Menu

środa, 10 kwietnia 2019

Płynąc ku przeznaczeniu-Weronika Tomala




Każdy z nas przyjmie wiele ciosów, lecz skutki ich siły i intensywności mogą się różnić. Jeden z nas założy maskę i stanie się lepszą, mocniejszą wersją siebie udając, że kolejne ataki są niczym mżawka. Inni zamkną się na drugiego człowieka i przestaną wierzyć w pozytywną sferę emocji. Bez względu na to, jak będą się starali zmienić dotychczasowy obraz swego życia przeznaczenie ma już plan.

Dominika jest studentką, która prowadzi skromne życie. Wakacje z przyjaciółkami studiującej i pracującej dziewczynie z małej wioski jawią się jak spełnienie marzeń. Wyjazd do Hiszpanii na długo zapadnie w pamięci młodej dziewczynie. Na miejscu poznaje przystojnego instruktora pływania Dawida. Z miejsca traci dla niego głowę, choć mężczyzna daje jej do zrozumienia, że nie jest nią zainteresowany. Czas pokaże jednak, że jego postawa to tylko maska, a między tą dwójką pojawi się uczucie, które pozwoli otworzyć się obojgu. Czy to wystarczy? Ich znajomość przejdzie nie jedną próbę, a przyszłość przedstawi własny plan.

Świat debiutantów literackich skrywa wiele ciekawych powieści, którym warto poświęcić swój czas. Płynąc ku przeznaczeniu skusiło mnie opisem. Czy Weronika Tomala ujęła mnie swoim stylem i było warto sięgnąć po ten tytuł?

Styl autorki jest przyjemny i bardzo lekki. Książkę czyta się bardzo szybko. Historia jest ciekawa, choć przewidywalna, ale nadaje się na wiosenny niespieszny wieczór, który można spędzić z książką i lampką wina. Opowieść o losach dwojga ludzi, których drogi splatają się w pięknej scenerii, jednak przeszłość rzuca cień na świetlaną przyszłość. Dominika jest skromna i ułożona, łatwo polubić zarówno ją, jak i jej przyjaciółki, z którymi wybrała się na wakacje życia.
Autorka świetnie poradziła sobie z ich charakterystyką i to chyba one najbardziej zapadły mi w pamięć, mogłabym bez najmniejszych oporów się z nimi zaprzyjaźnić. Inaczej rzecz ma się z Dawidem. Czułam niedosyt, jeśli chodzi o początek znajomości Dominiki i Dawida, jakby od nienawiści nawet pozornej przeszli niezauważalnie do uczucia. Trochę mi to zgrzytało, nie zabierało to jednak przyjemności z czytania. Całość robi na mnie dobre wrażenie i wierze, że kolejne powieści spod pióra pisarki nie stracą lekkości, która tu tworzy klimat.

Płynąc ku przeznaczeniu to debiut, który nie jest idealny, ale pomimo małych potknięć warto po niego sięgnąć. Opowieść o przyjaźni, miłości i trudnej przeszłości, która zawsze pozostawia w duszy ślad. Pełna nadziei historia, w której uczucia ścierają się z przeciwnościami losu i pokazują, z jaką siłą może pokochać zranione serce. Sami oceńcie czy debiutująca autorka przekona was swoją wizją miłosnej ścieżki płynącej ku przeznaczeniu.

Ocena:

Tytuł: Płynąc ku przeznaczeniu 
Autor: Weronika Tomala 
Wydawca: Dlaczemu
Liczba stron:300
ISBN:9788395048517
Data premiery: 21 kwietnia 2018 

środa, 3 kwietnia 2019

Inkub-Artur Urbanowicz



Pulsujący kursor, towarzysz wielu samotnych godzin. Otwarty dokument, który długo nie zostanie naznaczony słowem. Myśli tłukące się po głowie nawet nocą, nieustępliwe i niby wyraźne, a jednak niedające się ułożyć w całość. I jedno pulsujące niczym neon pytanie. Jak ubrać w słowa strach?

Po poprzednich spotkaniach z twórczością Artura Urbanowicza obiecałam sobie dwie rzeczy. Po pierwsze nie czytać w nocy, po drugie spróbować przewidzieć zakończenie. Czy choć jedno z założeń zyskało odwzorowanie w rzeczywistości?
Już prolog wbija w fotel, równocześnie dając nadzieje na fascynującą opowieść. Później już jest tylko... No właśnie ciężko określić wszystkie emocje, które towarzyszą czytelnikowi podczas lektury powieści, która prowadzona dwutorowo co rusz zmienia nastawienie czytającego. Krok po kroku, strona po stronie zbliżamy się nieuchronnie do głębin własnej duszy. Jakim sposobem autor mógł poznać wszystkie nasze lęki? Odkryć najmroczniejsze zakamarki umysłu ludzkiego?

Jodoziory, mała wioska niedaleko Suwałk skrywa tajemnice. Kiedyś nie wyróżniała się niczym szczególnym. Kilkanaście gospodarstw, sąsiedzi znający się na wylot i niosący sobie pomoc w razie potrzeby. Nagle wszystko zaczęło się zmieniać. Niebo zasnuwało się chmurami bez ostrzeżenia, zwierzęta początkowo rozdrażnione zdychały na tajemnicze schorzenia. Zniszczone plony i gęstniejąca niczym mgła atmosfera wisząca nad mieszkańcami sprawia, że nie tylko wieś zostaje spowita mrokiem. Czy mijające lata odmieniły wieś i jej mieszkańców? Niedawna tajemnicza śmierć małżeństwa całkowicie temu przeczy. Vytautas Česnauskis to chyba jedyny policjant w suwalskiej policji, który nie potrafi odpuścić, jeśli sprawa nie ma jasnych przesłanek. Gdy prosi o przydzielenie do sprawy rzekomego samobójstwa młodego policjanta, nie ma pojęcia, co odkryje.
Nie da się zamknąć recenzji tej powieści w kilku akapitach. Choć może powinnam napisać po prostu, że warto przeczytać? Od początku pod skórą czuje się powoli sunące ciarki, zimne krople potu raz po raz spływają po rozgrzanym z emocji czole. Autor włada słowem niczym mężny woj mieczem i nie zamierza używać prostych rozwiązań.

Wszechobecny mrok, niepokój i wzrastający strach. Niemal czujesz na sobie spojrzenia, słyszysz oddech demonicznej siły, a twój węch pozostaje pod władaniem zgnilizny, która otacza bohaterów niepostrzeżenie. Naprzemienne przeskoki czasowe wzmagają uczucie zagubienia, potęgują strach i wywołują pierwsze oznaki poplątania, a to wszystko wespół z momentami pełnymi humoru, który skutecznie chwilami odrywa nasze myśli od rozpędzającej się niepostrzeżenie akcji.

Kreacja bohaterów to majstersztyk. Różnorodność charakterów połączona jedną historią. W każdej odsłonie czasowej można odnaleźć wyraziste i skrajnie różne postaci. Zżywamy się z nimi i z niecierpliwością oczekujemy rozwoju wydarzeń. Myślimy nad kolejnymi krokami i staramy się odgadnąć kierunek, jakim pójdzie powieściopisarz. Tylko czy przy książkach Artura Urbanowicza jest to w ogóle możliwe? Po raz trzeci okazało się, że nie mam co marzyć o odkryciu nikczemnych planów autora. Ma on niespotykaną umiejętność kontroli ludzkiego umysłu poprzez spisane słowa. Mami, naprowadza i pozwala nam myśleć, że podążamy w dobrą stronę. Nic bardziej mylnego.
Inkub to powieść kompletna, stworzona z niezwykłą dokładnością i według szatańsko dobrego planu. Każdy pojedynczy element, słowo i przecinek są przemyślane, mają konkretny cel, który wypełniają bezbłędnie. Nie ważne czy czytamy opis, czy też dialog, bowiem każdą cząstką swego ciała odczuwamy emocje, radosne i te mroczne, a autor doskonale wodzi nas za nos. Książka ta jest czymś żywym, niebanalnym i nieprzewidywalnym, dającym czytelnikowi możliwość zmierzenia się ze strachem. Może niestraszne ci klątwy, demony i wiedźmy, po lekturze Inkuba odkryjesz w sobie nowo poznane lęki i sporę pokłady strachu.

Mogę śmiało przyznać, że powieść spod pióra Artura Urbanowicza całkowicie mnie rozstroiła i scaliła na nowo. Pozbyłam się lęków, zyskując nowe powody do strachu. Nauczyłam się, by nie ufać w to, co z pozoru ma racjonalne wyjaśnienie. Odkryłam prawdę o tym, co skrywa ludzka dusza, przede wszystkim taka zaprzedana diabłu. To był straszny i fascynujący czas. Dałam się podejść, zaskoczyć i znów czytałam w nocy. Ukłony dla autora, który niezaprzeczalnie powinien nosić przydomek Króla Grozy i Władcy umysłów.

Ocena:

Tytuł: Inkub
Autor: Artur Urbanowicz 
Wydawca: Vesper
Liczba stron:728
ISBN:9788377313190
Data premiery:3 kwietnia 2019

środa, 27 marca 2019

Fantastyczne zwierzęta. Zbrodnie Grindelwalda-J.K.Rowling



Magia zamknięta w twardej oprawie, czyli kolejna odsłona świata czarodziejów wypłynęła na rynek czytelniczy niedawno, a ja już zmagam się z marzeniem o kolejnych jej odsłonach. Uniwersum Pottera to nie tylko jego przygoda, ale i wszystko, co przed nim. Każda postać pojawiająca się w kolejnych częściach jest niczym wyznacznik późniejszych wydarzeń.

Grindelwald od ostatniego spotkania nieco się zmienił. Od schwytania go przez Newt'a i przyjaciół minęło pół roku, które on sam spędził w więzieniu, spętany wszelkimi możliwymi zaklęciami, które miały zniweczyć wszelkie próby ucieczki. Mnóstwo zabezpieczeń nic nie dało, Grindelwald zwiał i dobrze się bawi, siejąc przestrach i swe poglądy na paryskich ulicach. W tym czasie Newt na prośbę Dumbledore'a wraz z przyjaciółmi wyrusza do Paryża w poszukiwaniu Credence'a. Wyprawa ta splecie ponownie jego los z Tiny, Queenie i Jacobem. Tylko jak wyruszyć w taką podróż, gdy ma się absolutny zakaz opuszczania kraju? I na to znajdzie się sposób, a akcja niesamowicie nabierze tempa. Co wydarzy się w Paryżu? Czy Newt'owi uda się spełnić prośbę byłego profesora?

Na te i wiele innych pytań uzyskacie odpowiedzi, zagłębiając się w kolejną papierową odsłonę scenariusza, który za sprawą magii przeniesie nas w świat, który, choć tak dobrze nam znany wciąż skrywa sporo tajemnic.
Ale od początku. Fantastyczne zwierzęta. Zbrodnie Grindelwalda to przede wszystkim historia spisana w formie scenariusza filmowego, zawierająca przypisy skierowane do autorów i opisy tworzone na potrzeby kreacji konkretnych scen. Całość oprawiona w twardą obwolutę zachwyca jakością, kolorem i tłoczeniami. Środek, a właściwie zdobienia każdej strony dają sporo radości osobą lubującym się w tak eleganckich i pięknych wydaniach. To jednak mało znaczące fakty, gdyż liczy się fabuła, a ta znacząco różni się jakością od pierwszego tomu Fantastycznych zwierząt.

Zbrodnie Grindelwalda to przede wszystkim opowieść niezwykle złożona, wielowymiarowa i barwna. Kilka głównych wątków, które niespiesznie łączą się w całość, opleciono mnóstwem pobocznych smaczków, które uskrzydlą każdego fana magicznego chłopca. Wszak magia to nie sam Potter, ale wielu przed nim. Wspaniale było krok po kroku odkrywać fakty, które idealnie spajają się z tym, co już nam znane. Powrót w mury Hogwartu, który staje się szkołą coraz bardziej przypominającą te za czasów Harry'ego, był ciekawym przeżyciem.

To już drugie spotkanie z Newt'em i jego kompanami, z którymi bez problemu się zżyłam i kibicowałam im w realizacji planów. Pan Skamander jest niezwykle roztrzepany, lecz zdobywa nas swą miłością do wszystkich stworzeń i lojalnością wobec przyjaciół. To barwna i wielowymiarowa postać, która niejednokrotnie nas zadziwi i obierze inny kierunek działań.
Czy polecam sięganie po scenariusz filmowy? Absolutnie tak. Stanie się on ciekawym uzupełnieniem waszej wiedzy na temat powstania filmu, o tym samym tytule i możliwością ponownego wczucia się w ten magiczny świat, który kocha większość z nas. Poza tym wydanie papierowe to okładkowy majstersztyk, który świetnie odnajdzie się na potterowej półce.

Ocena:

Tytuł: Fantastyczne zwierzęta. Zbrodnie Grindelwalda. Oryginalny scenariusz.
Autor: J.K. Rowling 
Wydawca: Media Rodzina
Liczba stron:304
ISBN:9788380085503
Data premiery:13 lutego 2019

poniedziałek, 25 marca 2019

Panowie Północy- Bernard Cornwell



Unosisz się niesiony chęcią zwycięstwa. Czujesz euforię, która niczym krew w żyłach buzuje z każdym uderzeniem miecza. Zdobywasz wszystko. Tylko, czy straty nie są większe niż zapłata za twój wysiłek?

Uhtred poznał smak zwycięstwa, niezwykle gorzki i mroczny, naznaczony krwią jego bliskich. Bitwa pod Ethandun zebrała żniwo. Poległ jego przyjaciel, zginęła jego kochanka, królowa cieni, a zasługująca na kpinę zapłata z rąk króla Alfreda jest niczym policzek dla mężczyzny. Postanawia wyruszyć w podróż, która ma mu pomóc poczuć smak zemsty. Tak wyczekiwanej i wciąż odkładanej w czasie. Odnalezienie wuja, który przywłaszczył sobie jego ziemie, morderców przybranego ojca. To dopiero początek jego drogi, na której niejednokrotnie przekona się, jak niewiele znaczy w obliczu ludzi, którym przyszło mu służyć.
Już od pierwszych chwil czujemy niepokój i posmak zemsty unoszący się nad kartami powieści. Raz bliżej, innym razem ciut dalej myśl ta wciąż kiełkuje i wzrasta niepostrzeżenie w Uhtredzie i szuka możliwości. I oto nadchodzi sposobność do wyjazdu. Poczucie straty i upokorzenia jest na tyle duża, że mężczyzna postanawia oczyścić swoje życie z pozorów i wylać z ogromną siłą swą chęć zemsty.

Gdy kolejny raz zostanie nagrodzony za trudy walki resztkami z pańskiego stołu, nie będzie w stanie opanować złości. Czy będzie mu dane dokonać zemsty? Co przyniesie wyprawa?
Autor wie, jak przykuć uwagę i stopniować napięcie tak skutecznie, by czytelnik nie tylko nie odczuł irytacji czy nudy, ale i z utęsknieniem czekał na kolejne odsłony historii spod znaku wikingów. Trzeci już tom jest pełen walk i zwrotów akcji, które opisane są z niezwykłą lekkością i wyczuciem. Krok po kroku poruszamy się wraz z Uhtredem i stajemy się świadkami zwycięstw, poniżania i upokorzeń, z jakimi przychodzi mu się mierzyć. Czujemy każdy jego grymas, każda myśl przebijająca się przez odgłosy walk, jest niczym nasza własna, a kiełkująca w mężczyźnie chęć zemsty wzrasta i w nas.

To nietuzinkowa kreacja bohaterów sprawia, że nie jesteśmy w stanie odróżnić, gdzie aktualnie się znajdujemy. Jeszcze z książką w ręku, czy już ramię w ramię z Uhtredem. Akcja niemalże natychmiast przenosi nas w wir wydarzeń, które wywierają na czytelniku coraz mocniejsze wrażenie. Panowie północy obfitują w mnóstwo walk, mocnych emocji i nowych postaci. Uratowany przez Uhtreda król Guthred i jego siostra, która wkradnie się w łaski mężczyzny swą inteligencją, zaradnością i pięknem. Nie zabraknie znanych postaci, które wciąż walczą u boku naszego bohatera.
Bez najmniejszych problemów wczułam się w klimat, jakim powieść Bernarda Cornwella aż kipi. Z każdym kolejnym tomem zyskuje się pewność, że będzie tylko lepiej. Rozwój wydarzeń nie daje jednoznacznych wytycznych co do kierunku wędrówki, dzięki czemu czytając, ma się wrażenie, że wkraczamy na nieznane nam tereny, kroczymy niepewnie z jedną klarowną emocją w sercu, zemstą.

Nie ma na co czekać. Sięgnijcie po tom trzeci, zanim zaskoczy was wiosna i kolejna część.

Ocena:


Tytuł: Panowie północy (tom 3)
Cykl: Wojny wikingów
Autor: Bernard Cornwell
Wydawca: Otwarte 
Liczba stron:496
ISBN:9788375155297
Data premiery: 13 marca 2019

niedziela, 24 marca 2019

Książki, przez które zginiesz-Jan Szymański




Niesiony siłą marzeń wierzy, że idąc ku ich spełnieniu zawsze obierze dobrą drogę. Nic złego nie stanie się jego udziałem. Nic nie odbierze mu frajdy i tej nutki szczęścia, satysfakcji towarzyszącym mu w chwili dokonywania odkryć życia. Naiwność to przeogromna, czy wiara w słuszność celu mu przyświeca tak wielka?
Paweł, jako młody archeolog marzy o podróżach. Jak co roku spełnia swe sny o dalekich wyprawach i zaszywa się gdzieś na krańcach świata, by szukać tego, co skryte przed zębem czasu i okiem ludzkim. Jego wyjazd do Ameryki Południowej miał być zwykłą pracą przy wykopaliskach. Mężczyzna zatrzymuje się w Meksyku, by zdobyć dodatkowe informacje potrzebne mu do badań. To w tym miejscu poznaje Annie, Australijkę, z którą przyjdzie mu dzielić dormitorium. Wolne dni sprzyjają wycieczką, więc dwoje młodych ludzi postanawia skorzystać z okazji i zwiedzić tamtejsze tereny. Na swej drodze spotykają grupę, która prowadzi zaciekłe dyskusje o pewnym skarbie. Nieodpowiedni czas i miejsce, a zwykłe leniwe popołudnie okaże się czymś więcej niż wyprawą napędzaną głodem wiedzy, gdyż stawka jest o wiele wyższa. Jak poradzi sobie Paweł i jego towarzyszka?

Już sama biografia Jana Szymańskiego jest tak imponująca, że nie miałam wątpliwości czy sięgnąć po tę powieść tak kuszącą okładką i świetnym opisem. Czy mój głód przygody został zaspokojony?
Od dziecka zaczytywałam się w powieściach przygodowych i na wszystkie strony paplałam, jak to mała Marta stanie się archeologiem i Indianą Jonesem w balerinach. Gdy dorosłam i opadł kurz dziecięcych marzeń posiadłam zawód na A(rchitekt) i pozostałam przy książkach i filmach z tego gatunku. Oczekiwania względem powieści Jana Szymańskiego były ogromne, a co z tego pozostało?

Niedosyt, ten z rodzaju, gdy powieść wciąga i nagle patrzysz na okładkę z tyłu, pytając, ale jak to, to już koniec? Od początku czułam się jak ryba w wodzie. Zwykła archeologiczna wyprawa, połączone ścieżki dwójki młodych ludzi i nagły zwrot akcji przez postawienie nogi nie tam gdzie trzeba. Stale wzrastający poziom akcji i nietuzinkowe przygody, których nie sposób było przewidzieć w całości, tak jakby autor co jakiś czas sypał nam piachem w oczy i radź sobie bracie teraz.
Autor ma przyjemny styl, choć czasem jakby zatapia się w nadmiarze opisów. Na szczęście dialogi i ilość zawartej tu wiedzy zacierają trudy opisów.

Dzieje się tak przede wszystkim dzięki bohaterom, którzy są naturalni i tacy zwykli. Nie mają super mocy, prą do przodu w poszukiwaniu wiedzy i cieszą się z każdego sukcesu. Ich pasja jest wyczuwalna na każdym kroku, dzięki temu sami możemy rozkoszować się smakiem przygód i stać się częścią tak ciekawie opisanej przygody.
Świetna kreacja bohaterów, lekka i barwa fabuła oraz styl, w którym czuć wiedzę na poruszany temat i całe pokłady pasji. Dla mnie oczywiście ta podróż to przyjemność i przymykam oko na słabsze momenty, polecając tę pozycję z czystym sumieniem miłośnikom przygód, tajemnic i akcji wprost z dalekiej Ameryki.

Ocena:


Tytuł: Książki, przez które zginiesz
Autor: Jan Szymański
Wydawca: Wydawnictwo Po godzinach
Liczba stron:294
ISBN:9788365886439
Data premiery:17 maja 2018

sobota, 23 marca 2019

Słodki drań-Vi Keeland, Penelope Ward


Człowiek od zawsze chciał przejąć kontrolę nad sobą i swoim życiem. Ujarzmić otoczenie, odnaleźć mocne strony i dążyć ku doskonałości. Nie przewidział tylko jednej siły, tej wypływającej z miłości. To ona pojawia się niespodziewanie, nie daje się ujarzmić, bawi się nami i tym, jak reaguje na nią nasze serce. Wyjścia zawsze są dwa, poddać się biegowi rzeki lub wciąż uparcie bronić się przed nieuniknionym. Która droga przyniesie większe straty?


Aubrey dusi się w dotychczasowym życiu. Wie, że pora nie tylko odciąć się od byłego faceta, ale i postawić na szersze zmiany. Najlepszym sposobem na wdrożenie planu jest przeprowadzka. Kalifornia wydaje się idealnym miejscem na nowy początek. Postój na jednej ze stacji przysparza kobiecie mnóstwa wrażeń ma jednak nadzieje, że ich sprawca już nigdy nie stanie na jej drodze. Niestety pech lub jak kto woli przeznaczenie, nie czeka zbyt długo, by drogi tej dwójki ponownie się przecięły. Złapanie gumy w kole i awaria motocykla, a to wszystko w tym samym miejscu i czasie. Mężczyzna za pomoc w zmianie opony oczekuje podwózki. Niby nic takiego, ale czy Aubrey uniesie nadmiar zarozumialstwa i przystojności w jednym? Co przyniesie wspólna podróż?



Nie ma chyba takiej mocy, która odciągnęłaby mnie od powieści spod pióra tego duetu. Choć czasami historię są na wskroś romantyczne i słodkie, to i tak odnajdują drogę do mego serca. Czy Słodki drań też tego dokonał?



Bez dwóch zdań od pierwszych stron powieści wyczuć można styl obu autorek. Lekkość i świeżość połączone z ogromną dawką humoru to niezaprzeczalnie mocne punkty tej opowieści. Pomysł na fabułę może lekko oklepany, poznają się przez przypadek, on jej zachodzi za skórę, a los splata ich drogi ponownie. Tylko że na tym podobieństwa się kończą, ustępując pola wydarzeniom humorystycznym, romantycznym i mrożącym krew w żyłach. Będziecie mogli poczuć smak łez zarówno słodkich, jak i gorzkich. Zmierzyć się nie tylko z historią pełną zawirowań, zmian kierunku, ale i bohaterami, którzy urzekną was naturalnością, poczuciem humoru, ale i podejściem do życia. Oboje mają swoje za uszami, każde z nich ciągnie za sobą przeszłość, która niejednokrotnie sprawi, że grunt zacznie osuwać się im spod nóg.


Aubrey i Chance bez problemu wciągną was w swoje losy, niezauważalnie staniecie się częścią tej słodko-gorzkiej historii, która pozwala nam wierzyć, że miłość nie pyta o zdanie i po prostu się pojawia. Nie ma mowy, byście wyczuli, za które fragmenty odpowiedzialna jest konkretna autorka. To już kolejna powieść, w której oczarowują nas lekkością i zgraniem. Z wyczuciem i kunsztem kolejny raz zdobywają moje czytelnicze serce, oddając w moje ręce opowieść o miłości, odnajdywaniu siły i nowym początku. Pokazują, że nie tylko kot i pies mogą się stać zwierzątkiem domowym. Sprawiają, że całą sobą wciąż wierze w istnienie tak czułych i walczących o każdy uśmiech swojej wybranki mężczyzn, podobnych do Chance'a.



Pełna zwrotów akcji, trudnych decyzji i minut wypełnionych czystym niewymuszonym śmiechem opowieść, która właśnie w chwili czytania tej recenzji powoli, niepostrzeżenie szturmuje wasze umysły. Dajcie się ponieść opowieści, która uprzyjemni wam wieczór, dając chwile zapomnienia.

Ocena:

Tytuł: Słodki drań 
Autor: Vi Keeland, Penelope Ward 
Wydawca: Editio Red 
Liczba stron:296
ISBN:9788328339903
Data premiery:12 marca 2019 

piątek, 22 marca 2019

Falcon- Katarzyna Wycisk



Wiele rzeczy w życiu opieramy na wierze, w ludzi, miejsca czy sytuacje. Otaczamy się tym, co daje nam poczucie bezpieczeństwa i sprawia, że czujemy siłę. Od czasu do czasu pojawia się jednak na horyzoncie strata, która zabiera to, co najważniejsze, stabilizacje. Niepewność, brak wsparcia i zaufania. Komu uwierzyć, gdy to, co znałeś, okaże się ułudą? Domkiem z niepasujących do siebie klocków, które krusząc się, odkrywają drugą wersję znanego ci świata?

Alex jak na swój wiek sporo przeżyła. Od niedawna mieszka tylko ze schorowaną babcią, a czas dzieli na ten przy obowiązkach domowych i w pracy. Tego dnia nie działo się nic niezwykłego, aż do momentu ostatniego odcinka trasy prowadzącej do domu. Krzyk, niebieskie płomienie i płonący w nich ludzie. To musiało się jej przewidzieć, podobnie jak kolor jego oczu. Tylko czy na pewno tak było? Jak racjonalnie wytłumaczyć wydarzenia z lasu, gdy stajesz przed chłopakiem, który zdawał się częścią dziwnego, mrocznego snu, w biały dzień? To spotkanie na zawsze odmieni los Alex. Będzie musiała uciekać przed niebezpieczeństwem, walczyć o życie i zaufać. Komu?

Już jakiś czas temu trafiłam na opis powieści i postanowiłam zapisać sobie jej tytuł. Zaintrygowała mnie okładka i obietnica płynąca z opisu. Tajemnica przyciągała mnie niczym magnes. Czy było warto?

My czytelnicy mamy problem z docenianiem rodzimych autorów. Gdy sięgamy po książki ze swojego podwórka, często podchodzimy do nich sceptycznie. Z doświadczenia wiem, że to właśnie wśród nich znaleźć można perełki godne zagranicznych półek. Tak było i tym razem.

Katarzyna Wycisk od pierwszych stron przyciąga uwagę lekkością pióra i płynnym prowadzeniem narracji. Delikatnie unosząca się mgła tajemnicy i niepewność spowodowana niemożnością odgadnięcia drogi, którą podąży autorka, tworzą klimat, który wchłania się w skórę i nie opuszcza nas nawet po skończeniu powieści. Ciekawość towarzyszyła mi do ostatniej kropki, a apetyt wzrastał wraz ze zgłębianiem tajników tej historii.

Tajna organizacja, ucieczka przed niebezpieczeństwem i niewyjaśnione wydarzenia połączone z nietuzinkowymi postaciami to przepis na sukces. Powieściopisarka nie tylko wykreowała porywającą fabułę, ale i wprowadziła do niej bohaterów, którzy potrafią wycisnąć z czytelnika masę emocji. Od pierwszych przeczytanych liter wytwarza się między nami, a Alex niezwykła nić porozumienia. Jesteśmy w stanie współodczuwać jej emocje, a poznając ją lepiej, postawić się na jej miejscu i zrozumieć jej zachowanie. Inni bohaterowie niczym niewiadoma powoli nabierają kształtów, a ich pojawianie się nadaje tempa całej akcji.

Pierwszy tom powieści to zarys na tyle rozbudowany, że już po chwili chcecie żyć tą historią. Niesamowicie realne i malownicze opisy miejsc, ludzi i wydarzeń to spójna całość, którą pokochałam. Oddech niebezpieczeństwa, tajemnica i ekscytacja spowodowana poznaniem czegoś nowego, nieoczekiwanego. Coś urzekło mnie w stylu autorki, coś w samej fabule, jednak to kreacja bohaterów i ich osadzenie w tak niezwykłym świecie sprawia, że powieść pochłonęłam w krótkim czasie. Chciałoby się rzec, że zbyt krótkim, na szczęście na wyciągnięcie ręki jest drugi tom, a trzeci pojawi się niebawem.

To nieźle napisany kawał dobrej powieści z fantastyką w tle, która z pewnością trafi w serca każdego czytelnika. Fascynująca, z wartką akcją i barwnymi postaciami. Niesamowita historia o szukaniu bezpiecznej przystani, odnalezieniu własnej tożsamości i miejsca w świecie, który może okazać się tylko fatamorganą, ułudą mającą nas zmylić i uśpić czujność. Polecam z całą swą mocą i miłością do powieści fantastycznych, które jak widać w świetnej jakości, można spotkać i u nas.

Ocena:

Tytuł: Falcon
Autor: Katarzyna Wycisk
Wydawca: Ridero
Liczba stron:302
ISBN:9788381047159

środa, 20 marca 2019

Zbrodnia i Karaś-Aleksandra Rumin


Miejsce pełne sprzeczności i zmarnowanych marzeń, dla wielu jest początkiem dorosłego życia i namiastki studenckiego życia. Dla innych jedyną wolną przystanią w świecie dorosłych. Dla niego Uksword stał się ostatnim miejscem, które widział za życia. Co jeszcze widziały jego oczy?


Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego nie ma za dobrej opinii. To miejsce ostatniej szansy dla tych, co zaprzepaścili lata nauki i po źle zdanych egzaminach nie mają innej opcji na zasmakowanie studenckiego życia. Czy coś może zniszczyć i tak już wątłą renomę tego miejsca? Okazuje się, że owszem. W łazience dla kadry uczącej dwie sprzątaczki odnajdują ciało Ernesta Karasia, niezbyt lubianego i szanowanego w gronie kolegów i studentów profesora. Gdy on dokonał swego żywota w rzeczonej toalecie, w budynku Wydziału Nauk Historycznych i Społecznych znajdowało się dziesięć osób. Jak umarł Karaś? Komu mogło zależeć na jego śmierci?


Aleksandra Rumin wydała swój debiut, który polecają sławne osoby, a ona sama porównywana jest do mistrzyni gatunku Joanny Chmielewskiej. Czy po takich rekomendacjach i zapewnieniach, coś mogło odwieść mnie od czytania? Czy Zbrodnia i Karaś, to rzeczywiście Komedia kryminalna, którą warto polecić?



Z komedią kryminalną bywa różnie. Ciężko uchwycić równowagę między elementami obu gatunków, tak by nie przesadzić w żadną ze stron. Gdy sięgam po ten konkretny gatunek, oczekuje ciekawego i zrównoważonego miksu tego, co obie strony mają najlepszego. Ciekawej i nieprzerysowanej fabuły, która skupi w sobie moc humoru i uniesie wszystkie tajemnice oraz bohaterów, którzy przykują moją uwagę już od pierwszych stron. Tak też było w przypadku Zbrodni i Karasia. Celowo umniejszyłam opis tego, co spotka was w środku powieści. Nie będę tworzyć także wnikliwych analiz postaw bohaterów, bo tu nie o to chodzi. Co więc musicie wiedzieć?



To proste. Język powieści jest niezwykle barwny, lekki i przyjemny, a przywodzi na myśl właśnie to ziarenko absurdu i satyry, które kocham w powieściach pani Chmielewskiej. Sposób wypowiedzi każdego z pojawiających się bohaterów jest idealnym podsumowaniem charakteru danej osoby. Powieść pochłonie was bez ostrzeżenia, nie spyta, czy macie czas na chwilę z niewymagającą łez powieścią, no, chyba że popłaczecie się ze śmiechu. Tu powinna znaleźć się uwaga, dotycząca gdzie rzeczonego tytułu nie czytać, by nie narazić się na zawistne spojrzenia tłumu.


Autorka umiejętnie włada słowem i sprawia, że nie macie chwili na zastanowienie się nad głównym pytaniem, które jest osią książki, a mianowicie: Co się stało z Karasiem? Płyniecie przez historię niczym kajak po wzburzonych wodach zbliżających go do wodospadu. Śmiech, śmiech i pamięć o jakże niesztampowych i realnych postaciach, które żywcem przypominają ci panią Zosię, co sprzątała szkolne korytarze lub tego starszego posępnego gościa, którego czasem mijasz przy przejściu na osiedle z myślą, że świetnie pasowałby na jakiegoś złoczyńcę.



Tajemnice i wielka pigułka śmiechu to dopiero początek tego, co skrywa ta niepozorna z grubości książka pani Rumin. Powieściopisarka postarała się, by nie było za łatwo, za nudno i nazbyt oczywiście. Myślę, że książka sprawdzi się, jako lektura na pierwsze słoneczne popołudnia i te szarawe wieczory, które już mniej sprzyjają leniwemu czytaniu, ale uśmiech w nich nie zaszkodzi.

Ocena:


Tytuł: Zbrodnia i Karaś 
Autor: Aleksandra Rumin 
Wydawca: Initium 
Liczba stron:288
ISBN:9788362577903
Data premiery: 15 marca 2019

wtorek, 19 marca 2019

W objęciach wroga-Adelina Tulińska [Patronacka]


Uczucia mają niezwykłą moc. Często są siłą sprawczą zmian, podparciem dla wielu działań i spoiwem dla wielu budowli. Tyle że moc uczuć sięga również na ciemną stronę, gdzie skryte w mroku czekają chciwość, obłuda i zemsta. Poddanie się emocjom może pomóc nam wzbić się ku chmurom lub boleśnie i bez ostrzeżenia ściągać w dół. Którą z tych dróg wybierzesz?

Lilu to córka wodza z plemienia Vattów. Mieszka wraz z rodzicami i innymi członkami plemienia za murem, który chronić ich ma od wszelakiego zła czyhającego w lesie. Dziewczynka z wysokiej wieży widuje łunę ognia, która pozwala jej umiejscowić takty muzyki płynącej wraz z wieczorną bryzą. Ciekawość prowadzi ją na obrzeża terytorium wrogiego plemienia i wprost przed chłopca o zielonych oczach. Ich znajomość jest niezwykle krótka, gdyż Lilu wierzy, że tajemniczy młodzian nie żyje. Gdy dwanaście lat później dziewczyna za sprawą awansu jej ojca na króla staje się księżniczką, przychodzi czas na ożenek, który jest niczym innym jak zawarciem sojuszu. Stary król nie jest zbyt dobrym wyborem, szczególnie gdy na drodze dziewczyny pojawia się tajemniczy i przystojny Deron. Jakie tajemnice skrywa młodzian? Czemu nie jest szczery zarówno z Lilu, jak i jej ojcem? Które z uczuć targających młodymi ludźmi weźmie górę? Na te pytania musicie znaleźć odpowiedź sami.

Było tylko tu i teraz. Ona i on. Cały świat mógłby nie istnieć.

Adelina Tulińska to autorka poczytnej serii Dotyk północy, w której zakochałam się już dawno temu i z systematycznością karabinu maszynowego błagam autorkę o kolejny trzeci już tom serii. Na moje nieszczęście lub szczęście autorka ma jeszcze szereg innych powieści zasługujących na rozgłos i stałe czytelnicze grono.


W objęciach wroga to kwintesencja tego, co najlepsze w stylu autorki. Połączenie baśniowych klimatów, fantastyki i wątku romantycznego to wszystko, co tygryski takie, jak ja lubią najbardziej.

— To inne plemię. Nie są do nas przyjaźnie nastawieni… Unikamy tego miejsca jak ognia, a oni unikają nas. I niech tak zostanie. Pod żadnym pozorem nie wolno ci się do nich zbliżać. Gdybyś kiedyś zabłądziła w lesie i spotkała któregoś z nich, uciekaj, ile sił w nogach. Zrozumiano?

Idealne wyczucie emocji i umiejętność malowania słowem to tylko część umiejętności literackich autorki. Ma ona bowiem niezwykły talent do łączenia niespodziewanych elementów i wplatania dziwów tam, gdzie są one niespotykane. Tym razem swoją historię postanowiła wpleść w realia pierwszych plemion na ziemiach polski. Nie przeszkodziło jej to w połączeniu ich z iście literackim uczuciem i wyczuwalną, wręcz wsiąkającą w każdą stronę magią tajemnic, prostoty i niezbadanego świata, który znać możemy z najstarszych przekładów o pierwszych mieszkańcach naszych ziem.


Czy można połączyć legendy z wątkiem miłosnym i tajemnicą? Owszem i autorce wychodzi to nadzwyczaj świetnie. Powieść pochłoniecie w mgnieniu oka, trochę złorzecząc przy końcu na powieściopisarkę, że jak to tak już koniec, ale ta historia stanie się częścią was. Nie tylko klimat i samo umiejscowienie akcji zrobiły na mnie tak ogromne wrażenie. To bohaterowie skradli moje serce. Lilu dorasta na naszych oczach, staje się świadoma tego, jak wygląda świat za murami i w co wierzą ludzie ją otaczający. Gdy jej losy przecinają się z tajemniczym Deronem z całych sił chcemy wierzyć w siłę dobrych uczuć. Czy tak jest? Deron to majstersztyk, jeśli chodzi o kreacje postaci. Nie można go rozgryźć, jednoznacznie określić, po której stronie stanie i co ta naprawdę odczuwa. Pan tajemniczy pełną gębą.

Wachlarz emocji przedstawiony przez Adelinę Tulińską to dopiero początek czegoś większego i gwarancja świetnie spędzonego czasu. Książka z gatunku tych fantastycznych, w których romans przeplata się z magią, tajemnicą, dużą dawką akcji i humoru. Nie ma mowy o nudzie.

Brak odpowiedzi to też jest jakaś odpowiedź.


Fani pisarki na pewno docenią lekkość stylu i płynność akcji tak charakterystyczne dla jej pióra. Nie zabraknie emocji, tajemnice będą oplatać was niczym mgła, a rodzące się na przekór przeciwnościom uczucie rozgrzeje wasze serducha. Ja z niecierpliwością czekam na kolejny tom i dziękuje za możliwość poznania tej historii. Zyskałam pewność, że Adelina Tulińska jest w stanie skraść moje serce niechybnie za każdym razem, gdy przeczytam, choć fragment jej twórczości. Polecam z czystym sumieniem.

Ocena:


Tytuł: W objęciach wroga 
Autor: Adelina Tulińska
Wydawca: Ridero
Liczba stron:216
ISBN:9788381556217
Data premiery: 14 lutego 2019

A teraz niespodzianka!!!!
Mam dla was konkurs z powieścią W objęciach wroga.
Co trzeba zrobić? 
Wystarczy, że w komentarzu pod tym postem napiszecie w czyich objęciach czujecie spokój. 
Jeden egzemplarz powieści Adeliny Tulińskiej poleci do kogoś jeszcze w marcu. 
Konkurs trwa bowiem do 25 marca do 16:00. 
To co, zapraszam i powodzenia. 

poniedziałek, 18 marca 2019

Bestia-Peternelle van Arsdale


Mrok, niepokój i kiełkujący strach, a to wszystko za sprawą głupich opowiastek przekazywanych sobie przez pokolenia. Czym zawiniliście, jeśli bestia z mrocznych rymowanek skierowała na was swój wzrok? Czujecie to, prawda? Gdzieś na dnie duszy, którą zaraz możecie stracić.

Bestia straszliwa jest
Spiczasty ma podbródek
Pożera nocą, gdy śpisz
Zostawia tylko skórę.


W wiosce jakich wiele gdzieś blisko leśnych dróżek na świat przyszły dwie dziewczynki, niemalże identyczne. Choć były bliźniaczkami, co sprawniejsze oko wychwycić mogło różnice w wyglądzie i zachowaniu. Niestety niewiele osób poznać mogło dziewczynki. Wioskę nawiedziła pora strasznej suszy, a winą za jej pojawienie obarczono nowo narodzone istoty. Zostały wygnane wraz z matką w głęboki las, a mieszkańcy odetchnęli z ulgą. Lata spędzone w dziczy zniszczyły matkę, doprowadzając do jej śmierci, dziewczynom zaś odebrały resztki człowieczeństwa. Wtem nastał czas, by zemścić się za ich krzywdy. Noc po nocy na łowy wyruszały pożeraczki dusz. Karmiły się strachem ludzi, którzy lata temu skazali ich na koczowniczy los. Tak w jedną noc wioska niegdyś tętniąca życiem, stała się wspomnieniem. Poza Alys przeżyło pięćdziesięcioro dzieci, które zyskały schronienie w sąsiedniej wiosce. Ona jedna je widziała, czemu przeżyła? Ile wspólnego ma Alys z siostrami? Czy bestia istnieje naprawdę, czy tylko w legendach?

Tajemnicza okładka przyciągająca wzrok i opis mrożący krew w żyłach, strach zmieszany z fascynacją. Te uczucia towarzyszyły mi od pierwszego spotkania z powieścią. Czy wraz z poznaniem treści moje odczucia się zmieniły?

Stwierdziła, że są piękne. I piękne były one same, te sowiookie dziewczęta o długich ciemnych włosach, w które się zaplątały niezliczone liście i gałązki.
Jestem pod wrażeniem stylu autorki, która niezauważalnie za pomocą słów oplata czytelnika cienką mgłą i nie pozwala pozbyć się wrażenia, że to właśnie nas wzywają siły skryte między drzewami. Co skrywa las? Wiele tajemnic, cierpienia, smutku i złości. Bliźniaczki decyzją mieszkańców wsi zostają odesłane wraz z matką w głąb lasu, powoli tracąc wszystko, co powinno tworzyć szczęśliwe dzieciństwo. Ciepło, bezpieczeństwo i miłość ojca stają się niejasnym wspomnieniem, by niespiesznie zginąć pod siłą chęci zemsty.

To tylko wycinek historii, która zachwyca konstrukcją fabuły i nietuzinkowymi postaciami. Autorka z dokładnością i wyczuciem stworzyła świat, w którym postrzeganie zła zależy od wielu czynników. Mamy ludzi z wsi bliźniaczek, którzy bez problemu niesieni na fali własnych przekonań wydali wyrok na matkę z dziećmi oraz tych, którzy przyjęli osierocone dzieci. Tak różni, a jednak popełniający podobne błędy, żyjący w przekonaniu o swej nieomylności.

Zarówno fabuła, jak i kreacja postaci w powieści Bestia jest na najwyższym poziomie. Powieściopisarka ma lekki i niemalże magiczny styl, który w połączeniu z ciekawym pomysłem daje nam kilka godzin niezwykle emocjonującej lektury. Mrocznej, nieprzewidywalnej i magicznej opowieści o sile przeznaczenia, mocy strachu i braku emocji względem drugiego człowieka. Niesamowite opisy, które zapierają dech w piersi, bohaterowie, którzy odciskają ślad w naszych duszach i historia, która pochłania bez reszty. Bestia to kawał dobrej literatury, który dostarcza emocji, zmusza do zastanowienia się nad zachowaniem ludzi i wyzwala instynkty. 


Myślę, że nie tylko czytelnik lubujący się w fantastyce odnajdzie coś dla siebie w tejże powieści. Bestię się pochłania, kartka po kartce zastanawiając się jaką drogą poszlibyśmy my. Czy odczuwalibyśmy strach? Dalibyśmy wygnać swoją rodzinę? Zakazali bycia sobą komuś nam bliskiemu?

Ocena:

Tytuł: Bestia
Autor: Peternelle van Arsdale
Wydawca: Poradnia K
Liczba stron:315
ISBN: 9788366005372
Data premiery: 13 marca 2019

piątek, 15 marca 2019

Kuglarnia- Andrzej Turczyński



Czasem, by zrozumieć, potrzebna jest cisza. Nie wystarczy otworzyć książki i przelecieć wzrokiem z góry na dół po wciąż zmieniających się literkach. Chwila nieuwagi może zniweczyć cały trud, jaki zadał sobie autor, by przekazać swoim dziełem coś więcej niż sama powierzchowność historii. Zatrzymaj się, usiądź i wycisz emocje, gdyż czeka cię niezwykłe przeżycie.

Andrzej Turczyński to urodzony w Lublinie poeta, prozaik, eseista i tłumacz, który na swym koncie ma już ponad 50 książek. Daje nam w nieświadome czytelnicze dłonie powieść, której nie da się streścić, opowiedzieć w paru słowach. Całość powinno pochłonąć się bez pośpiechu i w naturalny sposób zastanawiać się nad sensem przekazu.
Kuglarnia to mnóstwo przenośni, symboli i niesamowitej kreacji postaci. To akcja, która jest tylko tłem do czegoś większego i głębszego niż nie jeden tekst na polskim rynku wydawniczym.

Ukazanie życia ludzi w formie teatru daje niesamowicie wiele możliwości. Zmusza nas do przemyśleń, pokazuje, jak każdy człowiek zależnie od sytuacji może przywdziać maskę. To kwintesencja złożoności ludzkiej natury. Masa tajemnic, intryg i podróży w czasie to tylko kilka z elementów powieści Andrzeja Turczyńskiego, które zaskoczą i przykują uwagę.

Na podkreślenie zasługuje zarówno forma, w jakiej powieść została zamknięta, jak i sam język, którym autor posłużył się podczas nakreślania opowieści niesztampowej i wymagającej głębszej analizy.
Tu nic co pozornie przekazują słowa, nie jest proste i jasne. Każda strona niesie za sobą ważne, często ukryte treści, którym sprzyja oczytanie i spokój, z jakim powinno zasiąść się do lektury. Co z niej wyciągniemy? To zależy od nas samych. Kuglarnia to mieszanka gatunków, która w naturalny sposób zmusza czytelnika do refleksji, pokazuje mu złożoność świata, którego jesteśmy częścią i sprawia, że z pozoru zwykła lektura staje się początkiem do dyskusji i przemyślenia tego, co nas otacza.

To jedna z tych powieści, do której przeczytania namawiać nie będę. Po prostu stwierdzam, że warto zapoznać się z czymś, co nie wpisuje się w konkretne ramy i jest wyzwaniem, które warto podjąć. To jak podejdziecie do tej powieści i czy dacie porwać się teatrowi wielu aktorów i nieskończonej liczbie ról zależy tylko od was. Myślę, że odnajdziecie sporo ciekawych elementów, w tej jakże niesztampowej powieści.

Ocena:


Tytuł: Kuglarnia
Autor: Andrzej Turczyński 
Wydawca: JanKa
Liczba stron:300
ISBN: 9788362247622
Data premiery: 14 grudnia 2018

wtorek, 12 marca 2019

Ostatni worek cementu-Mateusz Wieczorek



Przypadek, szereg złych decyzji czy z góry przesądzony plan. Nie ważne co jest siłą napędową naszych działań, lecz gdzie nas one zaprowadzą. Trafiając w wir wydarzeń mamy dwa wyjścia, poddać się sile, która nas tam doprowadziła i skazać się na porażkę lub walczyć. Wybór wcale nie jest oczywisty.


Colton Avila ma ostatnio pod górkę. Praca agenta ubezpieczeniowego nie jest spełnieniem jego marzeń. Pewnego dnia przez przypadek trafia w wir wydarzeń, które na zawsze odmienią jego los. Znalezienie się w złym miejscu i czasie nabiera dla niego nowego wymiaru. Jeden krok w tył, a właściwie szybka ucieczka sprawia, że Colton poznaje braci Wells i zyskuje nowe zajęcie, które jest równie intratne co niebezpieczne. Jak stać się płatnym zabójcom w kilka chwil? Avila nie ma wątpliwości, że to zadanie może okazać się kresem jego życia. W jego głowie rodzą się pytania. Kto jest kim w tej intrydze i jak nie dostać kulki w łeb? Czy młody mężczyzna znajdzie rozwiązanie dla swoich kłopotów? Kim są bracia Wells i tajemniczy Ethan?

Po lekturze 66 dusz spod pióra mistrza ostrego jak brzytew języka Mateusza Wieczorka nie miałam wątpliwości, że sięgnę po kolejne powieści autora. Ostatni worek cementu napawał mnie lękiem. Bałam się, że nie uchwycę sensu powieści (intrygi są niesamowicie złożone). Jak było naprawdę?


Mateusz Wieczorek w swojej kolejnej powieści zaskakuje, rozbawia i daje do myślenia. Już prolog daje nadzieje na to, że to nie zwykła historia o mafijnych porachunkach. Jak jest dalej? Tylko lepiej, szybciej i zabawniej. Akcja rozpędza się z prędkością światła i nie bierze jeńców po drodze, no może kilku. Nie potrafię określić, który z elementów najmocniej przypadł mi do gustu. Nietuzinkowa fabuła krąży, pędzi do przodu, cofa, by po chwili znów zmieniać kierunek, a ty po prostu nie możesz się oderwać. Tajemnice i intrygi wciągają bez ostrzeżenia i nic, żadne moje słowa nie przygotują was na to, co tu zastaniecie.

Mawiają, że świat składa się z równowagi… Można dostrzec ją w każdej jego części. Tak zawsze było, jest… i będzie, o ile nikt nie zaburzy tego porządku. W ciągu roku jest tyle samo dnia co nocy. (…) W ciągu dekady jest tyle samo ciepła, co i zimna… W ciągu stulecia tyle waśni, co pokoju… (…) W ciągu tysiąclecia jest tyle samo przypływów, co odpływów… Ta zasada tyczy się wszystkiego, co znane człowiekowi. W nim samym jest tyle samo dobra, co i zła.


Jednak fabuła to tylko świetnie namalowane słowami przez autora płótno, które staje się tłem dla niesamowicie przemyślanej i nieoczywistej kreacji bohaterów. To na tym polu sporo się dzieje i to tu niejednokrotnie zmuszeni zostaniecie do zmiany zdania komu tak naprawdę kibicować. Zostałam zapytana o moją ulubioną postać i to chyba od początku do końca był Colton, czy słusznie sami ocenicie, czytając Ostatni worek cementu.


Powieść aż kipi od wyrazistych postaci, które zaskakują wyborami. Walka o przetrwanie, wpływy czy po prostu zemsta. To nie ważne, gdy w grę wchodzi pióro Wieczorka. Tu nie ma granic wyobraźni, trzeba spodziewać się wszystkiego, co niespodziewane i wierzyć w to, co paradoksalnie na wierze się nie opiera. Jest soczyście, diabelsko i brutalnie, ale i zabawnie, niesztampowo i piekielnie szybko. To jedyny minus, jaki znalazłam w tej powieści, kończy się szybko, bez jakiegokolwiek ostrzeżenia i w taki sposób, że w umyśle rodzi się co najmniej kilkanaście różnych tortur, które posłużyłyby za argumenty, by autor szybciej pisał kolejne powieści.

Moje wrażenia? To proste. Dostałam powieść napisaną ciętym, wyrazistym językiem z mnóstwem czarnego jak smoła humoru, której nie da się odłożyć. Czytałam, ją każdą komórką ciała zaśmiewając się, wstrzymując oddech i otwierając z niedowierzania oczy. Idealna powieść dla miłośników pióra autora, czarnego humoru i powieści zmuszających do burzy mózgów. Ja czekam na więcej.

Ocena: 


Tytuł: Ostatni worek cementu
Autor: Mateusz Wieczorek
Wydawca: Novae Res
Liczba stron:374
ISBN:9788381470254
Data premiery:17 sierpnia 2018