Menu

sobota, 16 lutego 2019

Zwiastun burzy- Bernard Cornwell






Rozdarcie, brak dobrego wyboru, który niemal na pewno okaże się częściową porażką. Stanie na rozdrożu dwóch życiowych dróg w żadnym przypadku nie jest przyjemne, a jeśli w grę wchodzi dobro całego narodu, napięcie jest o wiele większe. Tylko, której stronie zaufać? Jak odkryć co jest lepszym rozwiązaniem?

Uhtred już nie jest dzieckiem, które musiało wybierać między ojczyzną a narodem, który miał go w niewoli i równocześnie dał wszystko, czego potrzeba młodzieńcowi w jego wieku. Młody mężczyzna będzie musiał zmierzyć się z kolejnymi potyczkami, wyborami, po której stronie barykady chce stanąć. A wybór będzie jeszcze trudniejszy. Popadłszy w niełaskę, u króla Alfreda, rozgoryczony młodzieniec wyruszy na szereg łupieżczych wypraw, z których zyski mają mu pomóc spłacić długi w Kościele, które odziedziczył w dniu ślubu. W tym samym czasie Duńczycy swym zachowaniem odrzucają zawarty rozejm i podbijają niemal cały Wessex. To dopiero początek zdarzeń, które zapiszą się w historii i kolejna próba dla Uhtreda. Jak poradzą sobie Anglicy? Czy rozejm nadal jest możliwy?

Jeśli ktokolwiek miał coś do zarzucenia autorowi przy Ostatnim królestwie, teraz powinien usiąść i czytać z przyjemnością cóż to zgotował los bohaterom.

Cornwell z niezwykłą precyzją i umiejętnym piórem zabiera nas w kolejną podróż, która nie raz nas zaskoczy i dostarczy nam całej masy emocji. Od pierwszych stron pochłonie was historia już jakby prostsza, bardziej znana i niemająca przed nami tajemnic. Nic bardziej mylnego. O ile prosto i przejrzyście jest na początku, to każda kolejna strona powieści wikła nas w pełen domysłów, tajemnic i niegodziwości świat, w którym liczą się pieniądze, dane słowo nic nie znaczy w obliczu własnego zysku.

Tym razem wszystkiego jest więcej, całość nadal czyta się szybko i przyjemnie. Nazwy własne nie są już takie obce, a styl autora zdaje się naszą codziennością. Wkraczamy w świat pełen niejasności, chciwości i zgrzytu mieczy. Dzieje się sporo. Autor nie daje nam chwili na wytchnienie po wydarzeniach poprzedniego tomu. Idąc za ciosem i czarując nas swą wizją, sprawia, że żyjemy w środku tej opowieści, obdarzając bohaterów sympatiami i antypatiami. Emocji nie brakuje, są wszędzie na polach bitwy, gdzieś w murach zamku i w chciwych spojrzeniach fałszywych sprzymierzeńców.


Niesamowicie trafne odwzorowanie realiów ówczesnego świata połączone z nietuzinkowymi bohaterami, których kreacje zapadają w pamięć i wywołują emocje. Z niecierpliwością czekam na kolejne tomy. Mam nadzieje, że powieściopisarz niejednokrotnie nas zaskoczy i nie pozwoli na nudę. Sięgajcie po miecze i sprawdźcie, po której stronie tego barwnego konfliktu chcecie stanąć. Ja wciąż tkwię z rozdartym sercem na skraju przepaści, zachwycając się widokiem i zapachem morskich fal.

Ocena:

Tytuł: Zwiastun burzy 
Cykl: Wojny Wikingów 
Autor: Bernard Cornwell
Wydawca: Otwarte 
Liczba stron:536
ISBN:9788375155280
Data premiery: 13 lutego 2019

wtorek, 12 lutego 2019

Randka z Hugo Bosym- Agnieszka Lingas-Łoniewska [Przedpremierowo]



Życie to nie komedia romantyczna, w której czeka na nas mnóstwo chwil pełnych uniesień i spotkanie osoby nam przeznaczonej już przy pierwszym podejściu. Popełniamy błędy, zdarzy nam się sparzyć lub dokonać złego wyboru przy lokowaniu uczuć. Po takich przejściach jeszcze trudniej uwierzyć w przypadek, chichot losu, a nawet uczucie wybuchające prosto w twarz.


Jagoda Borówko to pełna życia, humoru i pecha kobieta, której życie nawet na chwile nie zwalnia, tym samym nie dając jej czasu na użalanie się nad każdą porażką. Cała masa pomyłek w jej życiu dotyczy również sfery uczuciowej, w której do niedawna spore miejsce zajmował niejaki Jan Andrzej Kos. Gotowa na nowe wyzwania kobieta wyrusza w podróż do Gdyni na ślub przyjaciółki z dzieciństwa. Nic nie idzie po jej myśli, już od momentu postawienia nóg na płycie dworca na kobietę czekają niemałe wyzwania. Kłótnia o taksówkę z tajemniczym niebieskookim mężczyzną, walka o resztę konfitur z jagód i wesele będą pasmem nieszczęść, których nie zakończy nawet powrót do Wrocławia.



Uświadomiłam to sobie dopiero teraz. On był moją drogą ku lepszemu, szansą na zrozumienie tego wszystkiego, co nazywałam życiem.


Hugo Bosy chciał w swoim życiu zmienić wszystko, zapomnieć i odciąć się od przeszłości. Przeniesienie się do Wrocławia i wspólna praca z kumplem Romkiem miała stać się nowym początkiem. Tylko czy mężczyzna jest w stanie zapanować nad uczuciami, które niespodziewanie dopadły go w podróży? Czy tajemnicza dziewczyna zagości na dłużej w jego życiu i sercu, które wciąż pamięta poprzedni ból?



Kolejna powieść spod pióra Agnieszki Lingas-Łoniewskiej zagościła w mej biblioteczce. Czy przygody Hugona i Jagody przypadły mi do gustu?





Przepadłam. Całkowicie pochłonęła mnie ta historia, a nawet nie zdążyłam doczytać prologu. To tam rozpoczyna się przygoda, zostaje zarzucona wędka i już nie odłożycie książki aż do ostatniej kropki. Co mnie tak urzekło? Przede wszystkim cała masa poczucia humoru. Do tego ciekawa fabuła i wartka akcja oraz świetnie skonstruowani bohaterowie, których bez problemu obdarzamy sympatią. Są niezwykle naturalni i wyraziści, a ich perypetie niejednokrotnie przyprawiają o pozytywny ból brzucha.


Chciałam ci pokazać miejsce, w którym byłam szczęśliwa. Wiesz, każdy z nas ma chyba takie wspomnienia, w których czuje się swobodnie, bezpiecznie i beztrosko. Ale w naszym życiu są także chwile, które bolą, nawet przerażają. Rzadko do takich chwil wracam, ale uważam, że jeśli jest się z kimś, to zarówno dla dobrych, jak i złych momentów w życiu.


Jagoda sprawia, że człowiek ma ochotę być w kręgu jej znajomych, czerpać z jej energii i nietuzinkowości. Hugo początkowo tajemniczy, z każdą kolejną stroną zyskiwał w mych oczach swym podejściem do życia, nazywaniem emocji i rozterkami, z jakimi przyszło mu się zmierzyć. Poza tą dwójką przez powieść przewijają się równie wyraziste i mocne postaci, które idealnie dopełniają obraz całości. Maciek, który potrafi w mgnieniu oka rozładować atmosferę, Daria i Aśka, które zawsze stoją u boku swej przyjaciółki i zakupowym szałem zawstydzają nie jedną zakupoholiczkę. Jest i Jan Andrzej Kos, ale jego musicie poznać sami.





Autorka świetnie połączyła charakternych bohaterów i nietuzinkowy pomysł na fabułę. Randka z Hugo Bosym to opowieść o rozpoczynaniu życia na nowo. Po upadkach, nieudanych związkach czy paśmie złych decyzji zawsze można spróbować ponownie odbudować własne postrzeganie siebie i otworzyć się na nowe uczucia. A te przychodzą niespodziewanie i czasem ich siła zniewala z nóg nawet przygotowanych i pragnących gorących porywów serca.


Prawdziwej miłości nie da się zapomnieć. Wygląd się starzeje, miłość nigdy się nie starzeje. Miłość zawsze jest młoda.


Pełna ciepła, uroku i humoru opowieść, która rozpuści każde serce. Pełne złośliwości utarczki głównych bohaterów nadają tempa akcji i są kwintesencją całości, a połączone z niecodziennymi sytuacjami tworzą godną uwagi opowieść, która was zachwyci. Wątek romantyczny, który poznajemy dogłębniej za sprawą dwutorowej narracji, nie pozwala nam na chwile oddechu. Odczuwamy wszystko wręcz namacalnie i przeżywamy wspólnie z bohaterami. Mogłabym tak godzinami krążyć wokół tego, co ważne i godne polecenia, jednak nie chce odbierać wam radości z poznawania tej historii. Jak zakończy się romans? Kogo polubicie najbardziej? Warto sięgnąć po Randkę z Hugo Bosym, by nakarmić swoją duszę czymś romantycznym i zabawnym.

Ocena: 

Tytuł: Randka z Hugo Bosym
Autor: Agnieszka Lingas-Łoniewska
Wydawca: Burda Książki
Liczba stron:280
ISBN:9788380535015
Data premiery: 13 lutego 2019

niedziela, 10 lutego 2019

Kuba i Kanga- Ursula Dubosarsky


Rutyna i przewidywalność czynią każdy kolejny dzień takim samym. Przesączone nudą i brakiem zmian kolejne godziny mogą napawać smutkiem, tęsknotą za odmianą lub po prostu utrudniać życie. Wystarczy jedna mała zmiana, by twój los się odmienił, a dni nabrały nowych kolorów. Od czego zależy trwałość takich zmian?

Kuba mieszka wraz ze swoim tatą nad rzeką. Ich stary dom nie wyróżnia się niczym niezwykłym. Ot australijski busz i dni tak mocno podobne do siebie. Chłopiec każdego dnia odprowadza swojego ojca do pracowni na wzgórzu i powraca do swych codziennych zajęć. Wolne chwile umila mu towarzystwo psa Bobiego i stada kur w zagrodzie. Monotonność i plejadę tych samych dźwięków pewnego dnia przerywa strzał, po którym życie Kuby się odmieni. Chłopiec ratuje życie malutkiej kangurzycy, która od tej pory nie odstąpi go na krok. Czy ich silna więź wystarczy, gdy do głosu dojdzie pierwotny instynkt? Czy ta nietypowa przyjaźń ma szanse, by przetrwać?
Czasami w moje ręce trafiają książeczki, których wnętrze jest w większej mierze zapełnione tekstem, lecz nie mogę ich czytać sama. Kuba i Kanga to jedna z takich powieści przy lekturze, której towarzyszą mi dzieci. Czy historia pięknej przyjaźni między chłopcem a zwierzęciem przypadła nam do gustu?

Kuba i Kanga to niezwykle lekka i płynna historia, którą czyta się z zapartym tchem. Początkowo historia jest prosta i niezmiennie zawiera się w schemacie, który zostaje przełamany przez pojawienie się małej kangurzycy. Poprzez jej pojawienie się samotne życie chłopca i jego taty nabiera barw, a każdy dzień mieni się nowymi przygodami i wyzwaniami.
To opowieść pełna emocji, która sporo nauczy nasze pociechy. Czyta się ją dość szybko, a i przyjemność czytania jest spora. Całość zamknięta w twardej oprawie daje gwarancje długotrwałej przygody. Książka posiada również przepiękne ilustracje, które są niczym przystanki pozwalające na chwilę zastanowienia się nad tym, co kryje tekst. Zachwycą zarówno młodszego, jak i starszego czytelnika. Dzięki historii Kuby dzieci będą mogły przekonać się jaką siłę mają spotkania ze zwierzętami oraz ludźmi. Nauczą się, jak ważne jest współodczuwanie i posiadanie przyjaciół. To obraz spotkania, które odmienia czyjeś życie i nadaje mu nowy, często lepszy sens.

Lektura tej historii trochę trwała, każda ilustracja została skrzętnie omówiona, a przygody Kuby i jego przyjaciółki dokładnie przeanalizowane dając nam masę śmiechu i ważnych pytań. Poznawanie historii połączone z odpowiedziami na pytania pojawiające się podczas czytania wyszło nam świetnie. Myślę, że im starsze grono małych czytelników, tym więcej wyciągną z „Kuba i Kanga". To ciekawa opcja, którą my polecamy.


Ocena:

Tytuł: Kuba i Kanga 
Autor: Ursula Dubosarsky
Wydawca: Znak Emotikon
Liczba stron:208
ISBN:9788324051120
Data premiery: 28 stycznia 2019

sobota, 9 lutego 2019

Sezon na lisa- Agata Czykierda-Grabowska




Było w niej coś takiego, co bardzo przyciągało i nie chodziło nawet o kolor jej włosów. To ta mieszanka buntu, zadziorności, niewinności i bezbronności była taka pociągająca.

Dzieciństwo to zazwyczaj najszczęśliwszy czas w życiu wielu ludzi. Beztroskie zabawy z przyjaciółmi, przygody i brak obowiązków, na które przychodzi czas wraz z pojawieniem się drzwi do dorosłości. Co, jeśli za wcześnie zgubimy się, w plątaninie korytarzy i los doprowadzi nas na próg, za którym czyha tylko jeden cel, przetrwać? Jak znaleźć siłę, by odnaleźć się w świecie, który wciąż jeszcze nie jest dla nas?

Olek chciał odciąć się od źle ulokowanych uczuć. Musiał zarobić pieniądze na wyjazd i sprawdzić, czy jego babcia poradzi sobie bez niego. Trafił do Lisiej Doliny, gdzie miał spędzić całe wakacje na pracy i podziwianiu uroków tego miejsca. Nie sądził, że w jego życiu zmieni się wszystko, a pewna lisica dostarczy mu wielu emocji. Dla Pauli ten wyjazd był zarówno męką, jak i utęsknionym odpoczynkiem. Praca z końmi i dziećmi potrzebującymi hipoterapii stanowiły sens jej życia. Z pozoru nieśmiała i krucha dziewczyna, która budowała przez lata dookoła siebie mur, za sprawą czasu spędzonego w pensjonacie będzie musiała zmierzyć się z rozpadającą konstrukcją, która do tej pory chroniła ją przed światem. Ich serca niespodziewanie zaczną się wyrywać ku sobie. Czy odnajdą w sobie siłę, by ich uczucie wybuchło?

Było mi w życiu ciężko, ale miałam swoje zasady i nigdy, przenigdy nie zniżyła bym się do tego, żeby sypiać z kimś za pracę, czy choćby pozycję w pracy. Nigdy. Gardziłam takimi ludźmi niezależnie od ich motywów.


Agata Czykierda- Grabowska powróciła z kolejną powieścią, która wchodzi w skład serii Pierwszy raz. Czy ponownie skradła moje serce historią Olka i Pauli?

Zapragnąłem raz jeszcze dotknąć jej płomiennych kosmyków, w których słońce wyprawiało niesamowite rzeczy. Wydobywało z nich milion różnych odcieni-czerwieni, żółci i pomarańczu.

Olek już raz pojawił się w moim życiu i nie obdarzyłam go wtedy głębszym uczuciem, ba nawet nie było w tym słabym zainteresowaniu nic pozytywnego. Nie dziwcie mi się, moje serce kibicowało Pawłowi. Na tamtą chwilę nie wyobrażałam sobie, że coś się w tej kwestii zmieni. Na szczęście Agata Czykierda-Grabowska potrafiła zniszczyć moje mury obronne. Wystarczyła osobna historia dla Olka i poznanie go bliżej, bym biła się w pierś i przepraszała za swoją niechęć.


Balansowała na granicy prawdy i kłamstwa, tak jak sprawny akrobata balansuje na równoważni. (...) Poczułem, że właśnie tak musiała funkcjonować w tej rodzinie przez całe dzieciństwo i młodość.

Sezon na lisa już przy pierwszym spotkaniu niesamowicie mnie zauroczył, a z każdym kolejnym tylko utwierdzałam się w tym przekonaniu. To lekka i przyjemnie napisana powieść, która jak przystało na autorkę, zawiera samo życie. Nutka smutku i trudów życia nadaje smaku całości, równocześnie nie tracąc pozytywnej energii. Od pierwszych stron wręcz chłoniemy historię stworzoną przez powieściopisarkę, delektując się słoneczną pogodą i niezwykłym klimatem Lisiej Doliny. Liczy się tu i teraz. Olek i Paula krok po kroku odkrywają siebie nawzajem, równocześnie ucząc się wiele o sobie samych. Każde z nich musi się zmierzyć z ogromem uczuć tak dla nich nowych. Ich relacja to mocny punkt całości, jednak znalazło się tu miejsce na cienie i blaski przeszłości oraz iskrę nadziei na przyszłość.

Wszyscy musieli być ze sobą blisko i to było coś, czego mi od zawsze brakowało. Nie miałam przyjaciół, z którymi mogłabym się wygłupiać, żartować, ale też rozmawiać o tym, co kocham, czego nie znoszę i czego się boję.

Pisarka stworzyła niezwykle realne i naturalne postaci, które skradną wasze serca. Humor, radość i niesamowicie dużo pozytywnej energii pomimo ciężkich chwil w życiu to ich znak rozpoznawczy. Podczas czytania uśmiech nie zejdzie z twarzy nawet na chwilę, a przekomarzania Olka, Pauli i paczki na długo będą rozbrzmiewać w waszych głowach.


Sezon na lisa to również przeszłość bohaterów i to, z jakimi problemami przyszło im się mierzyć wcześniej. Paula bardzo szybko musiała przejąć rolę rodzica i stać się ostoją zarówno dla niepełnosprawnego brata, jak i matki. Nie miała czasu na problemy wieku dorastania, zawiązywanie przyjaźni i otworzenie się na uczucia drugiej osoby. To jej postać urzekła mnie najbardziej. To, z jaką determinacją dąży do wyznaczonych celów, nie tracąc naturalności i wrodzonych pokładów dobroci. Olek z kolei zyskuje swoim podejściem do życia. Nie brakowało mu miłości, przyjaciół czy pieniędzy, jednak wie, ile pracy trzeba włożyć w to, by coś osiągnąć. Nie boi się ciężkiej pracy, potrafi wiele poświęcić dla bliskich.

Odkąd pojawiła się w moim życiu, wszystko, co mogło ją zranić bądź zmartwić, uderzało też we mnie. Ta zależność od osoby, którą znałem tak krótko, bardzo mnie zaskoczyła.

Jeśli poznaliście już poprzednie książki autorki, to również Sezon na lisa trafi w wasze serca. To przyjemna opowieść o rodzącym się uczuciu, pokonywaniu przeszkód i odnajdywaniu wspólnej drogi ku lepszemu. Spodoba się przede wszystkim romantycznym duszą lubującym się w tym gatunku. Bez problemu pochłoniecie tę historię, mając tylko jedno zastrzeżenie do całości. Ta książka jest absolutnie za krótka. Uwielbiam wszystkie powieści z tej serii, które razem tworzą idealną całość, o której marzyłam na głos od dawna. Teraz z czystym sumieniem mogę wam powiedzieć, że jest tylko jedna opcja, czytajcie i kochajcie serie wszyscy.

Ocena:

Tytuł: Sezon na lisa
Cykl: Pierwszy raz
Autor: Agata Czykierda-Grabowska
Wydawca: Novae Res
Liczba stron: 304
ISBN: 9788381470902
Data premiery:7 lutego 2019

Dopiero teraz dotarło do mnie, co tak naprawdę się dzieję. Przepadłem z kretesem.

poniedziałek, 4 lutego 2019

Tancerze burzy- Jay Kristoff



Świat, w którym władza nie tylko przynosi korzyść rządzącemu, ale i ułatwia niszczenie tego, co napotka na swej drodze. Kawałek po kawałku, kraina po krainie piękno natury zostaje zastąpione przywarami władzy. Czy jest sposób na zmiany?


Fakt, że stoisz wśród tłumu, nie oznacza, że do niego należysz.

Kitsune Yukiko to córka wielkiego łowcy Masaru-sama. Ojciec służy dziewiątemu szogunowi z dynastii Kazumitsu-młodemu Yoritomo-no-mija, który słynie z rządów twardej ręki. Dwusetna rocznica panowania dynastii to dla władcy idealny moment na wydanie nowego rozkazu. Poleca schwytać tygrysa burzy, którego nie widziano od wieków. Kitsune wraz z ojcem będą musieli podjąć się zadania, które wydaje się skazane na porażkę, zanim się jeszcze rozpocznie. Yukiko ma pewien dar, który może stać się jej wybawieniem podczas wyprawy. Gdy powietrzny statek, którym podróżują, zaczyna płonąć, dziewczyna uwalnia legendarną bestię arashitora i nawiązuje z nim więź dzięki swojemu darowi. To pomoże jej przetrwać nadchodzące wydarzenia i wojnę, która czyha za rogiem. Co stało się na statku? Czy dziewczyna odnajdzie się w świecie przepełnionym bestiami wyjętymi wprost ze starych baśni? Mrok, brud i poświęcenie. Jaką cenę przyjdzie jej zapłacić za ratunek?




To moje pierwsze spotkanie z twórczością autora. Czy pokochałam jego styl i krainę stworzoną przez niego?


Świat stworzony przez Kristoffa zachwyca i przeraża równocześnie. Z jednej strony autor otula nas obrazami piękna natury Japonii, ich legendami i kulturą. W opozycji stawia wizję miasta, które staje się tworem plującym smołą, zanieczyszczeniami i zgubnym wpływem technologii. Krainy zatrute przez lotos i te od niego wolne, gdzie demony twardo stąpają po ziemi. A na tle tego złożonego świata bohaterowie, których kreacja zachwyca od pierwszych stron.


Łatwo jest zgubić się w wyobrażeniu jakiejś osoby, nie dostrzegając rzeczywistości. To bardzo proste kochać nieznajomego.


Możecie odczuwać w stosunku do nich nienawiść lub sympatie. Pewne jest, że wywołają w czytelniku emocje, a ich decyzje i drogi, które wybiorą, wciągną was bez reszty. Historia toczy się dość szybko, a może to mnie ona tak pochłonęła, że nie zauważyłam, kiedy pierwszy tom był za mną. Tego mi było trzeba. Historia, choć momentami przewidywalna ma w sobie coś pociągającego i przykuwającego uwagę. Postaci zapadają w pamięć, a cała konstrukcja świata zachwyca.




Tancerze burzy to początek wspaniałej trylogii, która zawiera pradawne stworzenia, demony i dwa skrajnie różne światy. Powieściopisarz stworzył powieść, która przypadnie do gustu miłośnikom kraju Kwitnącej Wiśni, a w innych obudzi chęć poznania tej odległej kultury i jej dziedzictwa. Świetne połączenie niszczycielskiej wizji świata z pięknem i legendami często rozgrzewającymi krew w żyłach.


Śmierć jest łatwa. Każdy potrafi rzuć się na stos i zostać szczęśliwym męczennikiem. Prawdziwa próba to znieść cierpienie, które towarzyszy poświęceniu.


Pierwszy tom skupia się na wydarzeniach, które pozwolą nam przyjrzeć się szesnastoletniej Kitsune, która nie dojrzała jeszcze do trudów zleconej jej misji. To jak sobie poradzi i jakie jeszcze elementy zachwycą was w powieści Tancerze burzy, musicie odkryć sami. Ja mogę was przekonywać, że wpadniecie w wir wydarzeń, pokochacie lekki i jakże barwny styl autora i z niecierpliwością będziecie chcieli ponownie zanurzyć się w kolejnych odsłonach trylogii.



To świetna mieszanka łącząca w sobie elementy fantastyki, legend i piękna japońskich krain. Pełna emocji, akcji i Japonii powieść, którą warto polecić.


Ocena: 


Tytuł: Tancerze burzy
Cykl: Wojna lotosowa
Autor: Jay Kristoff
Wydawca: Uroboros 
Liczba stron: 480
ISBN:9788328051386
Data premiery: 4 kwietnia 2018

Recenzja powstała w ramach współpracy z portalem Papierowe Motyle i Wydawnictwem Uroboros. 

piątek, 1 lutego 2019

Freja- Matthew Laurence



Wierzysz. W Boga, karmę czy po prostu we własne siły. Bez względu na to, na czym opiera się twoja wiara, to z niej czerpiesz siły. Gdy brakuje nam wiary w cokolwiek, przestajemy walczyć, próbować i chcieć. Co, jeśli istnieje ktoś, kto jest stworzony z naszej wiary, bez tych kilku szczerych myśli może przestać istnieć? Czy można znaleźć dobry sposób na ponowne rozpalenie czyjejś wiary, wypełnienie jego myśli miłością, siłą i spokojem, jaki daje pewność, że istnieje coś lub ktoś, dla którego warto iść przed siebie z wiarą w sercu?


Kiedyś miała wszystko. Była ucieleśnieniem wierzeń ludzkości. Mitem. Legendą. Nordycka bogini miłości, piękna, magii, wojny i śmierci w czasach świetności miała wielu wyznawców. Co się dzieje z nią teraz? Sara Vanadi jest mieszkanką szpitala psychiatrycznego, w którym zaszyła się z własnej woli. Przez zmiany, jakie nastąpiły przez wieki i coraz to większe odrzucanie przez ludzi wiary w cokolwiek Sarze grozi zapomnienie, a dla boga to ono jest zgubą. Pewnego dnia w jej spokojne i pozornie bezpieczne życie wkracza tajemnicza organizacja, której intencje od początku budzą wątpliwości. Sara postanawia uciec, a by zapewnić sobie przetrwanie, po wielu latach w izolacji, do pomocy werbuje Nathana, który jest nowym pracownikiem szpitala. Bogini musi odnaleźć się w nowej rzeczywistości i dowiedzieć się, jakie są prawdziwe zamiary członków organizacji.


Jeśli ktoś mnie trochę zna, wie, że sięgam po każdą powieść, która w swej fabule ma, choć urywek mitologii. Freja nie była wyjątkiem. Wiedziałam, że chce poznać losy Frei, odkąd poznałam opis powieści. Czy moje wyobrażenie pokrywa się z rzeczywistością?



Myślę, że bez problemu mogę przyznać, iż Freja jest powieścią ciekawą. Nie jest wolna od drobnych potknięć, jednak jako całokształt jest świetnym wprowadzeniem do większej i bardziej dynamicznej całości. Podoba mi się już sam pomysł na fabułę, która poza początkową fazą, która trochę nie mogła złapać tempa, jest świeża, naturalna i oryginalna.



Freja nie jest książką ambitną i taką, z której można by się uczyć mitologii. To lekka i przystępnie napisana młodzieżówka, która kusi akcją, przygodą i szczyptą niebezpieczeństwa. Powieść ta ma bowiem być źródłem rozrywki i sposobem na oderwanie się od szarej rzeczywistości. Nic tak dobrze nie nadaje się na odstresowywacz, jak historia pełna tajemnic, zwrotów akcji i świetnie wykreowanych postaci.


Najbardziej w pamięć zapada postać bogini. Sara ma wszystkie cechy idealnego bóstwa, połączone z tymi bardziej przyziemnymi. Jest pewna siebie, często nawet za bardzo, zaskakuje odwagą i dumą, nie wystrzegając się przy tym lekkiej próżności. Nie rozumie ludzkich kompleksów, wierzy, że każdy z nas jest wyjątkowy i ważny. Po drugiej stronie szali znajduje się Nathan, który do tej pory prowadził nudne i spokojne życie. Jest dość nieśmiały i wycofany. Gdy poznaje Sarę i zostaje wplątany w jej ucieczkę, zaczyna zyskiwać pewność siebie i wolę walki. Między tą dwójką iskrzy niemal od początku, jednak wątek romantyczny nie wysuwa się na pierwszy plan, jest raczej powiewem świeżości i dopełnieniem nutki humoru.



Mam lekki niedosyt, jeśli chodzi o postaci z mitologii i ich głębszą charakterystykę, której tu zabrakło. Wierze jednak, że w kolejnych odsłonach serii to się zmieni. Freja to dobry wstęp do przygód bogów i ludzi. Ciekawa koncepcja, szybka i niezwykle płynna akcja oraz doza humoru tworzą powieść idealną dla młodzieży, niewymagającą większego zaangażowania, która równocześnie bawi i przypomina o tym, jak ważna jest wiara, przede wszystkim w siebie. Z czystym sumieniem mogę polecić Freje miłośnikom książek lekkich i przyjemnych, z którymi czas płynie szybciej i tak jakoś ciut weselej.

Ocena:

Tytuł: Freja
Cykl: Freja
Autor: Matthew Laurence
Wydawca: Jaguar 
Liczba stron:360
ISBN:9788376866871
Data premiery: 26 maja 2018

środa, 30 stycznia 2019

Sponsor- K.N.Haner


Plany, marzenia i konkretne działania pozwalające zmierzać ku pewnej przyszłości. To tak niewiele elementów potrzebnych do stworzenia szczęścia, a jednak i ich posiadanie może zmylić, zniszczyć i pozostawić w sercu niepewność, a w umyśle chaos. Uczucia rodzące się wśród zgliszczy poprzednich żyć. Czy można zbudować z nich coś trwałego?

Śnieg, mróz, dwa gorące oddechy, dwa gorące zagubione serca i tylko jeden cel... Walka o uczucie i miłość, która rodziła się miedzy nimi w zaskakująco szybkim tempie.


Kalina nie narzekała na swoje życie. Mieszkała z rodzicami i młodszą siostrą, uczyła się, by wykonać założony przez siebie plan na przyszłość. Nie zawraca sobie głowy relacjami z mężczyznami, wciąż zarzekając się, że to nie jej czas. Los ma jednak dla niej inny plan, który najpierw zakłada kilka trzęsień ziemi. Jeden dzień, który odmieni jej plany raz na zawsze, a w jej życie poza chaosem wkroczy też On. Nathan Collins ma wszystko. Pozycje, pieniądze i powodzenie u kobiet. Jego życie składa się z prostych zasad i przejrzystych układów, z których on sam sporo czerpie. Gdy pod koła jego samochodu wpada młoda dziewczyna, zachowuje się jak należy, do momentu, w którym z jego ust pada propozycja. Czy Nathan ma do zaoferowania dziewczynie coś ponad powierzchowną relację? Jak poradzi sobie Kalina w obliczu nowych planów na przyszłość? Czy tych dwoje jest w stanie odnaleźć w sobie to, czego naprawdę potrzebują?



K.N.Haner jest mistrzynią trzymania w napięciu, podnoszenia ciśnienia i wywoływania niepohamowanych kaskad tzw. łaciny podwórkowej. Czy przy lekturze Sponsora odczuwałam choć jedną z tych rzeczy?


I może to wszystko, co mówię, jest głupie i niedojrzałe, ale dla mnie to właśnie jest miłość. Czuć się przy kimś wyjątkowo, nawet jeśli jest się najzwyklejszą dziewczyną na świecie.


Bezsprzecznie uwielbiam tę historię. Losy Nathana i Kaliny poznawałam fragmentami już na blogu i fp autorki. Nie przygotowało mnie to jednak na tak silne emocje, jakie towarzyszyły mi podczas kilku godzin spędzonych z powyższym tytułem. Wyrazisty i dość nietypowy pomysł na fabułę autorka połączyła z ciekawą kreacją bohaterów, którzy niejednokrotnie są sprawcami podwyższonego ciśnienia. Oj tak momentami byłam bliska wylewu. To dzięki łatwości, z jaką można wczuć się w samą historię i postawę poszczególnych postaci, które obdarzyłam sympatią z niezwykłą lekkością. Oczywiście nie zawsze zgadzałam się z ich postawą, jednak coś w nich sprawiało, że szybko puszczałam ich wady w niepamięć, rozkoszując się emocjami, żywym ogniem, jaki pojawia się pomiędzy nimi.





Ich relacja jest trudna, niejednoznaczna, pełna tajemnic i niedomówień. Wszystko aż krzyczy, że nic z tego nie będzie, a jednak krok po kroku rodzi się coś, czego moc poznamy w nieoczekiwanym momencie. Nie wiem, które z głównych bohaterów skradło me serce najbardziej. Nathan jest barwną postacią. Ubrany w mrok tajemnic, jakie skrywa jego przeszłość i dusza. Nie chce angażować niczego poza swoim ciałem do relacji z kobietami. Z pozoru twardy, nieustępliwy, momentami zimny jak głaz intryguje, wywołuje uczucia i zmusza do przemyślenia jego postawy i sposobu działania. Jeśli chodzi o Kalinę, to po części rozumiem jej zachowanie. Nie chce zdradzić zbyt dużo, po prostu musicie sami sprawdzić, co stało się w jej życiu i jak namieszał w nim sam Nathan. Jest jeszcze jedna mała osóbka, Sabrina. Siostra Kaliny to taki rezolutny mały rozładowywacz napięcia, który rozkocha was w sobie od pierwszej sceny ze swoim udziałem.


Tak naprawdę ludzie nie powinni oceniać innych ludzi, ale właśnie na tym teraz stał świat. Na ocenianiu, planowaniu. Nie było miejsca na błędy, które popełniamy przecież na każdym kroku. Niektórych te błędy kosztowały niewiele, ale Nathan wiedział, że z jego przeszłością każdy błąd mógł kosztować dużo.


Powieściopisarka nie oszczędza swoich bohaterów, tworząc dla nich plan pełen zawirowań i zmian, które nie zawsze są przyjemne. Tworzy świat pełen niuansów i widocznych różnic. Dzięki świetnie skonstruowanym bohaterom, ciekawej fabule i zawiłościom ich losów nie ma mowy o nudzie, słabej treści i braku iskry.



Chwyćcie ponownie powieść pisarki, która na miano królowej dramatu pracuje każdą powieścią. Wyczuwalny styl i lekkość, z jaką Kasia Haner maluje swoje powieści, pokazują, jak udaje jej się pisać świeżo i z pomysłem. Fanki jej powieści będą zachwycone, no może na końcu trochę mniej, bo jak, no jak można tak zakończyć książkę? To obfitująca w niezwykle gorące sceny powieść, w której zaskoczą was tory, jakimi podążą bohaterowie. Zmiany, niepewność i cicha nadzieja tam, gdzie z pozoru jest tylko On, sponsor chcący posiąść twoje ciało. Będziecie zadowolone.

Ocena:

Tytuł: Sponsor t.1
Cykl: Sponsor
Autor: K.N.Haner
Wydawca: Editio Red
Liczba stron:512
ISBN: 9788328338401
Data premiery: 14 listopada 2018

Adeptka- Rachel E. Carter [Premierowa]





Osiągnęłaś swój cel, stając się częścią społeczności ceniącej podobne umiejętności do twoich. Myślałaś, że poczujesz ogromną satysfakcję, jaką zazwyczaj niesie ze sobą sukces. Dopiero teraz będziesz musiała zrewidować to, czego chcesz i dla którego warto znosić tak surowe traktowanie. A może wszystko straci na znaczeniu w obliczu zagrożenia?

Ryiah udało się skończyć pierwszy rok w akademii. Tym samym spełniła swoje marzenia o dołączeniu do frakcji bojowej. Rzeczywistość nie jest jednak jasna i przyjemna. Dziewczyna musi stawić czoła nauczycielowi, którego nie znosi i dać sobie radę z ciągłymi docinkami Priscilli. Sprawy nie ułatwia napięcie między nią a Darrenem, które raz po raz zmienia się z sympatii przez nienawiść, aż do fascynacji. Dopiero teraz rozpoczyna się prawdziwa nauka, którą zaburzy śmierć jednego z uczniów z rąk wroga. Ryiah będzie musiała martwić się nie tylko o naukę i szlifowanie umiejętności, ale i zmierzyć się z wojną wiszącą w powietrzu. Czy jej umiejętności będą wystarczające?


Rachel E. Carter znowu to zrobiła. Zabrała nas do świata gdzie magia, przyjaźń i walka o honor przeplatają się z niebezpieczeństwem, złośliwymi utarczkami i spełnianiem marzeń. Czy Adeptka dorównała poziomem poprzedniemu tomowi?


Autorka zadbała o klimat i jakość, które mogliśmy poznać w pierwszym tomie, równocześnie starając się, by akcja była żywsza, a fabuła bardziej zaskakiwała. Wyszło jej to wyśmienicie. To przyjemne spotkanie z dobrze znanymi nam bohaterami, których losy toczą się powoli do przodu. Dopiero teraz powieściopisarka poszerza naszą perspektywę, dając nam większy ogląd na sytuacje państwa i niebezpieczeństwa czyhające na adeptów akademii.

Dzieje się tu sporo, a akcja nawet na moment nie staje w miejscu i nie nuży czytającego. Jest sporo magii, niekończące się tajemnice i widmo walki, które tylko motywuje adeptów do jak największych postępów. W tle walk i nauki rozgrywają się również tak ciekawiące czytelnika zależności między główną bohaterką i Darrenem oraz mszczącą się złośliwą Priscillą. To pełna humoru, iskier i niepewności mieszanka, która pochłonie was bez reszty.

Już przy poprzednim spotkaniu największą sympatią obdarzyłam Ryiah. Jej odwaga, zaciętość i wierność ideałom, w które wierzy, wzbudza podziw i bez problemu wytwarza nić porozumienia między czytelnikiem i ambitną adeptką. W jej kreacje pisarka wsadziła sporo pracy, nadając jej cechy idealnie sprawdzające się w sytuacjach, z jakimi przyjdzie się zmierzyć dziewczynie. Nie zostawia jednak w tyle pozostałych bohaterów, odkrywając fragmenty ich prawdziwych osobowości. Całość współgra ze sobą idealnie, dzięki czemu lektura Adeptki jest szybka i przyjemna. Rozwój akcji idzie w ciekawym i momentami zaskakującym kierunku.


Przyjaźń, niebezpieczeństwo, magia i odwaga godna wprawionych w boju wojowników, to podstawa powieści, która zachwyci i wciągnie do swego świata na długo. Rachel E. Carter w niezwykle płynnym i plastycznym stylu zabiera nas do świata, gdzie odwaga i wierność przyjaciołom to najwyższe i najcenniejsze umiejętności. To gratka dla fanów książek fantastycznych, w których magia jest tylko tłem, środkiem do celu i obroną przed złem. Ja czekałam z utęsknieniem na kontynuacje losów tej odważnej i zawziętej dziewczyny, w której czyha ogromna moc i nie żałuje żadnej chwili spędzonej z książką, dzięki czemu z czystym sumieniem mogę wam ją polecić.

Ocena:


Tytuł: Adeptka
Cykl: Czarny mag
Autor: Rachel E. Carter
Wydawca: Uroboros 
Liczba stron:416
ISBN:9788328061408
Data premiery: 30 stycznia 2019

wtorek, 29 stycznia 2019

Dom pełen kłamstw- Karolina Wójciak [Patronacka]



Euforia ogarniająca umysł, rozchodzące się ciepło i ekscytacja wywołująca motyle w brzuchu. Miłość może przysłonić świat, dać poczucie bezpieczeństwa, być podstawą stabilizacji. Gdy z jakiegoś powodu znika, pojawia się cierpienie i uczucie przegranej, w głowie widzisz te wszystkie znaki, które mówiły, że coś się kończy. A jeśli wszystko, co odczuwałaś to kłamstwo? Jeśli twoje życie było spektaklem, w którym tylko ty byłaś niczego nieświadoma?

Kaja miała wszystko, dom i kochającego męża Michała. Jego śmierć nie tylko trafiła jej serce, ale i usunęła grunt pod nogami, a wychodzące na jaw kłamstwa zmarłego mężczyzny to dopiero wierzchołek góry lodowej. Dochodzenie w sprawie wypadku i szereg dziwnych zachowań denata sprowadza na młodą wdowę policjanta Sebastiana, który chce pomóc w odkryciu całej prawdy. Co przyniesie ich wspólne śledztwo? Czy Kaja jest gotowa na całą prawdę o swoim życiu, jakie dzieliła z mężem?
Wszystko działo się tak szybko, a jednocześnie miałam wrażenie, jakbym zbyt wolno uciekała i reagowała. Moje przerażenie odebrało mi możliwość oceny sytuacji.

To już kolejna powieść Karoliny Wójciak, która trafiła w moje ręce i ponownie mogę napisać wam swoją opinię. Jaka ona jest?

Chyba nie może być bardziej pozytywna. Karolina ma świetne wyczucie tekstu pisanego, dzięki czemu tworzy powieści oryginalne, niezwykłe i zapadające w pamięć. Jej styl zaskakuje przy każdej styczności. Powieściopisarka włada emocjami i maluje nimi postaci jak rasowy twórca-malarz. Spotkanie z nimi to zawsze czytelnicza przyjemność. Nie jesteśmy w stanie przejrzeć ich zbyt szybko, często błędnie oceniamy czyjeś intencje, a autorka z radością miesza nam w głowach.


Wtedy widziałam to tak: oddawał się pracy, podejmował ryzyko, liczył się ze stresem, porażkami i sukcesami, robił to dla dobra firmy, dla Piotra, dla kasy. Byliśmy jak duża machina, w której wszystkie tryby pracowały bezawaryjnie

W przypadku Domu pełnego kłamstw nie było inaczej. Nieoczywista i intrygująca mieszanka obyczajówki, romansu i kryminału wciągnęła mnie bez reszty w wir zdarzeń, które niejednokrotnie pozostawiały mnie w niedowierzaniu i zmuszały do refleksji.

Musimy wraz z Kają odkryć, jaka właściwie jest prawda, która była skryta głęboko pod idealnym małżeństwem i dobrobytem i brakiem jakichkolwiek problemów. Po śmierci męża zostaje rzucona na głęboką wodę. Nagle jej życie to pasmo cierpienia, niezrozumiałych wydarzeń i samotności. Nie wie komu ufać i jak poradzić sobie w zaistniałej sytuacji. Postać Kai momentami irytowała, lecz w miarę zagłębiania się w całą historię, nie dziwiłam się żadnej reakcji kobiety.


Wyglądał dokładnie jak gliniarz z amerykańskiego filmu: jeansy, skórzana, zdarta na łokciach kurtka i lustrzane okulary przeciwsłoneczne, takie, w których widać odbicie osoby stojącej naprzeciwko. Kilkudniowy zarost na twarzy i ciemne włosy sprawiały, że przypominał aktora. Wyglądał na twardziela, co potwierdzało jego umięśnione ciało. Byłam pewna, że mógłby zabić gołymi rękami.

Karolina Wójciak zadbała o każdego z bohaterów, nadając każdemu z nich głębi i realności. Wielotorowa narracja daję nam szeroki obraz na wydarzenia. Możemy poznać emocje, jakie skrywają się zarówno za postawą Kai, jak i dowiedzieć się czegoś o policjancie prowadzącym śledztwo. Autorka znakomicie wykreowała intrygę kryminalną, która jest podstawą powieści i nadaje jej ciekawej formy. To nie lada przyjemność dla fanów gatunku, lubujących się w dopracowanych, pokręconych i nieoczywistych zagadkach. Połączenie jej z wątkiem romansowym, który nie wybija się nadto przed szereg i jest bardzo naturalnie poprowadzony to świetny pomysł. Całość dopełniona warstwą obyczajową, która porusza ważne aspekty życia tj. żałoba, trudne relacje na linii matka-córka czy model świata, w którym rządzi patriarchat.


Mogłabym pisać o tym tytule długo, ale wiem, że nie uda mi się zawrzeć wszystkich ciekawych i wartych uwagi elementów. To wielowątkowa historia, której nie da się wrzucić w żadne ramy. Każdy odkryje w niej coś, co go przyciągnie. Autorka zagwarantuje wam podróż pełną tajemnic, chwil na zastanowienie i całą masą zaskoczenia. Ja gwarantuje, że nie zapomnicie tej powieści długo i zakochacie się w nieprzewidywalnym i pełnym emocji stylu Karoliny Wójciak.

Ocena: 

Tytuł: Dom pełen kłamstw
Autor: Karolina Wójciak
Wydawca: Karolina Wójciak
Liczba stron:532
ISBN:9788394801342
Data premiery: 14 listopada 2018

poniedziałek, 28 stycznia 2019

Tylko żywi mogą umrzeć- D.B.Foryś



Codziennie zmagasz się ze swoimi wewnętrznymi demonami, każdorazowo wybierając między dobrem a złem. Twoje decyzje nie nakreślają twego wnętrza na stałe, zmieniając się w zależności od sytuacji, z jaką przychodzi ci się zmierzyć. Twoją siłą jest posiadanie wyboru, wolnej woli, która nie czyni cię oczywistym. Tylko co zrobić, gdy demon w nas chce przejąć władzę i stać się twoim jedynym obliczem?

Taka mała rada na przyszłość: jeśli kiedykolwiek zadzwoni do was były facet, by poinformować o dziwacznej kradzieży starego krzyża - za cholerę nie idźcie tą drogą!

Tessa Brown prowadzi podwójne życie. Za dnia pracuje jako barmanka, dzięki czemu ma nienormowany czas pracy, którego potrzebuje do swojego drugiego zajęcia. Nocą wciela się w krwiożerczą łowczynię demonów. Potrafi wyczuć ich obecność i pokonać lub zniszczyć w zależności od sytuacji. Jej umiejętności to część jej pochodzenia, druga natura, która nie zawsze okazuje się błogosławieństwem. Nie tylko skrywany we wnętrzu demon staje się jej zmorą. W powietrzu czuć bowiem poruszenie i nieuchronne zmiany. Kobieta będzie musiała wykorzystać cięty język odziedziczony po ojcu demonie i niezwykłą siłę, by misja ocalenia świata zakończyła się sukcesem. Nic prostszego. Pozostaje zebrać grupę przyjaciół, którzy będą towarzyszyć jej w drodze do celu. Co przyniesie ta wyprawa? Czy Tessa odnajdzie wszystkie artefakty gwarantujące sukces podróży?

Nie potrafiłam powstrzymać głośnego odgłosu zadowolenia, kiedy poczułam na skórze upragniony dreszcz zwiastujący powrót demonicznej duszy do Podziemi. To było jak tysiące małych piórek, które wędrowały od stóp aż po sam czubek głowy, łaskocząc wszystkie zakończenia nerwowe. Cholernie uzależniające doznanie. Relaks lepszy niż masaż. Moje darmowe spa.


Na twórczość D.B.Foryś natrafiłam przypadkiem. Poszukując nowych, ciekawych opowieści natknęłam się na kilka fragmentów, które ciekawie nakreślały styl autorki i dawały nadzieje na wspaniałą i jakże smaczną przygodę w świecie fantasy. Czy właśnie taką podróż odbyłam czytając „Tylko żywi mogą umrzeć"?

Dostałam o wiele więcej niż mogłam sobie wyobrazić, a powiem szczerze, że już sama okładka nadawała tempo i jakość moich marzeń co do powieści D.B. Foryś. Wysoko postawiona poprzeczka pozostała daleko w tyle już po pierwszych stronach powieści. Pierwsze nasuwające się zdanie, gdy na myśl przywodzę ten tytuł to... Ale to było genialne, ale do rzeczy. Co tak mnie urzekło?


Przede wszystkim styl autorki, która z niesamowitym wyczuciem kreuje świat i bohaterów, a jej pomysł na fabułę rozwala system. Powieściopisarka potrafi połączyć mocną i płynnie sunącą akcje z tak ogromną dawką humoru, że będziecie ubiegać się o odszkodowanie za ból brzucha i szczęki. Sama zaśmiewałam się co chwile, dzięki niesamowitym dialogom, które nie są ani trochę sztuczne czy napompowane oraz kreacji bohaterów, która nie pozostawia czytelnikowi wyboru, po prostu trzeba ich polubić. Tessa to jedna z najbardziej wyrazistych i nietuzinkowych bohaterek powieści, jakie poznałam. Jej odwaga, podejście do wielu spraw i cięty język oraz poczucie humoru to mieszanka wybuchowa. Swoją postawą ubarwia całą historię, napędza akcje i nie pozwala na nudę. Jej demoniczna natura to dodatkowy atut, który wprowadza świeżość, dynamikę i tajemniczość.

Każdy jego ruch przybliżał mnie do zagubienia i oderwania od rzeczywistości. Sprawiał, że poza nami nie istniał świat. Jedyną realną rzecz stanowiliśmy wyłącznie my oraz nasze demony. Podniosłam się. Przylgnęłam do niego w chwili spełnienia, by móc zobaczyć bursztynowe spojrzenie. Działało na mnie jak narkotyk. Moja prywatna heroina. Odurzałam się nim i kompletnie uzależniałam. Byłam na kilianowym haju.


Z pomocą przychodzą jej nie mniej urokliwi przyjaciele, którzy dopełniają całości i podkreślają humor i jakość powieści. Ich różnorodność nadaje głębi, a podkreślając różnice, autorka uzyskała niesztampowy obraz przyjaźni, który na tle walki o nasz świat wypada po prostu świetnie. Gabe, Deamon, Leo i nawet Remi bezsprzecznie podbiją wasze serca i z przyjemnością powiodą przez historię, która jest mroczna, zabawna i zabija finałem tego tomu. Ale, ale, nie mogę zapomnieć o Kilianie, który skradł me serce swoim upodobaniem do słodyczy i podejściem do samej Tessy. To tak przyjemny i uroczy demon, że nie zapomnicie go długo, a sympatia zmieni się w uczucie, prawie tak niezauważalnie, jak w przypadku jego znajomości z Tess. Masa przekomarzanek, ciekawie poprowadzony wątek romansu, który niczym tło scala się z całością to nic innego jak powieść, którą musicie przeczytać.


Gdy wyczuwam w tłumie demoniczną energię, rozpoznaję swój cel po tym, że wygląda, jakby kroczył wśród cieni. Jest niewyraźny, jak gdyby spowijała go mgła.

Tylko żywi mogą umrzeć to mieszanka wybuchowa, która sprawdzi się w przypadku miłośników fantastyki, romansu i tych ceniących humor. Autorka rozbudziła moją ciekawość, odkryła mroczną część duszy i uwolniła pokłady humoru. Od dawna nie bawiłam się tak dobrze z żadną powieścią. Pochłonie was niezauważalnie i bezboleśnie, wszczepiając wam miłość do stylu pisarki i powoli uzależniając od bohaterów, ich ciętych ripost i iskier krążących między nimi. Jestem zachwycona i załamana jednocześnie. Całość skradła me serce, równocześnie miażdżąc duszę, która musi czekać na kontynuacje. To co, czekacie ze mną?

Ocena:

Tytuł: Tylko żywi mogą umrzeć
Cykl: Tessa Brown
Autor: D.B.Foryś
Wydawnictwo: E-bookowo.pl
Liczba stron: 388
ISBN:9788378599944
Data premiery: 30 listopada 2018