ze spokojem przyjmowałam jej decyzje, choć nie zawsze się z nimi zgadzałam.
Na szczęście miałam mnóstwo innych postaci, które nadrabiały i podbijały poziom mojej frustracji. O dziwo było to chwilowe i rozmywało się w szerszej perspektywie całości. Anna Kasiuk sprawiła, że ta historia oplotła mnie całą i dała mi do myślenia. Ogromnie mnie to cieszy, gdyż książka powinna dawać emocje, wzruszenie i poczucie dziwnej niepewności, że powinnam zatrzymać się na chwilę i jeszcze raz przyjrzeć się temu, co posiadam.

Judyta tamten okres swojego życia określała zdawkowo – zachłyśnięciem się. Zachłysnęłam się dorosłością, której pragnęłam, mawiała […].

Bardzo ciekawym wątkiem jest ciepła relacja Judyty ze starszą panią z okolicznego domu spokojnej starości, Eleonorą. To jak czysta i piękna jest ich przyjaźń ponadpokoleniowa, daje nadzieje i przypomina, jak ważne są relacje z osobami starszymi od nas. Autorka w piękny sposób pokazuje czytelnikowi, co traci, gdy takiej relacji nie posiada. Jak wiele możemy się dowiedzieć, gdy potrafimy zapytać.

To ciepła i trochę gorzka zarazem opowieść o trudach dorastania, próbach samoakceptacji i niebezpieczeństwie, jakie może kryć się za czymś dobrym, fascynującym i z pozoru niewinnym. Piękno przyjaźni ponadpokoleniowej i tej pomimo wszystko, ciepło uczuć rodzących się niepostrzeżenie oraz droga do szczęścia.
Anna Kasiuk stworzyła historię, która otworzy każde serce i zostawi ślad. Nie ważne, jaką literaturę czytacie najczęściej, ile macie lat czy czym się zajmujecie, po prostu polecam tę książkę, która wywoła emocje u każdego.

Ocena książki:


Tytuł: Andromeda
Autor: Anna Kasiuk
Wydawca: Novae Res
Liczba stron:320
ISBN:9788380838369


Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia