Menu

piątek, 21 września 2018

Korneliusz i Incendium- Tomasz Raksa

Udostępnij ten wpis:


Jaki może być najbardziej heroiczny czyn, za który należy się chwała? Życie, wszak to najcenniejszy oręż, jaki posiadamy, zanim zdobędziemy umiejętności walki, zachwycimy się pięknem innych ludzi czy damy się porwać żądzy posiadania dóbr materialnych. Tylko jeśli to czyn płynący z głębi serca to możemy oczekiwać zapłaty większej niż wdzięczność?


Korneliusz to czarodziej i elf dyplomata w jednym. Podróżuje po przeróżnych królestwach jako oficjalny reprezentant miasta. O władze nad królestwami walczy żądny krwi rasy ludzkiej i potęgi bezwzględny Berer. Jedna z takich wypraw dla Korneliusza kończy się niespodziewanie. A to wszystko za sprawą uratowania życia chłopcu, który jest sierotą. Czarodziej bierze go pod swoje skrzydła i uczy wszystkiego, co wie. Tylko czy nieznany mu młodzian doceni zarówno dar życia, jak i wiedzę, którą chce mu przekazać mentor. Jak potoczą się losy mieszkańców barwnego Stilgado, w którym płonie magiczny ogień zwany Incendium? Czy Berer wprowadzi w życie swój plan?



Gdy przychodzi ten moment, gdy książka nie spełnia oczekiwań i męczy wręcz czytającego, zastanawiam się, czy warto poświęcać swój czas i skończyć to, co się rozpoczęło?



O tej książce sporo można powiedzieć, lecz nie to, że trafiła w mój gust. Powieść Tomasza Raksy jawiła mi się jako szansa na ciekawe klasyczne fantasy, w którym elfy i ludzie żyją obok siebie, a ich światy się przecinają. Po części tak było, gdyż oba gatunki zawitały na karty powieści, a autor pokusił się nawet o romans między rasowy. Jednak coś poszło nie tak. Stylistycznie powieść miała chyba plasować się jako coś heroicznego i bijącego patosem. Dialogi między bohaterami raziły po oczach zbytnią kwiecistością, która sprawdza się raczej w poezji niżeli prozie. Poza przesadą w stylistyce i sama fabuła nie porywa. Za dużo w niej wzniosłych tekstów, młodzieńczej miłości i bezsensownych opisów podróży. Za mało akcji, niezbyt rozwinięta intryga tego jakże bezwzględnego i przecież żądnego krwi Berera oraz mało dopracowany wątek mentor-uczeń.



Nie dostrzegłam w niej wielu plusów, poza ciekawie rozrysowanym miastem elfów i tajemnicą Incendium, która ma potencjał do rozbudowy tego uniwersum. Bohaterowie są nijacy i nie bardzo się z nimi zżyłam. Miałam problem z tym, jak zostali przedstawieni. Nieskazitelni, mówiący wzniośle a do tego noszący imiona, które nijak nie pasowały do elfiego rodu, wszak istoty nieśmiertelne powinny odznaczać się potęgą zawartą w imieniu, a nie narażać czytelnika na śmiech z powodu zwyczajności.



Książkę tę czyta się dość mozolnie. Ciężki i przerysowany styl nie pozwala wczuć się w opowiadaną historię. Sam pomysł, a raczej jego zarys może ma jakąś przyszłość, jednak jest to droga pełna wyrzeczeń i poprawek. Choć uwielbiam klasykę, to nie tak przesadzoną i niedopracowaną. Nie odnalazłam się w niej nawet na chwile, więc nie pokuszę się o polecanie jej komukolwiek. Myślę, że znajdzie się ktoś, komu wyznawanie nastoletniej miłości wierszem czy zwyczajne imiona dla elfów nie przeszkodzą w dostrzeżeniu potencjału tego tytułu. Niestety ja poległam, choć powieść skończyłam.

Ocena książki:


Tytuł: Korneliusz i Incendium
Autor: Tomasz Raksa
Wydawca: Novae Res 
Liczba stron:328
ISBN:9788380838598

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia