Menu

poniedziałek, 21 stycznia 2019

Geekerella-Ashley Poston



Spójrz w gwiazdy. Obierz kurs. Leć.

Los nie rozdziela po równo. Czasem wydaje się nam, że inni mają lepiej, więcej, prościej a rzeczywistość tylko w naszym przypadku przypomina Czarną Mgławice pochłaniającą pokłady naszego szczęścia. Takie myślenie skłania najczęściej do trwania w zawieszeniu, gdyż lęk przed porażką jest bardziej bolesny niż trwanie w męczącym tu i teraz.


Pozory, to element, który bezsprzecznie króluje w życiu Danielle, której życie upływa na spełnianiu zachcianek macochy i ułatwianiu codzienności jej córkom. Każdego dnia działa według misternie ułożonego planu, pilnując by na idealnym wizerunku jej rodziny, zbudowanym przez Catherine, nie pojawiła się żadna rysa oprócz niej samej. Dziewczyna ma kilka tajemnic przed wścibską macochą. Jedną z nich jest wielbienie serialu Starfield i prowadzenie bloga pod pseudonimem, na którym dzieli się swoimi analizami i miłością do serialu z innymi fanami. Bycie częścią fandomu pomogło dziewczynie pozbierać się po śmierci Ojca, który nie tylko wielbił serial, ale i stworzył konwent dla miłośników wszystkich historii, żywo wyjętych spomiędzy stronic komiksów.
 Gdy nadchodzi dzień, w którym mają ogłosić obsadę do filmu na podstawie serialu Danielle jeszcze nie podejrzewa, że gwiazdy mają dla niej plan. Wybór aktora do głównej roli i jeden pomyłkowy telefon zmienią zwykłą monotonię dziewczyny i pozwolą na zmianę kierunku. Czy uda jej się pokonać uprzedzenia, odnaleźć życzliwych sobie ludzi i odczarować zły los?


Uwielbiam wszelkie odsłony i świeże spojrzenia na motyw kopciuszka w książkach. Czy z Geekerellą było podobnie?

Może faktycznie wszystko umiera-ale może w jakiś sposób wszystko,co umiera,pewnego dnia wraca.

Chwilę potrwało, zanim historia wciągnęła mnie na dobre, jednak finalnie zakochałam się w magii ukrytej między stronicami. Po pierwsze główna bohaterka, która nie tylko na charakter i cięty język, ale i wiarę we własne osądy. Bardzo długo zdaje się samowystarczalna, bojąc się odtrącenia i straty kogoś bliskiego. Otacza ją złośliwość i brak empatii, jednak ona sama nie traci szacunku do innych i wspiera słabszych od siebie. Odnajduje siłę w serialu, który wciąż jest żywą cząstką wspomnień o ojcu i stanowi dla niej odskocznię od rzeczywistości. Poza Danielle poznajemy również Dariena, który, choć ma dwoje rodziców, tkwi w próżni otoczony samotnością, ludźmi z planów filmowych i fankami. Przyjęcie głównej roli w filmie na podstawie Starfield jest dla niego ucieczką, spełnieniem marzeń i odpowiedzialnością w jednym. Stojąc u progu wielkiej szansy, musi zmierzyć się ze swoimi słabościami, rozliczyć się z przeszłością i odnaleźć prawdziwy sens w tym, co robi.

Przenikanie się światów tej dwójki to gwarancja dużej dawki humoru, mnóstwa gaf i pomyłek, a także rodzącego się uczucia. Jednak Geekerella to nie tylko główni bohaterowie, których los połączy dzięki miłości do serialu. To również szeroko pojęty fandom, który na łamach powieści przedstawiono w różnych odsłonach. To wspaniałe i pokrzepiające, gdy fani książki, serialu czy komiksu łączą się i razem przeżywają przygody swoich ulubionych bohaterów. Autorka świetnie wczuła się w klimat panujący na forach, to jak szybko reakcje na newsy dotyczące danej serii przekazywane są dalej i jak pomocni i życzliwi potrafią być członkowie takich społeczności. Jest jeszcze sam konwent, który jest chyba marzeniem każdego prawdziwego fana oraz zjawisko cosplayów, czyli nic innego jak wcielenie się w ulubioną postać.

Oczywiście, że nie jest prawdziwy. Przecież wiem o tym. [...] Jednak postaci — Carmindor, księżniczka Amara, Euci, nawet król Noxów — były moimi przyjaciółmi wtedy, gdy w realnym świecie wszyscy obgadywali mnie za plecami, nazywali dziwadłem, wciskali siłą do szkolnej szafki albo udawali sympatię, żeby odepchnąć mnie tuż przed pocałunkiem. Bohaterowie serialu nigdy mnie nie opuścili. Byli lojalni, honorowi, opiekuńczy i mądrzy.

Fabuła stopniowo nabiera rozpędu i zabiera czytelnika w podróż po galaktyce, w której niemożliwe nie istnieje. Obserwujemy zarówno rodzące się uczucie, jak i zmiany zachodzące w głównych bohaterach. Śmiejemy się z ich pomyłek i wspieramy ich w dążeniu do celu. W przypadku tej konkretnej powieści jest to nadzwyczaj proste. Bohaterowie od pierwszych chwil dają się polubić. Podwójna zmienna narracja pozwala czytelnikowi poznać ich wnętrza, zanim oni sami odkryją co w nich siedzi. Moje serce totalnie skradła Sage, która z pozornie małomównej córki właścicielki food trucka okazała się postacią barwną, serdeczną i zabawną. Elle i Dariena polubiłam w ciut inny sposób i kibicowałam ich spotkaniu.

Powieściopisarka zaskakuje lekkością i choć sam pomysł na fabułę nie jest nowy, to wykonanie jak najbardziej przypadło mi do gustu. Mocną stroną powieści jest kreacja bohaterów, która świetnie współgra z pomysłem połączenia historii niczym z baśni o Kopciuszku z fandomami, konwentem i ideą cosplay'ów.
Geekerella prócz podobieństw do wyżej wymienionej baśni skrywa w sobie sporą dawkę pozytywnego przekazu. Pokazuje bowiem, jak ważna jest nie tylko wiara we własne siły, ale i umiejętność poproszenia o pomoc. Odzwierciedla dobry wpływ posiadania pasji i bycia częścią większej społeczności, nakłaniając do poszukiwań swojej drogi i odnalezienia własnego miejsca w galaktyce.


Jeśli nie możesz wygrać bitwy, spraw sobie lepsze działa.


Choć trochę tu schematów, całość broni się dość dobrze i z pewnością znajdzie swoją grupę docelową. Ja spędziłam z tym tytułem miło czas i nie żałuję poznania losów Danielle, Sage, Doriana i reszty. Przymykam oko na drobne mankamenty i polecam ją wam na zimową wieczorną lekturę. Nie pozostaje nic innego jak obrać kurs i lecieć do gwiazd.

Ocena:


Tytuł: Geekerella 
Seria: Starfield
Autor: Ashley Poston
Wydawca: We need Ya
Liczba stron:350
ISBN:9788379769865
Data premiery: 31 października 2018

poniedziałek, 14 stycznia 2019

Wiara, miłość, śmierć- Peter Gallert, Jörg Reiter




Porażka ma różne oblicza i dotyka nas w niespodziewanym momencie. Wielu z nas poddaje się bez walki, nie szukając odpowiedzi, dlaczego tak się stało. Inni będą wściekać się na zły los, a jeszcze inni spróbują się dowiedzieć, w czym tkwi przyczyna porażki. Tylko czy warto drążyć, gdy wszystko dookoła krzyczy niebezpieczeństwo?

Martin Bauer współpracuje z policją, jako skrzyżowanie negocjatora i psychologa w jednym. Pojawia się wszędzie tam, gdzie jego wsparcia potrzebują zarówno ofiary, jak i sprawcy. Bauer to również ksiądz, który zapobiegł samobójczej śmierci jednego z policjantów, który chciał skoczyć z mostu. Duchowny skokiem do wody zmusza funkcjonariusza do reakcji i ratowania skoczka zamiast odbierania sobie życia. Nic jednak nie jest pewne w życiu, gdyż kilka godzin później policjant ginie w wyniku upadku z dachu. Bauer nie daje za wygraną i nie potrafi uwierzyć, że ten młody człowiek zdecydował się jednak na ten krok. Ksiądz nie spodziewa się jakie tajemnice może napotkać, szukając prawdy o tych zdarzeniach. Czy wiara wystarczy?
Kryminał rządzi się swoimi prawami, musi posiadać kilka cech, które zagwarantują emocjonującą lekturę i rozruszanie szarych komórek. Jak było w przypadku duetu pisarskiego Gallert-Reiter i ich powieści Wiara, miłość, śmierć?

Całkowite zaskoczenie. Te dwa słowa opisują dość dobrze to, co czuje po lekturze. Pierwsze co przykuwa uwagę czytelnika to dobrze i ciekawie poprowadzona fabuła, która wielokrotnie zaskakuje i wodzi na manowce, nie dając czytającemu jednoznacznych podpowiedzi, co do charakteru tajemnic i samego śledztwa. Nie pozostanie wam nic innego jak dać złapać się na haczyk i wciągnąć w wir wydarzeń, które są niejednoznaczne i równocześnie płynne.
Osobiście nie odczułam podziału tekstu na dwóch autorów, wszystko jest spójną całością. Każdy z bohaterów sporo wnosi w tę historię, będąc kolejnym punktem przecinanym przez linie zależności. Siatka powiązań klaruje się powoli i jest niezwykle gęsta i skomplikowana. Bohaterowie są totalną zagwozdką, ciężko ich uszeregować czy sklasyfikować przypinając łatkę złych i dobrych. Ta niejednoznaczność ich kreacji i wszystkie wydarzenia, które początkowo są tylko nieznacznymi problemami, złymi decyzjami i podjętym ryzykiem tworzy historię, od której nie sposób się oderwać. Sama postać Bauera skłania do tkwienia w opowieści i odszukania wszystkich odpowiedzi. To, z jakimi dylematami przyjdzie mu się zmierzyć, nie często jest prostą i właściwą ścieżką.

Kreacja głównego bohatera podkreśla jak ciężko czasem dokonać wyboru, stanąć po danej stronie, być ojcem, księdzem a może człowiekiem. Z pozostałymi bohaterami wcale nie jest łatwiej, zachwycają jednak siłą i niezależnością.
Wiara, miłość, śmierć to dobrze napisany kryminał, który będzie idealnie pasował do czytelnika lubiącego wyrazistych bohaterów i nieoczywiste rozwiązania. Jak na kryminał przystało, dzieje się tu dużo, w odpowiednim tempie i ze sporą dozą niepewności. Czytałam, a raczej pochłaniałam ten tytuł z przyjemnością, z żalem patrząc na tak małą liczbę stron. Jestem pod wrażeniem fabuły, kreacji bohaterów i stylu, jakim posługują się obaj panowie. Nie pozostaje wam nic innego jak zmierzyć się z tą powieścią. Ja szczerze ją polecam.

Ocena : 

Tytuł: Wiara, miłość, śmierć
Cykl: Kroniki Martina Bauera
Autor:Peter Gallert, Jörg Reiter
Wydawca: Initium
Liczba stron:416
Data premiery: 14 stycznia

środa, 2 stycznia 2019

Krople deszczu- Kathryn Andrews [Premierowa/Patronacka]




Ból paraliżuje, trzyma nas w uścisku i nie pozwala na działanie. Gdy połączony jest ze stratą lub strachem, może okazać się silną bronią przeciw nas samym. Czy zatem uda się nam pokonać coś, co powstaje w nas samych i tłamsi każdy przejaw nadziei? Jesteś w stanie zaryzykować?

Allyson „Ali” Rain musi zacząć wszystko od nowa. Ostatnia klasa liceum w nowym miejscu wydaje się równie nierealna, jak przyszłość bez zmarłej mamy. Gdy powoli dziewczyna uczy się na nowo oddychać i godzić się z zaistniałą sytuacją, ból z pozoru się zmniejsza, a pustka w sercu nie wydaje się tak ogromna. Każdy kolejny dzień zaczyna mieć kolor jego oczu, tylko czy warto ryzykować, gdy w powietrzu wisi wiele tajemnic.

Być może nasze oczy muszą być raz na jakiś czas obmyte naszymi łzami, żebyśmy mogli ponownie zobaczyć życie z wyraźniejszym widokiem.

Drew Hale'a znają chyba wszyscy. Najstarszy z trójki rodzeństwa, odnoszący sukcesy w pływaniu, obiekt westchnień wielu dziewczyn. Jest samotnikiem odliczającym dni do ostatniego dzwonka liceum i wyjazdu z miasteczka. Gdy podczas pływania wpada na niego Ali, chłopak nawet nie podejrzewa, że coś się zmieni, a ona jest kroplą, która zaczyna drążyć dziurę w drodze do jego serca.

Czy tych dwoje uśmierzy swój ból i odnajdzie się w otchłani utkanej z samotności i poczucia winy? Jak poradzą sobie z tajemnicą, która niczym bomba tyka nad ich głowami?

Kathryn Andrews poznałam jakiś czas temu. Już wtedy szlifując język, zakochałam się w tej opowieści, którą możemy od dziś dzierżyć w dłoniach, w polskim wydaniu. Czy ponowne spotkanie z braćmi Hale zmieniło moje odczucia?

Nie patrz wiele w przeszłość, która przeminęła i nie zawracaj sobie głowy przyszłością, która nie nadeszła. Żyj teraźniejszością i spraw, by była piękna i warta wspomnień.

Absolutnie nie. Styl autorki już zawsze będzie dla mnie czymś przyjemnym i jednocześnie przynoszącym ciarki. Jej opowieści płyną prosto z serca a każde spotkanie z bohaterami jej powieści to mieszanka radości, szczęścia, ekscytacji i niepokoju. Kathryn umiejętnie tka sieć zależności, daje czytelnikowi namiastkę informacji, która pozwala na wczucie się w emocje, jakie towarzyszą jej postaciom i sprawia, że łakniemy informacji, ciągu dalszego, który nie przychodzi łatwo i przyjemnie.

Historia Ali i Drew jest pełna bólu, smutku i intryg osób trzecich, jednak na pierwszy plan wysuwa się ich rodzące się uczucie, to czy i jak poradzą sobie z przeszkodami, które już na nich czekają. Oboje nie mają miłych doświadczeń z przeszłości. Świat Ali dwukrotnie naznaczony był chorobą mamy, która w końcu odebrała ją dziewczynie na zawsze. Po drodze Allyson musi zmierzyć się jeszcze z cichym zabójcą rodzinnego szczęścia. Drew wcale nie ma łatwiej. Wciąż trawiony poczuciem winy stara się żyć na uboczu i nie przysparzać problemów zarówno sobie, jak i braciom. Żyje w pozornie wzorowej rodzinie, o której nikt nawet by nie pomyślał w rozmowie na temat przemocy.

Na moment zapada między nami cisza, w trakcie której nieznajomy
sprawdza moją reakcję. Znów przygryza dolną wargę,
by się nie roześmiać, ale to nie działa. Jego uśmiech jest zaraźliwy
i czuję, jak kąciki ust zaczynają mi drzeć.

Powieściopisarka połączyła w swej powieści wiele odcieni bólu i smutku, a także miłość, która daje nadzieje na ratunek. Ukazała, jak pozornie nie do wykrycia jest przemoc w rodzinie, jak ważne jest zaparcie wszystkich członków rodziny, by móc się wyrwać z kiepskiego położenia i stawić czoła komuś, kto pozornie powinien być wzorem, oparciem i bezpieczną przystanią.

To powieść, która na zawsze utkwi wam w pamięci. Realne i bardzo wyraziste postaci, opisy przywołujące miejsca, postaci i sytuacje z fotograficzną dokładnością i styl, który porywa od pierwszych stron. Dla mnie to morze niepewności, współodczuwania bólu i czerpania radości z każdej najmniejszej chwili, gdy przez krople deszczu widać w oddali słońce. Wylane łzy smutku i wzruszenia niczym tatuaż na mej duszy pozostaną we mnie na długo. Krople deszczu bez względu na wiek trafią w wasze serca i pokażą, jak wielką moc ma miłość oraz jak ważny może okazać się deszcz łez. Polecam serdecznie.


Czuję, jak jego dłonie lekko zaciskają się na mojej talii i delikatnie
przyciągają mnie w jego stronę. Wzdycham, a on zamiera.
Ma tak długie, grube, ciemne rzęsy, że wydaje się, jakby miał na
powiekach kreski zrobione eyelinerem. Otwieram szerzej oczy,
czując na policzkach rumieniec. Nie powinnam z nim tutaj być, nawet go nie znam, a i tak desperacko pragnę, by przyciągnął
mnie bliżej.

Ocena:


Tytuł: Krople deszczu 
Autor: Kathryn Andrews
Wydawca: Niezwykłe
Liczba stron: 338
ISBN:9788378898337

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Krok w przód, lekki obrót i krok w bok, czyli jak minął 2018 rok.




Nie cierpię podsumowań. Zawsze o czymś zapomnę lub nie potrafię wybrać ograniczonej liczby potrzebnej do zamknięcia listy dobrych książek, tych złych czy takich, które wciąż czekają na mnie na półkach. Z tymi ostatnimi wiąże się niespełnione założenie ostatnich miesięcy zamknięcia roku czytelniczego na czysto". O ile czytanie szło mi nadzwyczaj dobrze, to złapanie dobrego rytmu z pisaniem nie szło już po mojej myśli. Rok zamykam z 230 książkami ( choć gdyby tak skończyć ten stosik zaczętych obok łóżka:) ech marzenia :).


Ten rok nauczył mnie tylko tego, by nie planować, bo każde opóźnienie skutkuje u mnie lekkim stanem paniki( to mogą potwierdzić choćby Zapatrzona w książki czy Papierowy Bluszcz). Tak, więc na 2019 planu jako takiego nie mam, chyba że chodzi o książki, które już grzeją miejsca na liście Must Have. Zawirowania zdrowotne i rodzinne kilkukrotnie zmuszały mnie do złych myśli o zawieszeniu bloga, jednak nie chce pozbawiać się tak ogromnej przyjemności, jaką są książki i pisanie o nich dla was. Będę walczyć o systematyczność i coraz lepszy wygląd zarówno bloga, jak i instagrama.


A teraz przyjemniejsze:


Po pierwsze to tylko wstęp do tego, jak chcę podsumować rok.


Dziś pojawią się posty głównie na fp, które przybliżą wam mniej więcej całe dwanaście miesięcy mojej czytelniczej przygody.


Dowiecie się jakie książki mnie zachwyciły, jakie wydarzenia około książkowe skradły me serce i co tak najbardziej lubię w blogowaniu.

Ostatni dzień roku będzie równocześnie pierwszym dniem wędrówki trzech królów. Od dziś do 6 stycznia włącznie pojawiać się będą konkursy zarówno z pakietami, jak i z pojedynczymi książkami. Nie mam pojęcia, co przyniosą te dni, warto jednak wyczekiwać postów, gdyż może być ich więcej niż jeden.

poniedziałek, 24 grudnia 2018

Mikołajkowa szóstka- Dobrem dzielić

Niestety to już ostatni dzień naszych pytań do dwunastu wspaniałych autorek. Pierwsza część u mnie, kolejnej szukajcie u Zapatrzona w książki. W tym miejscu dziękujemy autorkom za poświęcony czas i wam drodzy czytelnicy, za to, że zaglądaliście tu przez te dni. Życzymy wam zdrowych, spokojnych i rodzinnych świąt i obfitego mikołaja.

ADRIANA RAK

Odpowiem krótko i na temat: nie, nie wahałam się ani chwili. Temat dzieci jest mi szczególnie bliski, więc cieszę się, że choć w minimalnym stopniu moja praca jest im w stanie pomóc i mam wielką nadzieję, że jeszcze kiedyś będę mogła wziąć udział w takim lub podobnym projekcie.

ANETA GRABOWSKA

Ani chwili! To odnośnie do pierwszej części pytania. Pomysł bardzo fajny, cel również, grono autorek sympatyczne – czego chcieć więcej? Opowieść także przyszła do mnie szybko, w zasadzie od razu, gdy zdecydowałam się wziąć udział w tym projekcie. Chyba mam to szczęście, że wyobraźni mi nie brakuje, to czas jest problemem.

MAŁGORZATA MANELSKA 

Nad podjęciem wyzwania zastanawiała się może pięć sekund, tyle, żeby móc napisać odpowiedź do Wydawnictwa Waspos na ich pytanie, czy przystępuję do projektu pt. "Świąteczne opowiadanie". Kierunek był już nakreślony w głowie, a cześciowo też w komputerze.  

KINGA BARAN

Nie zastanawiałam się ani chwili, czy wziąć udział w tym wspaniałym projekcie. Wiedziałam jaki przekaz chce umieścić w swoim opowiadaniu a ubranie go w odpowiednią formę zajęło mi dwa dni


GRETA GULSEN

Miałam mieszane uczucia. Oczywiście propozycja była kusząca, ale znam siebie i wiedziałam, (jak już wspomniałam wyżej) że mogę mieć kłopot ze stworzeniem czegoś ciekawego w tak krótkim czasie. Namyślałam się przez kilka godzin. Ale ostatecznie zgodziłam się współtworzyć tę antologię. Z pomocą przyszło mi istniejące już opowiadanie, które należało jedynie doszlifować.  

MERIDIANE SAGE

Zgodziłam się od razu. Pomysł przekazania darowizny na szczytny cel bardzo mi się spodobał. Dłużej myślałam nad fabułą opowiadania, ale pomysł na szczęście w końcu się pojawił.

niedziela, 23 grudnia 2018

Mikołajkowa szóstka-Kolędowanie

Już jutro ostatnie pytanie naszego mini wywiadu i dzień Wigilii. Pewnie padacie zmęczeni po tych wszystkich porządkach i gotowaniu. Dziś pytanie dotyczy Kolędowania, ale czy takiego tradycyjnego? Przekonacie się za chwilę.


KAROLINA STASZAK

To już nie mnie oceniać. To zależy od tego, czy czytelnikowi się spodoba. Na pewno da się ich odrobinę poznać, ale umówmy się, że w opowiadaniu liczą się nie tylko bohaterowie. Ważny jest język, jakim posługuje się autor. Jedni wolą lekki i subtelny styl pisania; Inni coś zupełnie odmiennego. Liczę, że moje opowiadanie się spodoba, że będzie się czytało z ciągłym niedosytem i pytaniem: „CO BĘDZIE DALEJ?” i da mi motywację, by zbudować dalszą część opowieści. Właściwie to jest już dalsza część opowieści, ale tylko w mojej głowie.

DOMINIKA SMOLEŃ

Taką mam nadzieję! Myślę, że czytelnicy polubią moich bohaterów i będą chcieli się dowiedzieć o nich czegoś więcej, jeśli jeszcze nie znają „Biegu do gwiazd”!

NINA NIRALI

Mogę mieć taką nadzieję. Zapytajmy o to może czytelników po premierze antologii? :)

ANITA GIERAK

Wydaje mi się, że końcowa część mojego świątecznego opowiadania pozostawia pewien znak zapytania i kusi do tego, aby dowiedzieć się więcej o tajemniczym mężczyźnie, który się tam pojawiał. Czy opowiadanie dobrze nakreśla charaktery bohaterów? Obawiam się, że tylko częściowo zwłaszcza przez to, że są to wspomnienia z dzieciństwa głównej bohaterki.

ANGELIKA ŚLUSARCZYK

Myślę, że jeżeli wszystko jest dopracowane to jak najbardziej. Jednak jeśli ktoś napisał swoje opowiadanie na odczep się, nie poświęcając mu zbyt wiele czasu – to niekoniecznie może zachęcić czytelnika do… czegokolwiek. 

ANNA PARTYKA-JUDGE
Zdecydowanie TAK. Opowiadanie, jako krótka forma jest w stanie rozniecić wyobraźnię czytelników na tyle , aby chcieli więcej. I oby tak było ))) Przecież to dla nas, piszących , jak najlepsza zachęta do dalszej pracy twórczej. Do działania.


Pamiętajcie!!! Kolejna część wywiadu u Zapatrzona w książki

sobota, 22 grudnia 2018

Mikołajkowa szóstka-Lawina śnieżna

Czwarty dzień-czwarta porcja wywiadowych odpowiedzi. Co dziś zdradzą nam autorki? Przekonajcie się tu i szukajcie kolejnych odpowiedzi u Zapatrzona w książki.

ADRIANA RAK

W przyszłym roku mam zamiar wydać dwie kolejne książki, a także jedno opowiadanie (tym razem wakacyjne) i liczę na to, że los ponownie uśmiechnie się do mnie, dzięki czemu moje plany będą mogły się spełnić. Jak narazie mogę zdradzić jedynie tyle, że w lutym/marcu 2019 roku swoją premierę będzie miała moja trzecia książka, pt "Uwikłani. Tom drugi".

ANETA GRABOWSKA

Piszę kolejną powieść obyczajową, choć - z racji bycia przede wszystkim mamą - idzie to wolniej niż w przypaku Tu i teraz. Jestem mniej więcej w połowie Patchworka szytego na miarę. Spełniam także swoje kolejne wielkie marzenie – jedno z wydawnictw zdecydowało się na wydanie mojej bajki, być może nawet całego cyklu. Właśnie piszę kolejną część. Do tego dochodzi jeszcze opowiadanie do planowanej na wakacje kolejnej antologii. Cóż, mam, co pisać, tylko czasu brak :)

MAŁGORZATA MANELSKA

Plany są, oczywiście, chociaż uważam ten właśnie rok za cudowny. Spełniło się moje marzenie. Wydałam ksiażkę, która odnosi sukces, a zainteresowanie nią zatacza coraz szersze kręgi. Takim bonusem dla mnie były opowiadania świąteczne, których wydania nie spodziewałam się. Teraz kończę pisać kontynuację losów bohaterów mojej ksiażki, mam nadzieję ujrzeć ją na rynku wydawniczym wiosną. Książka będzie nosiła tytuł "Barwy Mazur". A co później? Zobaczymy co życie przyniesie.  

KINGA BARAN

Jestem właśnie w trakcie pisania opowiadania wakacyjnego, do Antologii Wakacyjnej Wydawnictwa WasPos, będzie ona pełna miłości i słońca. To coś zupełnie innego niż moja pierwsza książka. Im więcej piszę, tym bardziej poszerzają się moje horyzonty i granicę wyobraźni.
Ponadto bardzo powoli pracuję nad swoją drugą książką.  

GRETA GULSEN

Oprócz planowanych zmian w " Feniksie" mam dwa projekty, które wiosną i latem powinny ujrzeć światło dzienne. Pierwszy tom romansu historycznego nawiązującego do legendy Titanica oraz jedno opowiadanie również w takim klimacie. Jednakże nie chcę zapeszać, więc cicho sza.

MERIDIANE SAGE


Chciałabym wydać kolejne części „Żywiołów Karteru”. Jedna jest już napisana. Gotową mam także inną powieść fantastyczną, która czeka na swoją szansę. Aktualnie pracuję nad pewnym kryminałem.


piątek, 21 grudnia 2018

Mikołajkowa szóstka- Worek obfitości

To już trzecie pytanie, a więc dotarliśmy do połowy naszego mini wywiadu. Oznacza to, że wigilia już za trzy dni. Dziś pytanie dotyczy worka obfitości. Cóż to takiego i jak odpowiadały autorki antologii? Sprawdźcie sami.



KAROLINA STASZAK

Nie sądzę. Każde zdarzenie w życiu jest po coś. Każdego człowieka, którego spotykam, lub tylko mijamy na swojej drodze też jest po coś. Wszystko, czego doświadczamy kształtuje nas i sprawia, że jesteśmy dziś tacy, a nie inni. Do moich bohaterów podchodzę podobnie. Chcę żeby byli prawdziwi, więc po co doskonalić ich, czy zmieniać? Gdyby sami mieli sobie czegoś życzyć, to pewnie jak większość spokoju i szczęścia w miłości. Jednak, czy ktokolwiek przeszedł przez całe życie w wiecznym spokoju, pewności i szczęściu w miłości? Bez zawirowań, rozterek, niepewności? Nie znam nikogo takiego.


DOMINIKA SMOLEŃ

Ada jest takim przykładem – stara się zmienić swoje życie na lepsze. Czy jej to wychodzi? Pewnie jak każdemu człowiekowi: czasem jest lepiej, czasem jest gorzej. Niemniej jednak ja się cieszę, że los moich bohaterów wykreowałam tak, a nie inaczej. Niczego bym nie zmieniła.


NINA NIRALI

Myślę, że nie. W końcu i tak udało im się odnaleźć to, o czym marzyli.


ANITA GIERAK

  Główna bohaterka mojej książki zdecydowanie oczekuje zmian w swoim życiu i nie podda się póki nie postawi na swoim. Jest to postać, która nieustannie się zmienia z biegiem historii i dąży do tego, żeby być niezależną. 


ANGELIKA ŚLUSARCZYK

Oh, moja bohaterka z pewnością chciałaby cofnąć czas. Chciałaby zmienić bieg wydarzeń, chciałabym cofnąć źle podjęte decyzje… Ale jakie one są – dowiecie się z lektury. ;)

ANNA PARTYKA-JUDGE
Super pytanie! Od samego początku zachęca do rozwijania dalszej akcji ))) Dziękuję ! Przemyślę tę podpowiedź))) Wprawdzie zakończenie mojej historii całkiem wyraźnie pokazuje czytelnikowi w jakim kierunku zmierzamy, ale zawsze coś może „stanąć na drodze”. Czytelnicy lubią zwroty akcji, wobec tego nie mówię NIE.


Zajrzyjcie również na blog Zapatrzona w książki po kolejną dawkę odpowiedzi. 

czwartek, 20 grudnia 2018

Mikołajkowa szóstka- Pogodowa aura

Czas na kolejne pytanie i odpowiedzi autorek antologii. 

ADRIANA RAK

Tak, przyznam szczerze, że nie było to łatwe zadanie. Swoje opowiadanie pisałam we wrześniu, jednakże jak doskonale wszyscy pamiętamy, doskonała pogoda dopisywała nam nie tylko we wrześniu, ale nawet i październiku, więc nie ukrywam, że Święta w tamtym czasie były dla mnie niezwykle odległe.

ANETA GRABOWSKA

Osobiście nie stanowiło to dla mnie problemu. Lubię pisać i gdy dostałam wytyczne, po prostu siadłam i napisałam, praktycznie w jeden dzień, kolejnego były poprawki. Chyba po prostu zżyłam się z moimi bohaterami, stąd lekkość pisania bez względu na scenerię.



MAŁGORZATA MANELSKA

Nie. Pisałam opowiadanie pod koniec września, kiedy jeszcze mogliśmy cieszyć się piękną, ciepłą pogodą. Mieszkając na mazurskiej wsi, gdzie na co dzień słyszy się klęgor żurawi, szum lasu czy rykowisko jeleni, nietrudno jest wyobrazić sobie mazurską zimę. Taką z mrozem, szadzią na drzewach, szronem za oknem, rozgwieżdżonym niebem. I wszechobecną ciszą dzwoniącą pośród połaci pól i lasów.


KINGA BARAN

 Dla mnie nie stanowiło to najmniejszego problemu. Oczami wyobraźni widziałam otaczający mnie świat w bieli. Wnętrze mojego salonu, wypełniło się w jednej chwili choinką i stołem gotowym do Wieczerzy Wigilijnej. Można powiedzieć, że byłam w samym środku zdarzeń, które opisywałam.

GRETA GULSEN

Moje było napisane dużo wcześniej, bo powstało prawie dwa lata temu. Nie lubię pisać na zawołanie i wiedziałam, że w ciągu kilku tygodni na pewno nic sensownego nie powstanie. Wykorzystałam więc to co miałam. Poszło mi raczej sprawnie.


MERIDIANE SAGE

Nie ma to wielkiego wpływu na proces pisania. Pracując nad rozdziałem, mój wzrok tak czy siak skupia się na ekranie laptopa. Grunt to wyobraźnia, która pomaga przenieść się myślami w każde miejsce i każdy czas.


Jak zauważyliście, będziemy przeplatać odpowiedzi autorek, a na kolejne sześć odpowiedzi zapraszam na bloga Zapatrzona w książki

Uleczone dusze- Tillie Cole




Czasami przeszłość spowija ciemność i tylko nieliczne jej skrawki docierają do skażonego nimi umysłu. Bolesne fragmenty skryte za mgłą pozwalają człowiekowi funkcjonować. Co jednak gdy pamiętasz wszystko, co cię spotkało? Napędza cię gniew i ogień podsycany szaleństwem czy paraliżuje strach i wciąż żywy ból?

Być może jest tak, że jeśli ktoś wmawia ci coś wystarczająco często, to w końcu zaczynasz w to wierzyć. A potem w twoim życiu pojawia się ktoś, kto sprawia, że to wszystko kwestionujesz. Dzięki niemu zaczynasz wierzyć, że jesteś coś warta.


Ogień płonący w żyłach Flame'a od zawsze napędzały traumy z przeszłości. Uznawany za szaleńca, któremu z drogi schodzą nawet bracia z klubu. Ci, którzy widzieli, jak morduje, czują respekt. Wciąż tkwi w swych traumatycznych wspomnieniach, karmiąc swój wewnętrzny ból i wściekłość. Gdy ktoś dotknie Flame'a musi zginąć. Ta zasada dotyczyła każdego... do czasu, gdy pojawiła się Maddie.



Dziewczyna, której przeszłość jest czarna niczym smoła. Od dziecka bita, poniżana, wiązana i poddawana okropnym rytuałom. Uratowana z rąk sekty powoli cieszy się wolnością. Czy szalony motocyklista może zakochać się w najbardziej aspołecznej dziewczyny uratowanej z czeluści sekty? Czy miłość może zasklepić wciąż sączące się rany? Czy po tak traumatycznej przeszłości można odnaleźć spokój i ukojenie?



Na ten tom czekałam z niecierpliwością. Postać Flame'a w każdym z tomów przykuwała uwagę i intrygowała. Czy jego odrębna historia spełniła moje oczekiwania?


Tillie Cole w swojej twórczości nie używa pół środków. Kaci Hadesa w każdej odsłonie ociekają brutalnością, erotyzmem i mrocznym klimatem, jednak dopiero historia Flame'a pozostawi w czytelniku wyrwę. To niezaprzeczalnie najmroczniejsza, bolesna i zaskakująca poziomem brutalności opowieść o wpływie przeszłości, paraliżującym uczuciu wściekłości.


Czymże są słowa? Czasami jedno spojrzenie oczu, jeden rumieniec mówią wszystko. Słowa mogą zranić. Milczenie może uleczyć.


Największe wrażenie wywarły na mnie kreacje głównych bohaterów. Autorce udało się stworzyć postaci, które przyciągają uwagę, potrafią wyryć swój obraz w naszej pamięci i wciągnąć czytelnika w spirale emocji. Tillie Cole niemal z chirurgiczną precyzją stworzyła przerażający obraz maltretowania dzieci, niszczenia ich światopoglądu i łamania psychiki. W opozycji zaś dając czytelnikowi rodzące się uczucie, które nie miało prawa się wydarzyć, wychodzące za wszelkie ramy możliwości. On i jego krwawiąca dusza oraz Ona, dająca mu szczęście i dzieląca się swym sercem. Ich spotkanie zmienia życie obojga, a dla autorki jest szansą na stworzenie niezwykłego, niesztampowego obrazu miłości.



Ciężko jest opisać emocje, jakie towarzyszyły mi podczas lektury Uleczonych dusz. Niepokój, strach i łzy spływające podczas zgłębiania tajemnic Flame'a i Maddie mieszały się z westchnieniami i rumieniącymi się polikami. Tu emocje zarówno złe, jak i dobre kłębią się i wybuchają z ogromną siłą. Nie da się przejść obojętnie obok tej odsłony serii Katów.


Na tym polega cały urok wolnej woli, Lilah. Postępujemy zgodnie z własnym wyborem. W przeciwieństwie do tego, jak żyłyśmy w społeczności, tutaj jesteśmy paniami własnego losu.


Podobnie jak w poprzednich tomach i tu powieściopisarka w swoim niepowtarzalnym stylu serwuje nam rollercoaster, z którego ciężko będzie zejść. Powieść kipi erotyzmem i mrokiem, a jedyne, o czym można myśleć to, gdzie leży kontynuacja. Autorka zadbała o dobrą historię, realnych bohaterów i mroczną prawdę, którą zrównoważyła ogniem uczuć. Jeśli spodobały się wam poprzednie tomy, ten wywrze na was ogromne wrażenie. Trzeba jednak podkreślić, że tym razem możecie mieć zszargane nerwy, Uleczone dusze to powieść dla dorosłych i to im ją polecam.

Ocena:

Tytuł: Uleczone dusze
Seria: Kaci Hadesa
Autor: Tillie Cole
Wydawca: Editio Red
Liczba stron:376
ISBN:9788328339620
Data premiery: 23 października 2018

środa, 19 grudnia 2018

Mikołajkowa szóstka- Spotkanie rodzinne





Dwanaście autorek z okazji świąt napisało świąteczną antologię Pod świątecznym niebem, a całkowity zysk z jej sprzedaży zostanie przekazany na chore dzieci w ośrodku w Szczytnie. Wraz z Zapatrzona w Książki z tej okazji przygotowałyśmy mini wywiad, który od dziś do 24 grudnia będzie pojawiać się codziennie na naszych blogach. Codziennie po jednym pytaniu i po 6 odpowiedzi na jednym blogu. Gotowi na zabawę?


KAROLINA STASZAK

Moi bohaterowie są zupełnie nowi. To jest ich początek i zostali „stworzeni” specjalnie do antologii. Coś mi mówi, że nie koniecznie na tym opowiadaniu zakończą się ich perypetie.
Ucieczka przed miłością, spotkanie kogoś, kto tę lukę wypełnia, a potem znowu złamane serce. Opowiadania mają to do siebie, że są krótkie, więc nie jest łatwo przedstawić w nich pełną historię bohaterów, ale można co nieco ich nakreślić. Takich odrobinę tajemniczych, nie do końca poznanych…

DOMINIKA SMOLEŃ

W sumie nie planowałam powrotu do bohaterów „Biegu do gwiazd”, ale tak wiele osób chciało się dowiedzieć, jak ostatecznie potoczyły się losy Ady, że musiałam napisać chociaż jeszcze kilka stron więcej. Niemniej jednak bardzo przyjemnie mi się opowiadanie do antologii pisało. Czuję z tymi bohaterami niepodważalną więź i to jest piękne.

NINA NIRALI

Moje opowiadanie mówi o zupełnie nowych bohaterach i nie nawiązuje do żadnej z wcześniej wydanych historii.

ANITA GIERAK

Moi bohaterowie na pewno jeszcze nie powiedzieli ostatniego słowa ponieważ książka, w której występują ukaże się dopiero po nowym roku. Przyznam jednak, że ucieszyło mnie pisanie wspomnień moich postaci.

ANGELIKA ŚLUSARCZYK

Niestety, ale moje opowiadanie jest odrębną historią. W najbliższym czasie nie planuję pisać książki o mojej bohaterce z Drugiej szansy, Agnieszce. Ale kto wie, może kiedyś się ucieszę na samą myśl, że do niej powrócę? J

  ANNA PARTYKA-JUDGE


Nie bardzo rozumiem to pytanie. Odpowiem wobec tego w ten sposób:

Antologia jest wspaniałą możliwością spotkania się z innymi pisarkami/ pisarzami w jednym wydaniu. To jest ciekawe doświadczenie nie tylko dla czytelnika. Dla pisarzy również. Po postawieniu ostatniej kropki w opowieści o losach bohaterów historii jaka się ukazała „Pod świątecznym niebem” musiałam niezwłocznie zajrzeć do innej grupy bohaterów w mojej książce „Na krawędzi uczuć”. Ukaże się ona 26 lutego nakładem wydawnictwa Replika. Być może bohaterowie „Niebieskiego Nissana” zyskają swoich fanów i zechcą poznać ich bliżej. Wówczas wybiorę się na spacer z Margaret i Jo . Po czym czytelnicy odnajdą dalszą ich historię.


Odpowiedzi pozostałych autorek odnajdziecie tu---->Wywiad

poniedziałek, 17 grudnia 2018

Ty i ja dwa różne światy( części 2 i 3)- Elżbieta Kosobucka




Miłość jest nieprzewidywalna niczym wiatr pojawiający się znienacka w spokojny dzień. Czasami jego powiew to czysta przyjemność, która otula zakochane serce ciepłem i świeżością. Często jednak mocny, porywczy i nieokiełznany może zaburzyć poczucie bezpieczeństwa. Od nas samych zależy, jak oprzemy się sile żywiołu i czy wspólnie obierzemy kierunek, w którym podążymy. Tylko czy tak łatwo pozbyć się własnych lęków, wyzbyć się niepewności i odnaleźć się w innym świecie?

Pamiętacie moją niedawną recenzję pierwszej części? To powieść opowiadająca losy Natalii i Kamila. Kiedyś ich znajomość miała czysto wakacyjny wymiar. Ich wspomnienia przypominały najlepsze letnie dni, gdzie czas płynie leniwie między promieniami słońca, a oni odkrywają siebie nawzajem. Wtedy rozdzielił ich strach przed odrzuceniem, które potęgowane było przez niedomówienia. Dziś na ich wspólnej drodze pojawiają się zgoła inne problemy, które pokażą, jak silne jest ich uczucie i co ważne jest w tworzeniu związku.

Natalia musi odnaleźć w sobie siłę, by nie poddać się problemom i nie bać się relacji z Kamilem. Musi uwierzyć w jego miłość i przestać bać się jego pozycji. To jednak nie jest tak proste. Elżbieta Kosobucka od początku mojej przygody z jej piórem urzeka wyrafinowanym stylem, pięknem zawartym w prostocie opowieści i niemalże magiczną umiejętnością nakreślania emocji.

Już pierwsza część historii Natalii i Kamila wywołała we mnie masę emocji, nie inaczej jest przy kontynuacji tej opowieści. Bohaterowie tak dobrze znani, a jednak wciąż zaskakują swoją postawą i wyborami. Fabuła, która strona po stronie udowadnia, że nic w tej książce nie jest oczywiste. Świetne zestawienie charakterów dwójki bohaterów wciąż dostarcza masę emocji, od rozrzewnienia przez zachwyt aż po szok. Przenikanie się dwóch jakże skrajnych światów, tworzenie kompromisów i walka z codziennością są tu ciekawie nakreślone.

Pięknie opisana walka z niedoskonałościami to zalążek tego, co skrywają nasi bohaterowie. Historia chwyta za serce, daje nadzieje i pokazuje siłę miłości, która jest w stanie przezwyciężyć różnice, wyrównać poziom życia i złagodzić tak zróżnicowane charaktery. Myślę, że pokochacie te jakże ciepłą i poruszającą opowieść, która jest niczym życie poplątana i pełna zwrotów akcji, nie zawsze przyjemnych, lecz potrzebnych dla poznania prawdziwej wartości uczuć i osób. Sama polecam pióro Elżbiety Kosobuckiej, która umiejętnie włada tym, co w pisaniu najcenniejsze, sercem.

Ocena:

Tytuł: Ty i ja dwa różne światy
Autor: Elżbieta Kosobucka
Wydawca: E-bookowo
Część 2 i 3 

piątek, 14 grudnia 2018

Radykalni. Rebelia- Przemysław Piotrowski



Złe decyzje zdarzają się każdemu. Nie wszyscy jednak wyciągają z błędnych kroków wnioski, sunąc do przodu, zapominają o tym, by poprawiać to, co może przynieść tylko chaos. Pojedyncze słabości systemu, nieprzemyślane kroki powielane przez wielu i nagle okazuje się, że utworzona wyrwa jest idealnym przejściem dla zła czającego się za murem i w nas samych. Czy znajdziesz odwagę, by ponownie wejść do piekła?

Kuba nie sądził, że kiedykolwiek przyjdzie mu ponownie przeżyć to piekło. Cała Europa trawiona jest bestialstwem i nowymi porządkami. To, co nie tak dawno wydawało się przypadkiem lub głupim żartem, teraz z dnia na dzień przeraża coraz bardziej. W centrum wydarzeń pozostał ich przyjaciel, a Kuba i jego znajomi nie zostawią go na pastwę losu po stronie wroga. Ich wyprawa okaże się trudna, bolesna i niebezpieczna.

Trwaliśmy tak przez nieokreślony czas, w końcu prawie umilkła, a ja uniosłem jej głowę w obawie, czy nie zemdlała. Jej niebieskie oczy wypełniała pustka, miałem wrażenie, że w jednej chwili straciły kolor i wyjałowiły się, zrobiły się blade jak u człowieka chorego na zaawansowaną jaskrę lub tego, który właśnie żegna się z życiem. Pomyślałem, że właśnie tak umiera ludzka dusza.

Minął już jakiś czas od poprzedniego tomu powieści Radykalni spod pióra Przemysława Piotrowskiego, który mną wstrząsnął i na długo pozostawał w mojej pamięci. Czy ponowne wejście w ten świat było mądrym posunięciem?
Czy mądrym, nie wiem, ale na pewno ekscytującym i mrożącym krew w żyłach. Przemysław Piotrowski nie ma powodu do stresu, jeśli chodzi o kontynuacje swojej opowieści. Drugi tom Rebelia nie tylko trzyma poziom pierwszego tomu, ale i wprowadza nowe wątki, które sprawiają, że od powieści nie da się oderwać. Kolejny raz dałam się zamknąć w pułapkę realizmu powieści. Autor dba o każdy szczegół, a jego wizja przyszłości nieubłaganie się przybliża. Każdy opis przybliża czytelnikowi świat, który rządzi się zgoła innymi prawami. Tu króluje brutalność i bezwzględność, nie ma granic, których człowiek do pewnego momentu nie chce przekroczyć. Dodatkowo cała powieść toczy się na dwóch różnych płaszczyznach.

Czytelnik widzi świat, w którym ludzkość pogrąża się w chaosie, nie ma zasad, nie pamięta o moralności, a sukces liczy się w setkach zniszczonych istnień. Tu religia i wiara przekroczyła cienką granicę, za którą istnieje już tylko fanatyzm. Powieściopisarz dba jednak o to, by zrównoważyć zło i cierpienie, czymś zgoła odmiennym dając nam wgląd w dalsze losy Kuby i to, z jakim poświęceniem ta grupka przyjaciół idzie walczyć o wolność dla przyjaciela. To starcie się bezwzględności i dążenia po trupach do celu z walecznością i poczuciem człowieczeństwa.

To nie był ich świat, nie zapracowali na niego, nie docenili tego, co zostało im ofiarowane. Nie powinno ich tu być… Dobrze im tak…

Kreacja bohaterów ciut się zmieniła, co dowodzi tylko o tym, że autor dba o realność swoich postaci. Każdy z tych młodych ludzi widział w swym życiu okrucieństwo, które pozostawia trwały ślad. Bohaterowie zyskują głębie, czytelnik docenia ich postawę i z zapartym tchem krok po kroku śledzi ich losy. Powieść pomimo brutalności i wyczuwalnego niepokoju czyta się z zapartym tchem, bez przerwy analizując wydarzenia, schematy działań czy tok myślenia poszczególnych osób.
Przemysław Piotrowski nie zawodzi i tym razem, dostarczając czytelnikom to, co w tym gatunku najlepsze. Są emocje, jest przesłanie i wiele godzin refleksji, o tym, co można zrobić, by historia Kuby i jego przyjaciół nie miała miejsca we współczesnym świecie i czy właściwie na takie rozważania nie jest już za późno. Przerażająco prawdziwa i prawdopodobna wizja świata w niedalekiej przyszłości, którą powinien poznać każdy. Przestrzegam tych, o słabszych nerwach, gdyż książka ma silny i bardzo brutalny przekaz, ale czy przez to mniej prawdziwy i warty poznania? Nie, tę książkę po prostu trzeba poznać i dać się porwać ciekawemu i bardzo wymagającemu pióru autora. Kolejny raz jestem pod wrażeniem i mogę was zapewnić, że lektura tej powieści przez długi czas będzie niezapomniana.

Ocena:


Tytuł: Radykalni. Rebelia
Autor: Przemysław Piotrowski
Wydawca: Videograf
Liczba stron:400
ISBN:9788378356394