Menu

środa, 30 stycznia 2019

Sponsor- K.N.Haner


Plany, marzenia i konkretne działania pozwalające zmierzać ku pewnej przyszłości. To tak niewiele elementów potrzebnych do stworzenia szczęścia, a jednak i ich posiadanie może zmylić, zniszczyć i pozostawić w sercu niepewność, a w umyśle chaos. Uczucia rodzące się wśród zgliszczy poprzednich żyć. Czy można zbudować z nich coś trwałego?

Śnieg, mróz, dwa gorące oddechy, dwa gorące zagubione serca i tylko jeden cel... Walka o uczucie i miłość, która rodziła się miedzy nimi w zaskakująco szybkim tempie.


Kalina nie narzekała na swoje życie. Mieszkała z rodzicami i młodszą siostrą, uczyła się, by wykonać założony przez siebie plan na przyszłość. Nie zawraca sobie głowy relacjami z mężczyznami, wciąż zarzekając się, że to nie jej czas. Los ma jednak dla niej inny plan, który najpierw zakłada kilka trzęsień ziemi. Jeden dzień, który odmieni jej plany raz na zawsze, a w jej życie poza chaosem wkroczy też On. Nathan Collins ma wszystko. Pozycje, pieniądze i powodzenie u kobiet. Jego życie składa się z prostych zasad i przejrzystych układów, z których on sam sporo czerpie. Gdy pod koła jego samochodu wpada młoda dziewczyna, zachowuje się jak należy, do momentu, w którym z jego ust pada propozycja. Czy Nathan ma do zaoferowania dziewczynie coś ponad powierzchowną relację? Jak poradzi sobie Kalina w obliczu nowych planów na przyszłość? Czy tych dwoje jest w stanie odnaleźć w sobie to, czego naprawdę potrzebują?



K.N.Haner jest mistrzynią trzymania w napięciu, podnoszenia ciśnienia i wywoływania niepohamowanych kaskad tzw. łaciny podwórkowej. Czy przy lekturze Sponsora odczuwałam choć jedną z tych rzeczy?


I może to wszystko, co mówię, jest głupie i niedojrzałe, ale dla mnie to właśnie jest miłość. Czuć się przy kimś wyjątkowo, nawet jeśli jest się najzwyklejszą dziewczyną na świecie.


Bezsprzecznie uwielbiam tę historię. Losy Nathana i Kaliny poznawałam fragmentami już na blogu i fp autorki. Nie przygotowało mnie to jednak na tak silne emocje, jakie towarzyszyły mi podczas kilku godzin spędzonych z powyższym tytułem. Wyrazisty i dość nietypowy pomysł na fabułę autorka połączyła z ciekawą kreacją bohaterów, którzy niejednokrotnie są sprawcami podwyższonego ciśnienia. Oj tak momentami byłam bliska wylewu. To dzięki łatwości, z jaką można wczuć się w samą historię i postawę poszczególnych postaci, które obdarzyłam sympatią z niezwykłą lekkością. Oczywiście nie zawsze zgadzałam się z ich postawą, jednak coś w nich sprawiało, że szybko puszczałam ich wady w niepamięć, rozkoszując się emocjami, żywym ogniem, jaki pojawia się pomiędzy nimi.





Ich relacja jest trudna, niejednoznaczna, pełna tajemnic i niedomówień. Wszystko aż krzyczy, że nic z tego nie będzie, a jednak krok po kroku rodzi się coś, czego moc poznamy w nieoczekiwanym momencie. Nie wiem, które z głównych bohaterów skradło me serce najbardziej. Nathan jest barwną postacią. Ubrany w mrok tajemnic, jakie skrywa jego przeszłość i dusza. Nie chce angażować niczego poza swoim ciałem do relacji z kobietami. Z pozoru twardy, nieustępliwy, momentami zimny jak głaz intryguje, wywołuje uczucia i zmusza do przemyślenia jego postawy i sposobu działania. Jeśli chodzi o Kalinę, to po części rozumiem jej zachowanie. Nie chce zdradzić zbyt dużo, po prostu musicie sami sprawdzić, co stało się w jej życiu i jak namieszał w nim sam Nathan. Jest jeszcze jedna mała osóbka, Sabrina. Siostra Kaliny to taki rezolutny mały rozładowywacz napięcia, który rozkocha was w sobie od pierwszej sceny ze swoim udziałem.


Tak naprawdę ludzie nie powinni oceniać innych ludzi, ale właśnie na tym teraz stał świat. Na ocenianiu, planowaniu. Nie było miejsca na błędy, które popełniamy przecież na każdym kroku. Niektórych te błędy kosztowały niewiele, ale Nathan wiedział, że z jego przeszłością każdy błąd mógł kosztować dużo.


Powieściopisarka nie oszczędza swoich bohaterów, tworząc dla nich plan pełen zawirowań i zmian, które nie zawsze są przyjemne. Tworzy świat pełen niuansów i widocznych różnic. Dzięki świetnie skonstruowanym bohaterom, ciekawej fabule i zawiłościom ich losów nie ma mowy o nudzie, słabej treści i braku iskry.



Chwyćcie ponownie powieść pisarki, która na miano królowej dramatu pracuje każdą powieścią. Wyczuwalny styl i lekkość, z jaką Kasia Haner maluje swoje powieści, pokazują, jak udaje jej się pisać świeżo i z pomysłem. Fanki jej powieści będą zachwycone, no może na końcu trochę mniej, bo jak, no jak można tak zakończyć książkę? To obfitująca w niezwykle gorące sceny powieść, w której zaskoczą was tory, jakimi podążą bohaterowie. Zmiany, niepewność i cicha nadzieja tam, gdzie z pozoru jest tylko On, sponsor chcący posiąść twoje ciało. Będziecie zadowolone.

Ocena:

Tytuł: Sponsor t.1
Cykl: Sponsor
Autor: K.N.Haner
Wydawca: Editio Red
Liczba stron:512
ISBN: 9788328338401
Data premiery: 14 listopada 2018

Adeptka- Rachel E. Carter [Premierowa]





Osiągnęłaś swój cel, stając się częścią społeczności ceniącej podobne umiejętności do twoich. Myślałaś, że poczujesz ogromną satysfakcję, jaką zazwyczaj niesie ze sobą sukces. Dopiero teraz będziesz musiała zrewidować to, czego chcesz i dla którego warto znosić tak surowe traktowanie. A może wszystko straci na znaczeniu w obliczu zagrożenia?

Ryiah udało się skończyć pierwszy rok w akademii. Tym samym spełniła swoje marzenia o dołączeniu do frakcji bojowej. Rzeczywistość nie jest jednak jasna i przyjemna. Dziewczyna musi stawić czoła nauczycielowi, którego nie znosi i dać sobie radę z ciągłymi docinkami Priscilli. Sprawy nie ułatwia napięcie między nią a Darrenem, które raz po raz zmienia się z sympatii przez nienawiść, aż do fascynacji. Dopiero teraz rozpoczyna się prawdziwa nauka, którą zaburzy śmierć jednego z uczniów z rąk wroga. Ryiah będzie musiała martwić się nie tylko o naukę i szlifowanie umiejętności, ale i zmierzyć się z wojną wiszącą w powietrzu. Czy jej umiejętności będą wystarczające?


Rachel E. Carter znowu to zrobiła. Zabrała nas do świata gdzie magia, przyjaźń i walka o honor przeplatają się z niebezpieczeństwem, złośliwymi utarczkami i spełnianiem marzeń. Czy Adeptka dorównała poziomem poprzedniemu tomowi?


Autorka zadbała o klimat i jakość, które mogliśmy poznać w pierwszym tomie, równocześnie starając się, by akcja była żywsza, a fabuła bardziej zaskakiwała. Wyszło jej to wyśmienicie. To przyjemne spotkanie z dobrze znanymi nam bohaterami, których losy toczą się powoli do przodu. Dopiero teraz powieściopisarka poszerza naszą perspektywę, dając nam większy ogląd na sytuacje państwa i niebezpieczeństwa czyhające na adeptów akademii.

Dzieje się tu sporo, a akcja nawet na moment nie staje w miejscu i nie nuży czytającego. Jest sporo magii, niekończące się tajemnice i widmo walki, które tylko motywuje adeptów do jak największych postępów. W tle walk i nauki rozgrywają się również tak ciekawiące czytelnika zależności między główną bohaterką i Darrenem oraz mszczącą się złośliwą Priscillą. To pełna humoru, iskier i niepewności mieszanka, która pochłonie was bez reszty.

Już przy poprzednim spotkaniu największą sympatią obdarzyłam Ryiah. Jej odwaga, zaciętość i wierność ideałom, w które wierzy, wzbudza podziw i bez problemu wytwarza nić porozumienia między czytelnikiem i ambitną adeptką. W jej kreacje pisarka wsadziła sporo pracy, nadając jej cechy idealnie sprawdzające się w sytuacjach, z jakimi przyjdzie się zmierzyć dziewczynie. Nie zostawia jednak w tyle pozostałych bohaterów, odkrywając fragmenty ich prawdziwych osobowości. Całość współgra ze sobą idealnie, dzięki czemu lektura Adeptki jest szybka i przyjemna. Rozwój akcji idzie w ciekawym i momentami zaskakującym kierunku.


Przyjaźń, niebezpieczeństwo, magia i odwaga godna wprawionych w boju wojowników, to podstawa powieści, która zachwyci i wciągnie do swego świata na długo. Rachel E. Carter w niezwykle płynnym i plastycznym stylu zabiera nas do świata, gdzie odwaga i wierność przyjaciołom to najwyższe i najcenniejsze umiejętności. To gratka dla fanów książek fantastycznych, w których magia jest tylko tłem, środkiem do celu i obroną przed złem. Ja czekałam z utęsknieniem na kontynuacje losów tej odważnej i zawziętej dziewczyny, w której czyha ogromna moc i nie żałuje żadnej chwili spędzonej z książką, dzięki czemu z czystym sumieniem mogę wam ją polecić.

Ocena:


Tytuł: Adeptka
Cykl: Czarny mag
Autor: Rachel E. Carter
Wydawca: Uroboros 
Liczba stron:416
ISBN:9788328061408
Data premiery: 30 stycznia 2019

wtorek, 29 stycznia 2019

Dom pełen kłamstw- Karolina Wójciak [Patronacka]



Euforia ogarniająca umysł, rozchodzące się ciepło i ekscytacja wywołująca motyle w brzuchu. Miłość może przysłonić świat, dać poczucie bezpieczeństwa, być podstawą stabilizacji. Gdy z jakiegoś powodu znika, pojawia się cierpienie i uczucie przegranej, w głowie widzisz te wszystkie znaki, które mówiły, że coś się kończy. A jeśli wszystko, co odczuwałaś to kłamstwo? Jeśli twoje życie było spektaklem, w którym tylko ty byłaś niczego nieświadoma?

Kaja miała wszystko, dom i kochającego męża Michała. Jego śmierć nie tylko trafiła jej serce, ale i usunęła grunt pod nogami, a wychodzące na jaw kłamstwa zmarłego mężczyzny to dopiero wierzchołek góry lodowej. Dochodzenie w sprawie wypadku i szereg dziwnych zachowań denata sprowadza na młodą wdowę policjanta Sebastiana, który chce pomóc w odkryciu całej prawdy. Co przyniesie ich wspólne śledztwo? Czy Kaja jest gotowa na całą prawdę o swoim życiu, jakie dzieliła z mężem?
Wszystko działo się tak szybko, a jednocześnie miałam wrażenie, jakbym zbyt wolno uciekała i reagowała. Moje przerażenie odebrało mi możliwość oceny sytuacji.

To już kolejna powieść Karoliny Wójciak, która trafiła w moje ręce i ponownie mogę napisać wam swoją opinię. Jaka ona jest?

Chyba nie może być bardziej pozytywna. Karolina ma świetne wyczucie tekstu pisanego, dzięki czemu tworzy powieści oryginalne, niezwykłe i zapadające w pamięć. Jej styl zaskakuje przy każdej styczności. Powieściopisarka włada emocjami i maluje nimi postaci jak rasowy twórca-malarz. Spotkanie z nimi to zawsze czytelnicza przyjemność. Nie jesteśmy w stanie przejrzeć ich zbyt szybko, często błędnie oceniamy czyjeś intencje, a autorka z radością miesza nam w głowach.


Wtedy widziałam to tak: oddawał się pracy, podejmował ryzyko, liczył się ze stresem, porażkami i sukcesami, robił to dla dobra firmy, dla Piotra, dla kasy. Byliśmy jak duża machina, w której wszystkie tryby pracowały bezawaryjnie

W przypadku Domu pełnego kłamstw nie było inaczej. Nieoczywista i intrygująca mieszanka obyczajówki, romansu i kryminału wciągnęła mnie bez reszty w wir zdarzeń, które niejednokrotnie pozostawiały mnie w niedowierzaniu i zmuszały do refleksji.

Musimy wraz z Kają odkryć, jaka właściwie jest prawda, która była skryta głęboko pod idealnym małżeństwem i dobrobytem i brakiem jakichkolwiek problemów. Po śmierci męża zostaje rzucona na głęboką wodę. Nagle jej życie to pasmo cierpienia, niezrozumiałych wydarzeń i samotności. Nie wie komu ufać i jak poradzić sobie w zaistniałej sytuacji. Postać Kai momentami irytowała, lecz w miarę zagłębiania się w całą historię, nie dziwiłam się żadnej reakcji kobiety.


Wyglądał dokładnie jak gliniarz z amerykańskiego filmu: jeansy, skórzana, zdarta na łokciach kurtka i lustrzane okulary przeciwsłoneczne, takie, w których widać odbicie osoby stojącej naprzeciwko. Kilkudniowy zarost na twarzy i ciemne włosy sprawiały, że przypominał aktora. Wyglądał na twardziela, co potwierdzało jego umięśnione ciało. Byłam pewna, że mógłby zabić gołymi rękami.

Karolina Wójciak zadbała o każdego z bohaterów, nadając każdemu z nich głębi i realności. Wielotorowa narracja daję nam szeroki obraz na wydarzenia. Możemy poznać emocje, jakie skrywają się zarówno za postawą Kai, jak i dowiedzieć się czegoś o policjancie prowadzącym śledztwo. Autorka znakomicie wykreowała intrygę kryminalną, która jest podstawą powieści i nadaje jej ciekawej formy. To nie lada przyjemność dla fanów gatunku, lubujących się w dopracowanych, pokręconych i nieoczywistych zagadkach. Połączenie jej z wątkiem romansowym, który nie wybija się nadto przed szereg i jest bardzo naturalnie poprowadzony to świetny pomysł. Całość dopełniona warstwą obyczajową, która porusza ważne aspekty życia tj. żałoba, trudne relacje na linii matka-córka czy model świata, w którym rządzi patriarchat.


Mogłabym pisać o tym tytule długo, ale wiem, że nie uda mi się zawrzeć wszystkich ciekawych i wartych uwagi elementów. To wielowątkowa historia, której nie da się wrzucić w żadne ramy. Każdy odkryje w niej coś, co go przyciągnie. Autorka zagwarantuje wam podróż pełną tajemnic, chwil na zastanowienie i całą masą zaskoczenia. Ja gwarantuje, że nie zapomnicie tej powieści długo i zakochacie się w nieprzewidywalnym i pełnym emocji stylu Karoliny Wójciak.

Ocena: 

Tytuł: Dom pełen kłamstw
Autor: Karolina Wójciak
Wydawca: Karolina Wójciak
Liczba stron:532
ISBN:9788394801342
Data premiery: 14 listopada 2018

poniedziałek, 28 stycznia 2019

Tylko żywi mogą umrzeć- D.B.Foryś



Codziennie zmagasz się ze swoimi wewnętrznymi demonami, każdorazowo wybierając między dobrem a złem. Twoje decyzje nie nakreślają twego wnętrza na stałe, zmieniając się w zależności od sytuacji, z jaką przychodzi ci się zmierzyć. Twoją siłą jest posiadanie wyboru, wolnej woli, która nie czyni cię oczywistym. Tylko co zrobić, gdy demon w nas chce przejąć władzę i stać się twoim jedynym obliczem?

Taka mała rada na przyszłość: jeśli kiedykolwiek zadzwoni do was były facet, by poinformować o dziwacznej kradzieży starego krzyża - za cholerę nie idźcie tą drogą!

Tessa Brown prowadzi podwójne życie. Za dnia pracuje jako barmanka, dzięki czemu ma nienormowany czas pracy, którego potrzebuje do swojego drugiego zajęcia. Nocą wciela się w krwiożerczą łowczynię demonów. Potrafi wyczuć ich obecność i pokonać lub zniszczyć w zależności od sytuacji. Jej umiejętności to część jej pochodzenia, druga natura, która nie zawsze okazuje się błogosławieństwem. Nie tylko skrywany we wnętrzu demon staje się jej zmorą. W powietrzu czuć bowiem poruszenie i nieuchronne zmiany. Kobieta będzie musiała wykorzystać cięty język odziedziczony po ojcu demonie i niezwykłą siłę, by misja ocalenia świata zakończyła się sukcesem. Nic prostszego. Pozostaje zebrać grupę przyjaciół, którzy będą towarzyszyć jej w drodze do celu. Co przyniesie ta wyprawa? Czy Tessa odnajdzie wszystkie artefakty gwarantujące sukces podróży?

Nie potrafiłam powstrzymać głośnego odgłosu zadowolenia, kiedy poczułam na skórze upragniony dreszcz zwiastujący powrót demonicznej duszy do Podziemi. To było jak tysiące małych piórek, które wędrowały od stóp aż po sam czubek głowy, łaskocząc wszystkie zakończenia nerwowe. Cholernie uzależniające doznanie. Relaks lepszy niż masaż. Moje darmowe spa.


Na twórczość D.B.Foryś natrafiłam przypadkiem. Poszukując nowych, ciekawych opowieści natknęłam się na kilka fragmentów, które ciekawie nakreślały styl autorki i dawały nadzieje na wspaniałą i jakże smaczną przygodę w świecie fantasy. Czy właśnie taką podróż odbyłam czytając „Tylko żywi mogą umrzeć"?

Dostałam o wiele więcej niż mogłam sobie wyobrazić, a powiem szczerze, że już sama okładka nadawała tempo i jakość moich marzeń co do powieści D.B. Foryś. Wysoko postawiona poprzeczka pozostała daleko w tyle już po pierwszych stronach powieści. Pierwsze nasuwające się zdanie, gdy na myśl przywodzę ten tytuł to... Ale to było genialne, ale do rzeczy. Co tak mnie urzekło?


Przede wszystkim styl autorki, która z niesamowitym wyczuciem kreuje świat i bohaterów, a jej pomysł na fabułę rozwala system. Powieściopisarka potrafi połączyć mocną i płynnie sunącą akcje z tak ogromną dawką humoru, że będziecie ubiegać się o odszkodowanie za ból brzucha i szczęki. Sama zaśmiewałam się co chwile, dzięki niesamowitym dialogom, które nie są ani trochę sztuczne czy napompowane oraz kreacji bohaterów, która nie pozostawia czytelnikowi wyboru, po prostu trzeba ich polubić. Tessa to jedna z najbardziej wyrazistych i nietuzinkowych bohaterek powieści, jakie poznałam. Jej odwaga, podejście do wielu spraw i cięty język oraz poczucie humoru to mieszanka wybuchowa. Swoją postawą ubarwia całą historię, napędza akcje i nie pozwala na nudę. Jej demoniczna natura to dodatkowy atut, który wprowadza świeżość, dynamikę i tajemniczość.

Każdy jego ruch przybliżał mnie do zagubienia i oderwania od rzeczywistości. Sprawiał, że poza nami nie istniał świat. Jedyną realną rzecz stanowiliśmy wyłącznie my oraz nasze demony. Podniosłam się. Przylgnęłam do niego w chwili spełnienia, by móc zobaczyć bursztynowe spojrzenie. Działało na mnie jak narkotyk. Moja prywatna heroina. Odurzałam się nim i kompletnie uzależniałam. Byłam na kilianowym haju.


Z pomocą przychodzą jej nie mniej urokliwi przyjaciele, którzy dopełniają całości i podkreślają humor i jakość powieści. Ich różnorodność nadaje głębi, a podkreślając różnice, autorka uzyskała niesztampowy obraz przyjaźni, który na tle walki o nasz świat wypada po prostu świetnie. Gabe, Deamon, Leo i nawet Remi bezsprzecznie podbiją wasze serca i z przyjemnością powiodą przez historię, która jest mroczna, zabawna i zabija finałem tego tomu. Ale, ale, nie mogę zapomnieć o Kilianie, który skradł me serce swoim upodobaniem do słodyczy i podejściem do samej Tessy. To tak przyjemny i uroczy demon, że nie zapomnicie go długo, a sympatia zmieni się w uczucie, prawie tak niezauważalnie, jak w przypadku jego znajomości z Tess. Masa przekomarzanek, ciekawie poprowadzony wątek romansu, który niczym tło scala się z całością to nic innego jak powieść, którą musicie przeczytać.


Gdy wyczuwam w tłumie demoniczną energię, rozpoznaję swój cel po tym, że wygląda, jakby kroczył wśród cieni. Jest niewyraźny, jak gdyby spowijała go mgła.

Tylko żywi mogą umrzeć to mieszanka wybuchowa, która sprawdzi się w przypadku miłośników fantastyki, romansu i tych ceniących humor. Autorka rozbudziła moją ciekawość, odkryła mroczną część duszy i uwolniła pokłady humoru. Od dawna nie bawiłam się tak dobrze z żadną powieścią. Pochłonie was niezauważalnie i bezboleśnie, wszczepiając wam miłość do stylu pisarki i powoli uzależniając od bohaterów, ich ciętych ripost i iskier krążących między nimi. Jestem zachwycona i załamana jednocześnie. Całość skradła me serce, równocześnie miażdżąc duszę, która musi czekać na kontynuacje. To co, czekacie ze mną?

Ocena:

Tytuł: Tylko żywi mogą umrzeć
Cykl: Tessa Brown
Autor: D.B.Foryś
Wydawnictwo: E-bookowo.pl
Liczba stron: 388
ISBN:9788378599944
Data premiery: 30 listopada 2018


środa, 23 stycznia 2019

Ostatnie królestwo-Bernard Cornwell



Życie stawia przed nami wybory. Ciężkie, nielogiczne i jawiące się niczym męczarnie dla naszego umysłu. Jeśli to my tracimy, jesteśmy w stanie się podnieść i dokonać wyboru. Niby proste, do czasu kiedy wybór spowoduje upadek tego, co jest ważne dla ciebie, dotyczy twoich bliskich, zahacza o to, co zostało ci wpojone. Co wybrać, gdy na szali leży twoje pochodzenie i twoja teraźniejszość?

IX wiek. Czasy należące do Wikingów i ich krwawo-szalbierczych podbojów ziem angielskich. Uhtred, syn ealdormana Northumbrii, zostaje wzięty do niewoli po śmierci swego ojca, który zginął z rąk najeźdźców. Chłopiec dość szybko dostosuje się do sytuacji i sposobu wychowania, jakie zapewni mu jarl Ragnar z rodziną. Pobierając nauki i ucząc się na wojownika Uhtred wtapia się w środowisko, w którym przyszło mu żyć. Los bywa jednak złośliwy, a przeszłość choćbyśmy chcieli, nie daje o sobie zapomnieć. Uhtred stanie przed wyborem, który może zniszczyć jego i wszystko, co było dla niego domem przez ostatnie lata. Jakich dokona wyborów? Co poświęci?
Historie Wikingów od zawsze wywołują u mnie masę emocji. Nic więc dziwnego, że Ostatnie królestwo znalazło się na mojej liście do przeczytania. Czy powieść spełniła moje oczekiwania?

Z przykrością muszę stwierdzić, że Ostatnie królestwo ma sporą wadę, a mianowicie strasznie szybko się kończy. Nawet nie wiem, kiedy stało się tak, że przeszłam na sam koniec, męcząc się przez chwilę na początku z przyswojeniem nazw. Ta historia płynie swoim życiem, gdzieś po drodze wciągając w ten wir czytelnika, Cornwell zawiera w swej opowieści prawdę, naturalność i prostotę, łącząc ze sobą emocje i historie. Powieściopisarz już nie raz ujął mnie swoim barwnym i prostolinijnym stylem, który nie męczy, a wręcz porywa do dalszego czytania.
Sporym plusem są oczywiście bohaterowie, którym Bernard Cornwell ofiarował barwne charaktery i tchnął w nich naturalność. To ich zachowania, decyzje i codzienność wraz z malowniczymi opisami walk i potyczek między Wikingami i Anglikami tak mocno wyryją się w pamięci czytelnika.

Uhtred od początku musi zmagać się z wieloma przeciwnościami losu, które krok po kroku doprowadzają go do najważniejszej decyzji w całym jego życiu. Śmierć ojca, wzięcie w niewole i lata spędzone w duchu praktyk innego narodu. Pozornie podporządkowuje się sytuacji, w której przyszło mu żyć, jednak do końca nie wiemy, po czyjej stronie się opowie.
Autor umiejętnie i bardzo finezyjnie wprowadza nas w świat wojen, oblężeń i zmian terytorialnych. Z niezwykłą łatwością miesza ze sobą, z pozoru niepasujące elementy tworząc opowieść porywającą, pełną emocji i mocnych, świetnie rozpisanych bitew. Zabiera czytelnika w podróż w czasie, pozwala poznać miejsca i wydarzenia, których historia może być podana ciekawie i dynamicznie.

Smuci, że Ostatnie królestwo jest tak krótkie i jest tylko wstępem do całej masy walk, tajemnic i emocji. Na szczęście to jeszcze nie koniec snucia opowieści z mgły i słonej wody, których można słuchać wraz z szumem spienionych fal uderzających o duńskie statki sprzed wieków. Już niedługo wasze półki upiększy cała seria, która zachwyca prostotą okładki, a wy wypłyniecie na szerokie wody pełne statków Wikingów. Polecam każdemu, kto uwielbia historię, przygody i brzęk zderzających się mieczy.


Ocena: 


Tytuł: Ostatnie królestwo
Cykl: Wojny Wikingów
Autor: Bernard Cornwell
Wydawca: Otwarte
Liczba stron:488
ISBN:9788375154955
Data Premiery: 14 stycznia 2019

poniedziałek, 21 stycznia 2019

Geekerella-Ashley Poston



Spójrz w gwiazdy. Obierz kurs. Leć.

Los nie rozdziela po równo. Czasem wydaje się nam, że inni mają lepiej, więcej, prościej a rzeczywistość tylko w naszym przypadku przypomina Czarną Mgławice pochłaniającą pokłady naszego szczęścia. Takie myślenie skłania najczęściej do trwania w zawieszeniu, gdyż lęk przed porażką jest bardziej bolesny niż trwanie w męczącym tu i teraz.


Pozory, to element, który bezsprzecznie króluje w życiu Danielle, której życie upływa na spełnianiu zachcianek macochy i ułatwianiu codzienności jej córkom. Każdego dnia działa według misternie ułożonego planu, pilnując by na idealnym wizerunku jej rodziny, zbudowanym przez Catherine, nie pojawiła się żadna rysa oprócz niej samej. Dziewczyna ma kilka tajemnic przed wścibską macochą. Jedną z nich jest wielbienie serialu Starfield i prowadzenie bloga pod pseudonimem, na którym dzieli się swoimi analizami i miłością do serialu z innymi fanami. Bycie częścią fandomu pomogło dziewczynie pozbierać się po śmierci Ojca, który nie tylko wielbił serial, ale i stworzył konwent dla miłośników wszystkich historii, żywo wyjętych spomiędzy stronic komiksów.
 Gdy nadchodzi dzień, w którym mają ogłosić obsadę do filmu na podstawie serialu Danielle jeszcze nie podejrzewa, że gwiazdy mają dla niej plan. Wybór aktora do głównej roli i jeden pomyłkowy telefon zmienią zwykłą monotonię dziewczyny i pozwolą na zmianę kierunku. Czy uda jej się pokonać uprzedzenia, odnaleźć życzliwych sobie ludzi i odczarować zły los?


Uwielbiam wszelkie odsłony i świeże spojrzenia na motyw kopciuszka w książkach. Czy z Geekerellą było podobnie?

Może faktycznie wszystko umiera-ale może w jakiś sposób wszystko,co umiera,pewnego dnia wraca.

Chwilę potrwało, zanim historia wciągnęła mnie na dobre, jednak finalnie zakochałam się w magii ukrytej między stronicami. Po pierwsze główna bohaterka, która nie tylko na charakter i cięty język, ale i wiarę we własne osądy. Bardzo długo zdaje się samowystarczalna, bojąc się odtrącenia i straty kogoś bliskiego. Otacza ją złośliwość i brak empatii, jednak ona sama nie traci szacunku do innych i wspiera słabszych od siebie. Odnajduje siłę w serialu, który wciąż jest żywą cząstką wspomnień o ojcu i stanowi dla niej odskocznię od rzeczywistości. Poza Danielle poznajemy również Dariena, który, choć ma dwoje rodziców, tkwi w próżni otoczony samotnością, ludźmi z planów filmowych i fankami. Przyjęcie głównej roli w filmie na podstawie Starfield jest dla niego ucieczką, spełnieniem marzeń i odpowiedzialnością w jednym. Stojąc u progu wielkiej szansy, musi zmierzyć się ze swoimi słabościami, rozliczyć się z przeszłością i odnaleźć prawdziwy sens w tym, co robi.

Przenikanie się światów tej dwójki to gwarancja dużej dawki humoru, mnóstwa gaf i pomyłek, a także rodzącego się uczucia. Jednak Geekerella to nie tylko główni bohaterowie, których los połączy dzięki miłości do serialu. To również szeroko pojęty fandom, który na łamach powieści przedstawiono w różnych odsłonach. To wspaniałe i pokrzepiające, gdy fani książki, serialu czy komiksu łączą się i razem przeżywają przygody swoich ulubionych bohaterów. Autorka świetnie wczuła się w klimat panujący na forach, to jak szybko reakcje na newsy dotyczące danej serii przekazywane są dalej i jak pomocni i życzliwi potrafią być członkowie takich społeczności. Jest jeszcze sam konwent, który jest chyba marzeniem każdego prawdziwego fana oraz zjawisko cosplayów, czyli nic innego jak wcielenie się w ulubioną postać.

Oczywiście, że nie jest prawdziwy. Przecież wiem o tym. [...] Jednak postaci — Carmindor, księżniczka Amara, Euci, nawet król Noxów — były moimi przyjaciółmi wtedy, gdy w realnym świecie wszyscy obgadywali mnie za plecami, nazywali dziwadłem, wciskali siłą do szkolnej szafki albo udawali sympatię, żeby odepchnąć mnie tuż przed pocałunkiem. Bohaterowie serialu nigdy mnie nie opuścili. Byli lojalni, honorowi, opiekuńczy i mądrzy.

Fabuła stopniowo nabiera rozpędu i zabiera czytelnika w podróż po galaktyce, w której niemożliwe nie istnieje. Obserwujemy zarówno rodzące się uczucie, jak i zmiany zachodzące w głównych bohaterach. Śmiejemy się z ich pomyłek i wspieramy ich w dążeniu do celu. W przypadku tej konkretnej powieści jest to nadzwyczaj proste. Bohaterowie od pierwszych chwil dają się polubić. Podwójna zmienna narracja pozwala czytelnikowi poznać ich wnętrza, zanim oni sami odkryją co w nich siedzi. Moje serce totalnie skradła Sage, która z pozornie małomównej córki właścicielki food trucka okazała się postacią barwną, serdeczną i zabawną. Elle i Dariena polubiłam w ciut inny sposób i kibicowałam ich spotkaniu.

Powieściopisarka zaskakuje lekkością i choć sam pomysł na fabułę nie jest nowy, to wykonanie jak najbardziej przypadło mi do gustu. Mocną stroną powieści jest kreacja bohaterów, która świetnie współgra z pomysłem połączenia historii niczym z baśni o Kopciuszku z fandomami, konwentem i ideą cosplay'ów.
Geekerella prócz podobieństw do wyżej wymienionej baśni skrywa w sobie sporą dawkę pozytywnego przekazu. Pokazuje bowiem, jak ważna jest nie tylko wiara we własne siły, ale i umiejętność poproszenia o pomoc. Odzwierciedla dobry wpływ posiadania pasji i bycia częścią większej społeczności, nakłaniając do poszukiwań swojej drogi i odnalezienia własnego miejsca w galaktyce.


Jeśli nie możesz wygrać bitwy, spraw sobie lepsze działa.


Choć trochę tu schematów, całość broni się dość dobrze i z pewnością znajdzie swoją grupę docelową. Ja spędziłam z tym tytułem miło czas i nie żałuję poznania losów Danielle, Sage, Doriana i reszty. Przymykam oko na drobne mankamenty i polecam ją wam na zimową wieczorną lekturę. Nie pozostaje nic innego jak obrać kurs i lecieć do gwiazd.

Ocena:


Tytuł: Geekerella 
Seria: Starfield
Autor: Ashley Poston
Wydawca: We need Ya
Liczba stron:350
ISBN:9788379769865
Data premiery: 31 października 2018

wtorek, 15 stycznia 2019

Filary świata- Anne Bishop



Poczucie obowiązku, które silnie zakorzeniono w umyśle, nie pozwala na rezygnacje. Samotność doskwierająca na każdym kroku i niebezpieczeństwo, które czyha na każdym rogu, nie są w stanie zmienić twojego przeznaczenia. Strach, który często gości w twoim życiu, miesza się z krwią w żyłach. Warto ryzykować w imię czegoś, co nie przyniesie, nawet jednego dziękuje, skinienia głowy w geście uznania?

Na mieszkańców Tir Alainn pada blady strach. Coraz więcej dróg łączących ich świat z tym ludzkim znika. Wiele klanów Fae ginie bez śladu. Wyjścia z sytuacji szukają Łowczyni i Światły, nie pomaga im fakt, że ich kraina może wkrótce zniknąć bez śladu. W tym samym czasie na ziemi w ogromnych męczarniach niesłusznie giną wiedźmy, posądzane przez mieszkańców wsi o wszelkie zło i niepowodzenia. W Brightwood mieszka Ari, której życie nie było proste, a teraz skomplikuje się jeszcze bardziej. Walka z niechęcią, samotnością i przeczuciem, że świat zmienia się na gorsze to jej codzienność. Po śmierci matki i babci dziewczyna ma wsparcie tylko w przyjacielu Neallu i hodowcy koni Ahernie. W obliczu zagrożenia, jakie czyha na oba światy, wszystko inne traci na znaczeniu. Czy Ari odkryje źródło swego lęku? Czy Fae będą w stanie połączyć siły z ludźmi?

Twórczość Anne Bishop nie jest mi obca. Nie raz zachwycała mnie swoim piórem i umiejętnością tworzenia światów, które raz poznane na zawsze pozostają w pamięci. Wiadomość o pojawieniu się nowej serii autorki na polskim rynku mogła spotkać się z tylko z jedną reakcją. Czy słuszną?

Nie żałuje nawet jednej sekundy spędzonej z tym tytułem w rękach. Od pierwszych chwil urzeczona tak znanym i lubianym przeze mnie stylem autorki, pochłonęłam powieść w mgnieniu oka. Już kilka pierwszych stron wykreowało w mej głowie niezwykle dokładny i barwny obraz dwóch światów, w których w obliczu zagrożenia dzieją się niezwykłe rzeczy. Pojawiające się postaci swą różnorodnością nadają tempa akcji. Wywołują masę emocji, nie są idealni, czym zyskują naturalność i łatwiej ich polubić.


Jestem bardzo ciekawa tego, w jakim kierunku z kreacją obu światów i niektórych postaci pójdzie Anne Bishop. Pierwszy tom serii jest niczym wstęp, który ma nas porwać, wymusić nasze zaufanie i przykuć naszą uwagę na dłużej. Powieściopisarka bezsprzecznie poradziła sobie w tym wątku. Połączyła dwa różnorodne światy. Jeden, w którym magia to codzienność i ten, w którym choćby jej podejrzenie karane jest męczarniami. Dosadnie podkreśliła, że zło i brutalność to przywary mieszkańców obu światów, a ponosić konsekwencję muszą wszyscy, bezwzględu na pochodzenie, pozycje czy umiejętności.

Anne Bishop stworzyła historię ciekawą, ociekającą magią i tajemnicami, w której przenikają się dwa światy pełne sprzeczności, które muszą zjednoczyć swoje siły i odrzucić chęć własnego zysku. Wartka akcja ciekawi i niesztampowi bohaterowie i wciągająca fabuła to niezły wstęp do pięknej i fantastycznej przygody, która jeszcze nie raz nas zaskoczy.


Myślę, że fani pióra autorki będą zachwyceni Filarami świata i z niecierpliwością wraz ze mną będą czekać na kolejne tomy. Ale nie tylko oni. Zachęcam każdego miłośnika fantastyki do pochylenia się nad tym tytułem.

Ocena:

Tytuł: Filary świata
Cykl:Tir Alainn
Autor: Anne Bishop
Wydawca: Initium 
Liczba stron:528
ISBN:9788362577842
Data premiery: 14 stycznia 2019

poniedziałek, 14 stycznia 2019

Wiara, miłość, śmierć- Peter Gallert, Jörg Reiter




Porażka ma różne oblicza i dotyka nas w niespodziewanym momencie. Wielu z nas poddaje się bez walki, nie szukając odpowiedzi, dlaczego tak się stało. Inni będą wściekać się na zły los, a jeszcze inni spróbują się dowiedzieć, w czym tkwi przyczyna porażki. Tylko czy warto drążyć, gdy wszystko dookoła krzyczy niebezpieczeństwo?

Martin Bauer współpracuje z policją, jako skrzyżowanie negocjatora i psychologa w jednym. Pojawia się wszędzie tam, gdzie jego wsparcia potrzebują zarówno ofiary, jak i sprawcy. Bauer to również ksiądz, który zapobiegł samobójczej śmierci jednego z policjantów, który chciał skoczyć z mostu. Duchowny skokiem do wody zmusza funkcjonariusza do reakcji i ratowania skoczka zamiast odbierania sobie życia. Nic jednak nie jest pewne w życiu, gdyż kilka godzin później policjant ginie w wyniku upadku z dachu. Bauer nie daje za wygraną i nie potrafi uwierzyć, że ten młody człowiek zdecydował się jednak na ten krok. Ksiądz nie spodziewa się jakie tajemnice może napotkać, szukając prawdy o tych zdarzeniach. Czy wiara wystarczy?
Kryminał rządzi się swoimi prawami, musi posiadać kilka cech, które zagwarantują emocjonującą lekturę i rozruszanie szarych komórek. Jak było w przypadku duetu pisarskiego Gallert-Reiter i ich powieści Wiara, miłość, śmierć?

Całkowite zaskoczenie. Te dwa słowa opisują dość dobrze to, co czuje po lekturze. Pierwsze co przykuwa uwagę czytelnika to dobrze i ciekawie poprowadzona fabuła, która wielokrotnie zaskakuje i wodzi na manowce, nie dając czytającemu jednoznacznych podpowiedzi, co do charakteru tajemnic i samego śledztwa. Nie pozostanie wam nic innego jak dać złapać się na haczyk i wciągnąć w wir wydarzeń, które są niejednoznaczne i równocześnie płynne.
Osobiście nie odczułam podziału tekstu na dwóch autorów, wszystko jest spójną całością. Każdy z bohaterów sporo wnosi w tę historię, będąc kolejnym punktem przecinanym przez linie zależności. Siatka powiązań klaruje się powoli i jest niezwykle gęsta i skomplikowana. Bohaterowie są totalną zagwozdką, ciężko ich uszeregować czy sklasyfikować przypinając łatkę złych i dobrych. Ta niejednoznaczność ich kreacji i wszystkie wydarzenia, które początkowo są tylko nieznacznymi problemami, złymi decyzjami i podjętym ryzykiem tworzy historię, od której nie sposób się oderwać. Sama postać Bauera skłania do tkwienia w opowieści i odszukania wszystkich odpowiedzi. To, z jakimi dylematami przyjdzie mu się zmierzyć, nie często jest prostą i właściwą ścieżką.

Kreacja głównego bohatera podkreśla jak ciężko czasem dokonać wyboru, stanąć po danej stronie, być ojcem, księdzem a może człowiekiem. Z pozostałymi bohaterami wcale nie jest łatwiej, zachwycają jednak siłą i niezależnością.
Wiara, miłość, śmierć to dobrze napisany kryminał, który będzie idealnie pasował do czytelnika lubiącego wyrazistych bohaterów i nieoczywiste rozwiązania. Jak na kryminał przystało, dzieje się tu dużo, w odpowiednim tempie i ze sporą dozą niepewności. Czytałam, a raczej pochłaniałam ten tytuł z przyjemnością, z żalem patrząc na tak małą liczbę stron. Jestem pod wrażeniem fabuły, kreacji bohaterów i stylu, jakim posługują się obaj panowie. Nie pozostaje wam nic innego jak zmierzyć się z tą powieścią. Ja szczerze ją polecam.

Ocena : 

Tytuł: Wiara, miłość, śmierć
Cykl: Kroniki Martina Bauera
Autor:Peter Gallert, Jörg Reiter
Wydawca: Initium
Liczba stron:416
Data premiery: 14 stycznia

środa, 2 stycznia 2019

Krople deszczu- Kathryn Andrews [Premierowa/Patronacka]




Ból paraliżuje, trzyma nas w uścisku i nie pozwala na działanie. Gdy połączony jest ze stratą lub strachem, może okazać się silną bronią przeciw nas samym. Czy zatem uda się nam pokonać coś, co powstaje w nas samych i tłamsi każdy przejaw nadziei? Jesteś w stanie zaryzykować?

Allyson „Ali” Rain musi zacząć wszystko od nowa. Ostatnia klasa liceum w nowym miejscu wydaje się równie nierealna, jak przyszłość bez zmarłej mamy. Gdy powoli dziewczyna uczy się na nowo oddychać i godzić się z zaistniałą sytuacją, ból z pozoru się zmniejsza, a pustka w sercu nie wydaje się tak ogromna. Każdy kolejny dzień zaczyna mieć kolor jego oczu, tylko czy warto ryzykować, gdy w powietrzu wisi wiele tajemnic.

Być może nasze oczy muszą być raz na jakiś czas obmyte naszymi łzami, żebyśmy mogli ponownie zobaczyć życie z wyraźniejszym widokiem.

Drew Hale'a znają chyba wszyscy. Najstarszy z trójki rodzeństwa, odnoszący sukcesy w pływaniu, obiekt westchnień wielu dziewczyn. Jest samotnikiem odliczającym dni do ostatniego dzwonka liceum i wyjazdu z miasteczka. Gdy podczas pływania wpada na niego Ali, chłopak nawet nie podejrzewa, że coś się zmieni, a ona jest kroplą, która zaczyna drążyć dziurę w drodze do jego serca.

Czy tych dwoje uśmierzy swój ból i odnajdzie się w otchłani utkanej z samotności i poczucia winy? Jak poradzą sobie z tajemnicą, która niczym bomba tyka nad ich głowami?

Kathryn Andrews poznałam jakiś czas temu. Już wtedy szlifując język, zakochałam się w tej opowieści, którą możemy od dziś dzierżyć w dłoniach, w polskim wydaniu. Czy ponowne spotkanie z braćmi Hale zmieniło moje odczucia?

Nie patrz wiele w przeszłość, która przeminęła i nie zawracaj sobie głowy przyszłością, która nie nadeszła. Żyj teraźniejszością i spraw, by była piękna i warta wspomnień.

Absolutnie nie. Styl autorki już zawsze będzie dla mnie czymś przyjemnym i jednocześnie przynoszącym ciarki. Jej opowieści płyną prosto z serca a każde spotkanie z bohaterami jej powieści to mieszanka radości, szczęścia, ekscytacji i niepokoju. Kathryn umiejętnie tka sieć zależności, daje czytelnikowi namiastkę informacji, która pozwala na wczucie się w emocje, jakie towarzyszą jej postaciom i sprawia, że łakniemy informacji, ciągu dalszego, który nie przychodzi łatwo i przyjemnie.

Historia Ali i Drew jest pełna bólu, smutku i intryg osób trzecich, jednak na pierwszy plan wysuwa się ich rodzące się uczucie, to czy i jak poradzą sobie z przeszkodami, które już na nich czekają. Oboje nie mają miłych doświadczeń z przeszłości. Świat Ali dwukrotnie naznaczony był chorobą mamy, która w końcu odebrała ją dziewczynie na zawsze. Po drodze Allyson musi zmierzyć się jeszcze z cichym zabójcą rodzinnego szczęścia. Drew wcale nie ma łatwiej. Wciąż trawiony poczuciem winy stara się żyć na uboczu i nie przysparzać problemów zarówno sobie, jak i braciom. Żyje w pozornie wzorowej rodzinie, o której nikt nawet by nie pomyślał w rozmowie na temat przemocy.

Na moment zapada między nami cisza, w trakcie której nieznajomy
sprawdza moją reakcję. Znów przygryza dolną wargę,
by się nie roześmiać, ale to nie działa. Jego uśmiech jest zaraźliwy
i czuję, jak kąciki ust zaczynają mi drzeć.

Powieściopisarka połączyła w swej powieści wiele odcieni bólu i smutku, a także miłość, która daje nadzieje na ratunek. Ukazała, jak pozornie nie do wykrycia jest przemoc w rodzinie, jak ważne jest zaparcie wszystkich członków rodziny, by móc się wyrwać z kiepskiego położenia i stawić czoła komuś, kto pozornie powinien być wzorem, oparciem i bezpieczną przystanią.

To powieść, która na zawsze utkwi wam w pamięci. Realne i bardzo wyraziste postaci, opisy przywołujące miejsca, postaci i sytuacje z fotograficzną dokładnością i styl, który porywa od pierwszych stron. Dla mnie to morze niepewności, współodczuwania bólu i czerpania radości z każdej najmniejszej chwili, gdy przez krople deszczu widać w oddali słońce. Wylane łzy smutku i wzruszenia niczym tatuaż na mej duszy pozostaną we mnie na długo. Krople deszczu bez względu na wiek trafią w wasze serca i pokażą, jak wielką moc ma miłość oraz jak ważny może okazać się deszcz łez. Polecam serdecznie.


Czuję, jak jego dłonie lekko zaciskają się na mojej talii i delikatnie
przyciągają mnie w jego stronę. Wzdycham, a on zamiera.
Ma tak długie, grube, ciemne rzęsy, że wydaje się, jakby miał na
powiekach kreski zrobione eyelinerem. Otwieram szerzej oczy,
czując na policzkach rumieniec. Nie powinnam z nim tutaj być, nawet go nie znam, a i tak desperacko pragnę, by przyciągnął
mnie bliżej.

Ocena:


Tytuł: Krople deszczu 
Autor: Kathryn Andrews
Wydawca: Niezwykłe
Liczba stron: 338
ISBN:9788378898337